27.05.2024, 21:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 21:45 przez Isaac Bagshot.)
Widownia - pierwsza część posta dla Flynna i irytującego kaznodziei.
Południowe stragany - Świece i kadzidła rodziny Mulciberów - Erik, Charlie, Leo oraz Victoria.
Serce Isaac'a było stworzone do tego, żeby je rozpalać. Uwielbiał to pobudzające uczucie ekscytacji, kiedy patrzył w oczy osoby która zdołała sprawić aby krew w jego żyłach zawrzała. Flynn’owi się to udało. Z pozoru nie zrobił niczego, co mogłoby wprowadzić Bagshota w taki stan. Jemu jednak wystarczył drobny flirt, przeciągłe spojrzenie lub dwuznaczna pyskówka. Właśnie w tym momencie, uznał tego nieokrzesanego artystę za obiekt swoich przyszłych miłosnych uniesień. Rozwiązłość Isaac’a była dla niego pewną formą wolności, dzięki której mógł zapomnieć o rzeczywistości i skupić tylko i wyłącznie na przyjemności. Patrzył więc prosto w bezczelne oraz smutne zarazem oczy Flynn'a, doskonale zdając sobie sprawę, jak bardzo poraniona była jego dusza. Widział już wiele takich oczu i trzymał w objęciach wiele takich dusz. Każda osoba z którą Isaac kiedykolwiek dzielił chwile rozkoszy, zdobywała specjalne miejsce w jego sercu. Obdarzał uczuciem wszystkich swoich kochanków, dbając o nich i oferując swoje dobre słowo oraz wsparcie. Gdyby tylko byli tutaj sami, to ten milczący flirt na pewno przerodziłby się w coś wyjątkowego. Ale nie byli. Na nieszczęście, był tutaj również kaznodzieja, który zaczął nieco irytować “korespondenta specjalnego z samej stolicy apostolskiej”. A trzeba było przyznać, że Isaac'a bardzo trudno było zirytować, czy wzbudzić w nim jakiekolwiek uczucia niechęci. Brawo, Jimmy! xD
- Biedni cyrkowcy, artyści oraz pisarze to sól tej ziemi. Nigdy bym się do nich nie przypierdolił.- Odpowiedział kaznodziei fałszywy prorok, nadal skupiając swoje spojrzenie na Flynn'ie. Dosłownie na moment zjechał wzrokiem na jego usta, żeby zaraz znów spojrzeć w oczy. Czuł, jak Jimmy wyciąga mu portfel z kieszeni, jednak widok przygryzającego wargę oraz rumieniącego się chłopaka, był tego warty. Isaac nie miał tam pieniędzy, a prezerwatywy, kilka zdjęć i kartki z zapisanymi zagranicznymi adresami.
Na ostatnie słowa Flynn'a, dosłownie zaśmiał się pod nosem. Patrzył jak odchodzili, kończąc swojego papierosa.
- Będę musiał później odzyskać portfel.- Mruknął sam do siebie, kiedy panowie już sobie poszli. Przeczesał włosy palcami i wyrzucił peta na ziemie. Skierował się w stronę stoiska Mulciberów.
Erik, Charlie, Leo oraz Victoria - Świece i kadzidła rodziny Mulciberów.
Już z daleka zauważył braci Mulciberów, oraz swojego przyjaciela Erika. Przyspieszył nieco kroku. Samopiszące Pióro dotrzymywało mu towarzystwa, a aparat dyndał na szyi.
- No cześć Eryczku. Gdzie Ziemniaczek?- Przywitał kolegę, zakładając mu rękę za szyję. Był niewiele niższy, więc nie musiał nawet stawać na palcach. - Cześć Charlie, Leo!- Przywitał się z chłopakami, z którymi spędził ostatnio emocjonujący czas w mugolskim pubie.- Dawaj co tam masz, Charlie. Obiecałeś mi coś szałowego, a my z Eryczkiem lubimy szalone rzeczy, co nie? - Spojrzał na Longbottoma i wolną ręką poklepał go po brzuchu, jakby na potwierdzenie swoich słów. Nadal się trochę na nim uwieszał.
Kobiety z koszykiem w którym miała kota jeszcze nie zauważył.