28.05.2024, 15:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2024, 15:30 przez Hades McKinnon.)
Południowe stragany, Château des Dragons
Rozmawiam sobie z Anthonym, a potem niestety też z Rosie...
Rozmawiam sobie z Anthonym, a potem niestety też z Rosie...
Zrobiłem wymowną minę, wpatrując się w szare oczy Anthonyego. Jak mógłbym nie, skoro właśnie weryfikował moje mięśnie. Zawsze, jeśli tylko by poprosił, moje łapy były do usług. Jeśli pragnął poczuć coś mocnego na własnej skórze, to mój prawy sierpowy był zawsze w gotowości. Ja nie będę ukrywał, że lubowałem się w przemocy. Załatwiała problemy w dosyć sprawny, skuteczny sposób. Niekiedy trzeba było się trochę wysilić, ale nie trzeba było bynajmniej machać tymi patykami jak ostatnia cipa. A żeby to jeszcze dawało jakiś efekt wow.
Dobra, ale te wymowne tańce na mojej twarzy to się pojawiły nie ze względu na macanie moich barów, tylko ten szwedzki. Nie tęskniłem, ale w sumie trochę... konspiry nam nie zaszkodzi, szczególnie że mało ludzi w Anglii znało szwedzki, więc nawet nie będziemy podsłuchiwani. Raczej nie będziemy. A przy okazji sobie poćwiczę to śpiewne gówno.
Złożyłem groźnie swoje łapy na piersi. Tak trochę zszedłem z delikatnego wyrazu na twarzy, na rzecz szczypty bojowości...? Bojowości... Nie wiem, czy takie słowo istniało, ale pasowało mi do aktualnej sytuacji. To ze słodkich ploteczek to by było na tyle... Mogłem się obejść smakiem, ale to też nic straconego. Miałem teraz na głowie inne sprawy, a mianowicie śmieszki Shafiqa ze mnie oraz wino. O śladowych ilościach alkoholu!
- Ważyłbym na te rozbawione łezki, Shafiq... Wbrew pozorom, ten mundur daje pewne możliwości, a ja wciąż lubuję się w łamaniu kości - zauważyłem groźne, choć raczej ten nie powinien się obawiać mojej osoby. Raczej, bo jeśli przesadzi, to faktycznie mogłem mu policzyć kostki w śródstopiu albo nawet w kręgosłupie. - Tym razem łaskawie wybaczę ci. W dużej mierze za te śladowe ilości alkoholu, ale następnym razem nie będę taki dobry - ostrzegłem, rozplątując te swoje bicepsy i nawet grożąc mu paluchem niczym przerośniętemu dziecku. Nie trwało to długo, bo oczywiście wyciągnąłem rękę po kieliszek. Jeden nikomu nie zaszkodzi, a to nawet dobrze było na mój żołądek, z reguły przepełniony wszelkim żarłem.
- O, bydło ruszyło do losowania. Myślisz, że ktoś pobije się o nagrodę? - zapytałem go, ale nim zdążył odpowiedzieć, dodałem jeszcze w ramach jego wcześniejszego zapytania. - Tak jak ci wspominałem, nie miałem lekko po powrocie. Żona nie mogła mi przebaczyć zniknięcia, a jej jebnięta rodzinka nawet uznała mnie za martwego, więęęc... uroczo z ich strony - zauważyłem, po czym przekręciłem oczami, kiedy usłyszałem obok siebie ten irytujący głos.
- Bydło przyszło - skwitowałem, widząc kątem oka pełną torbę swojej siostry. Mogła tam jeszcze dowalić golonkę dla brata. Odwróciłem się do siostry i wyzerowałem - jakże kulturalnie - cały kieliszek wina na raz. Rzecz jasna, nie mogłem teatralnie patrzeć jej przy tym w oczy, bo musiałbym się położyć. Taki był z niej gnom. - Nie możesz sprawdzić, czy cię nie ma na drugim końcu placu? - zapytałem Ambrosii. My tu ważne sprawy omawialiśmy dotyczące DEGUSTACJI WINA. Trochę bardzo się to mijało z moim mało smakowym wychlaniu całego kieliszka, ale co nieco poczułem. Szkoda, że nie zbierało mi się na beknięcie, bo bym to zrobił prosto w jej twarz.
- Shafiq, to moja siostra Ambrosia. Niestety krew z krwi... Niczego jej nie mów - ostrzegłem go przed tą zmorą nieczystą w języku szwedzkim. Niech wie, że przed takim małym blond gnomem trzeba było uważać.