27.05.2024, 20:30 ✶
Na zewnątrz - fontanna z alkoholem
Zupełnie zapomniała o tym przyjęciu i dopiero krótka wymiana listów z Ojcem sprawiła, że aż podskoczyła na krześle. Pierwotnie to on miał być gościem, jednak kilka planów towarzyskich dla Prewettów się skrzyżowało i zdecydował, że to Pandora zajmie jego miejsce i przyjdzie tu, celebrować z Abottami. Nie była pewna skąd ten pomysł, ale w interesy ojca aż tak nie wnikała, pomimo usilnych prób zaangażowania jej bardziej, niż chciała. Zerkając z paniką na nadgarstek, przeklęła brzydko i zerwała się z siedziska, zostawiając swoje projekty i rysunki. Los chciał, że brunetka należała do tych prędkich kobiet, które to nie spędzały pięciu godzin przed przyjęciem w łazience, dobierając pantofle do sukienki.
Zjawiła się więc na miejscu idealnie, wzdychając z ulgą, bo nienawidziła przecież się spóźniać. Pół turczynka ruchem dłoni wygładziła materiał czerwonej, długiej sukienki, wsuwając wygodniej buty. Nie wybrała tego, co przysłała jej Aydaya w związku z tym balem, uznając, że wyglądałaby, niczym ta krowa wystawiona na targ, która ma przyciągnąć najlepszego pasterza. Złota literka "P" zamiast na szyi, tkwiła na nadgarstku, robiąc za bransoletkę, a w niewielkiej, magicznie powiększonej torebce miała najpotrzebniejsze rzeczy - takie, żeby się nie nudziła i takie, które mogły byc użyteczne po tym, jak uda się już stąd uciec. Westchnęła kolejny raz, gdy podniosła spojrzenie i omiotła nim zbierających się ludzi oraz miejsce, gdzie całe wydarzenie miało miejsce. Drink, może jakiś szampan - pomoże jej to przetrwać! Myśl ta sprawiła, że uśmiechnęła się i ruszyła do przodu, witając się po drodze z tymi, których ewentualnie mogła znać, wymieniając krótkie spojrzenie, uśmiech lub przywitanie. Zbliżyła się do zjawiskowej fontanny z alkoholem, stając przy zebranych tu gościach.
- Witam! Piękna aranżacja, prawda? - przywitała się z uśmiechem, jak zwykle promiennym i szczerym, sięgając dłoń po samowypełniający się kieliszek. Gdy palce zacisnęły się na naczyniu, uniosła i skosztowała nieco, co tylko sprawiło, że w policzkach pojawiły się dołeczki. - Mmm.. Bardzo dobry szampan, powinni częściej na przyjęciach takie fontanny organizować. Ah, nie wiem, czy się przedstawiałam! Pandora.
Znała je z widzenia, jak znaczną większość Londynu, jednak nie była pewna, czy kiedykolwiek mogły mieć sposobność na rozmowę. A w gruncie rzeczy, Prewettówna ludzi uwielbiała, dopóki nie byli sztywni, nudni lub nie byli wysłannikami chorego na umyśle czarnoksiężnika.
Zupełnie zapomniała o tym przyjęciu i dopiero krótka wymiana listów z Ojcem sprawiła, że aż podskoczyła na krześle. Pierwotnie to on miał być gościem, jednak kilka planów towarzyskich dla Prewettów się skrzyżowało i zdecydował, że to Pandora zajmie jego miejsce i przyjdzie tu, celebrować z Abottami. Nie była pewna skąd ten pomysł, ale w interesy ojca aż tak nie wnikała, pomimo usilnych prób zaangażowania jej bardziej, niż chciała. Zerkając z paniką na nadgarstek, przeklęła brzydko i zerwała się z siedziska, zostawiając swoje projekty i rysunki. Los chciał, że brunetka należała do tych prędkich kobiet, które to nie spędzały pięciu godzin przed przyjęciem w łazience, dobierając pantofle do sukienki.
Zjawiła się więc na miejscu idealnie, wzdychając z ulgą, bo nienawidziła przecież się spóźniać. Pół turczynka ruchem dłoni wygładziła materiał czerwonej, długiej sukienki, wsuwając wygodniej buty. Nie wybrała tego, co przysłała jej Aydaya w związku z tym balem, uznając, że wyglądałaby, niczym ta krowa wystawiona na targ, która ma przyciągnąć najlepszego pasterza. Złota literka "P" zamiast na szyi, tkwiła na nadgarstku, robiąc za bransoletkę, a w niewielkiej, magicznie powiększonej torebce miała najpotrzebniejsze rzeczy - takie, żeby się nie nudziła i takie, które mogły byc użyteczne po tym, jak uda się już stąd uciec. Westchnęła kolejny raz, gdy podniosła spojrzenie i omiotła nim zbierających się ludzi oraz miejsce, gdzie całe wydarzenie miało miejsce. Drink, może jakiś szampan - pomoże jej to przetrwać! Myśl ta sprawiła, że uśmiechnęła się i ruszyła do przodu, witając się po drodze z tymi, których ewentualnie mogła znać, wymieniając krótkie spojrzenie, uśmiech lub przywitanie. Zbliżyła się do zjawiskowej fontanny z alkoholem, stając przy zebranych tu gościach.
- Witam! Piękna aranżacja, prawda? - przywitała się z uśmiechem, jak zwykle promiennym i szczerym, sięgając dłoń po samowypełniający się kieliszek. Gdy palce zacisnęły się na naczyniu, uniosła i skosztowała nieco, co tylko sprawiło, że w policzkach pojawiły się dołeczki. - Mmm.. Bardzo dobry szampan, powinni częściej na przyjęciach takie fontanny organizować. Ah, nie wiem, czy się przedstawiałam! Pandora.
Znała je z widzenia, jak znaczną większość Londynu, jednak nie była pewna, czy kiedykolwiek mogły mieć sposobność na rozmowę. A w gruncie rzeczy, Prewettówna ludzi uwielbiała, dopóki nie byli sztywni, nudni lub nie byli wysłannikami chorego na umyśle czarnoksiężnika.