27.05.2024, 20:10 ✶
Wciąż przy stoisku z biżuterią Viorici.
- Oj nie, żadnych ptaków drapieżnych.- Pokręciła tylko przecząco głową. Nienawidziła ich. Wredne, straszne ptaszyska, które tylko czekały, żeby zatopić w niej szpony. Swoją drogą czy kupienie mężowi spinki do szaty z ptasim wzorem podchodziło w jej przypadku pod narcyzm? Gdzieś musiała leżeć ta cieniutka granica między "kupiłam bo do ciebie pasowało", a "kupiłam, żebyś pamiętał, że jesteś mój". Tymczasem w oko wpadło jej eleganckie zapięcie do peleryny z laurowym motywem. Może jednak rośliny? To miało większy sens. Ale z drugiej strony - Vioricia sama zasugerowała, że można zamówić inne, mniej popularne wzory. A taka srebrna spinka wilgowronem pasowałaby do tej jednej, czarnej szaty, która wisiała z tyłu szafy i może nareszcie Robert nosiłby ją częściej… ugh.
Tak duży wybór był problematyczny sam w sobie. Zwłaszcza, że nie mogła zostać przy stoisku namyślając się godzinami. Podniosła głowę znad ozdób i rozejrzała się szukając swojego “moralnego wsparcia”.
- Rich…- Zamilkła. Oczywiście, że go tutaj nie było, jak akurat raz jeden jedyny potrzebowała się poradzić. A może raczej przymierzyć do niego parę ozdób, żeby zobaczyć co pasowałoby Robertowi najbardziej. To był jeden z wyjątkowo niespodziewanych plusów posiadania szwagra, którego nie szło odróżnić od męża - obaj wyglądali tragicznie w konkretnych fasonach czy kolorach.
Richard jednak stał zbyt daleko, żeby go teraz na głos wołać. Zamiast tego spróbowała ściągnąć go spojrzeniem. I pewnie morderczymi myślami. Jeśli przestał się wpatrywać w Matka-wie-co gdzieś tam nieopodal stoiska przy którym stała Lorien, to machnęła na niego niecierpliwie ręką. Jak nie - to trudno. Wróciła do samodzielnego wybierania.
Tak czy inaczej przewróciła oczami w irytacji. Typowi faceci, żadnej z nich pomocy.
- Na pewno wezmę to...- Wskazała palcem na niepozorną broszkę w kształcie wiewiórki, która tkwiła sobie wdzięcznie pomiędzy wieloma innymi zwierzęcymi wzorami. Drugą ręką sięgała już do wewnętrznej kieszeni szaty, żeby wyciągnąć czeki i podręczne pióro. Uniosła niepewnie sygnowaną symbolem Gringotta książeczkę jakby upewniając się, że taka płatność jest w porządku.