27.05.2024, 18:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2024, 10:47 przez Anthony Shafiq.)
Południowe stragany, Château des Dragons
Rozmawiam z Victorią, witam się skinieniem głowy i machnięciem dłoni z Richardem
Rozmawiam z Victorią, witam się skinieniem głowy i machnięciem dłoni z Richardem
– Nomenklatura. Ale w sumie powinienem się przyzwyczaić. Wiedziałaś, że po wietnamsku, kiedy zwracasz się do kogokolwiek, kto nie jest Ci obcy używa się właśnie słów związanych z pokrewieństwem, ale... trzeba bardzo uważać, żeby odpowiednio rozpoznać czy osoba jest młodsza czy starsza od Ciebie. Jeśli zwrócisz się do kobiety uznanej za doświadczoną mentorkę "ciociu" a nie "babciu" przeklnie Ciebie i dwa pokolenia w przód. Także... Magia magią, a języków trzeba się uczyć kochana Victorio, zawsze Ci to powtarzałem. – Pochylił się ku niej i dość bezpośrednio, nie odmówił sobie złożenia pocałunku na chłodnym, choć nie mniej pięknym czole. Wiedział, liczył na to bardzo, że w tej małej główce zgromadziło się przez lata dostatecznie dużo wiedzy i rozsądku, by nie wpakowała się w jakieś problemy, z których potem trzeba będzie ją wyciągać. Już wystarczy ta wycieczka do Afryki, o której wspomniała mu w liście...
– Podziękuje Ci, zdaje się, że mam alergię. – Spróbował się wymigać, zezując nieco na koszyk. W jego domu nie uznawano zwierząt, były tylko stratą czasu, a z wiekiem uważał, że dostatecznie dużo zabawy ma z młodszym pokoleniem magów. Był ulubionym wujkiem całkiem sporej sfory. To w sumie tak, jakby miało się ekskluzywną hodowlę, choć zapewne jego podopieczni i osoby, które doglądał we wzroście od maleńkości, byłyby skrajnie obrażone na to porównanie. Odłożył kieliszek na bok i skupił swoją uwagę na dorosłej kobiecie, która ledwie wczoraj była dokazującą dziewczynką.
– Przyślę Ci coś... wyjątkowego. Znam Twoje preferencje, jeśli masz pić z mojego kielicha, niech to będzie coś, co zapamiętasz na długo. Zeszły rok... nie był na tyle dobry, byś traciła na niego czas – uśmiechnął się raz jeszcze odbierając od niej kielich.
Gdy go odstawiał, podniósł głowę gnany instynktem. W takim tłumie łatwo było się przegapić, ale jego szare oczy skrzyżowały się ze spojrzeniem Richarda, do którego od razu szeroko się uśmiechnął i pomachał mu nawet, ale nie odpuszczał trwania przy stanowisku. Nie kiedy istniało ryzyko, że pojawią się jeszcze dwie osoby z kotami na ręku.
– Czekam na wieści od Ciebie – dodał poważniej, tonem zwykle kończącym rozmowę – a teraz idź Ptaszyno cieszyć się słońcem i jarmarkiem. Zajrzyj do panny Zamfir, o tam – otwartą dłonią wskazał drogę do jednego z sąsiadujących stanowisk. – Zapewne ma wystawione same śmieci, ale powołaj się na mnie, może wyciągnie coś spod lady, co przypadnie Twoim wysublimowanym gustom.
– Podziękuje Ci, zdaje się, że mam alergię. – Spróbował się wymigać, zezując nieco na koszyk. W jego domu nie uznawano zwierząt, były tylko stratą czasu, a z wiekiem uważał, że dostatecznie dużo zabawy ma z młodszym pokoleniem magów. Był ulubionym wujkiem całkiem sporej sfory. To w sumie tak, jakby miało się ekskluzywną hodowlę, choć zapewne jego podopieczni i osoby, które doglądał we wzroście od maleńkości, byłyby skrajnie obrażone na to porównanie. Odłożył kieliszek na bok i skupił swoją uwagę na dorosłej kobiecie, która ledwie wczoraj była dokazującą dziewczynką.
– Przyślę Ci coś... wyjątkowego. Znam Twoje preferencje, jeśli masz pić z mojego kielicha, niech to będzie coś, co zapamiętasz na długo. Zeszły rok... nie był na tyle dobry, byś traciła na niego czas – uśmiechnął się raz jeszcze odbierając od niej kielich.
Gdy go odstawiał, podniósł głowę gnany instynktem. W takim tłumie łatwo było się przegapić, ale jego szare oczy skrzyżowały się ze spojrzeniem Richarda, do którego od razu szeroko się uśmiechnął i pomachał mu nawet, ale nie odpuszczał trwania przy stanowisku. Nie kiedy istniało ryzyko, że pojawią się jeszcze dwie osoby z kotami na ręku.
– Czekam na wieści od Ciebie – dodał poważniej, tonem zwykle kończącym rozmowę – a teraz idź Ptaszyno cieszyć się słońcem i jarmarkiem. Zajrzyj do panny Zamfir, o tam – otwartą dłonią wskazał drogę do jednego z sąsiadujących stanowisk. – Zapewne ma wystawione same śmieci, ale powołaj się na mnie, może wyciągnie coś spod lady, co przypadnie Twoim wysublimowanym gustom.