Nie ma alkoholu. ALKOHOLU NIE MA! Gdzie ten alkohol, bo zaraz zacznę się źle bawić i jednak zrobię nawrotkę do tego gnoja obok Vespery. Ciężko było nawet iść za zapachem, bo jednak alkohol był... tylko on coś nie mógł na niego trafić. Za to trafił na coś lepszego. Na kogoś lepszego z czymś lepszym. FONTANNA! Victoria! Fontanna czekolady, owocki i Victoria. Mniam. Możecie się domyślić, co z tej trójki było w oczach Sauriela najsmaczniejsze.
- Uważaj z czekoladą bo zgrubiesz, Truskaweczko. - Wyjął owoc z paluszków Victorii, gładkim ruchem machnął nim do fontanny i potem równie gładko i pełnosprytnie - prosto do swojego dzioba. A satysfakcja? Największego sortu. Spojrzał na Shafiqa, który do niej podszedł i zaczął tutaj... ćwierkać jak pierdolony kanarek na amfetaminie. Przeżuwanie truskawki było zajebiście interesującym zajęciem i tylko dlatego, żeby nie wkurwiać Victorii (jeszcze) nie wsadził dłoni do tej fontanny i nie odbił jej na garniturze tego typa. Dlaczego? No bo mógł? Nie powinien, ale jak najbardziej może! W końcu jaka jest szansa na to, że Vespera pożałuje tego zaproszenia i będzie błagała męża o zabranie stąd przypałowego kuzyna? No na pewno żadna, przecież oni u Rookwoodów to kochali się jak nigdzie... no dobra, może jednak szansa była, bo kto się czubi, ten się lubi. Ale żadnego odcisku na garniturze nie było. Było tylko przeżuwanie z godnością osła przeżuwającego sianko. Ku chwale zbrodniczego reżimu, bo tylko taki ostatnio Sauriel uprawiał i uznawał. Jakby każdy miał taką klientelę jak w Podziemnych Ścieżkach to byście zrozumieli.
A tak poza tym to miał nadzieję, że Victoria będzie miała zajebistą zabawę.
I tak właściwie to jeszcze sobie kawałek bananka zanurzył i go też chapnął w swoje zębiska i odszedł kawałek - niuchał. Albo raczej - chciał odchodzić i niuchać, chciał się nawet przywitać z Atreusem, swoim wiernym uczniem ogóraskowo-rzemieślniczym, ale... no cóż. Cóóóż...
- O kurwa! Znaczy: Atreus. - No żeby się kolega nie obraził, że go od prostytutek wyzywa. Podszedł do Atreusa w jego fenomalnej formie i złapał go na ręce. - Stary, nie chwaliłeś się, że zostałeś animagiem. Wyglądasz jak prosie, mogłeś wybrać dostojniejszą formę. - Pomiział Atreusa po wilgotnym nosku, złośliwie uśmiechnięty i postawił go na stole. Bo co będzie siedzieć na ziemi? - Działaj, samczyku, w końcu masz szansę, że cię dotknie jakaś laska. - I z godnością klepnął kapibarę w tyłek. A on sam obrócił się w kierunku Bellatrix, do której uśmiechnął się jak rasowy kocur.
- Bella! Jeszcze nawet pić nie zacząłem, a już zamiast kuzyna widzę kapibarę, pojebana akcja. - Pokazał kciukiem za siebie. Tak, siedziała tam kapibara. Bezsprzecznie. - Ale ponieważ jestem trzeźwy mogę tobą lepiej pokręcić na parkiecie. - I tak dla potwierdzenia swoich słów poruszył się nawet do rytmu granej aktualnie muzyki. - Trochę nie mógł klimat, ale nie będę przyprawiał bardziej o zawał pana młodego i zamieniał tych klasyczków na rock czy jazz.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.