Uniósł brew ku górze, kiedy otrzymał od niej polecenie… nie, wróć, prośbę? Aby stał w miejscu. ”Co ona kombinuje?” – pomyślał, ale posłuchał. Widząc w jej dłoni jakieś zapinki i jak próbowała przymierzyć na nim, chyba zrozumiał o jest grane. Kogo chciała przekupić? Jego czy Roberta? Ułatwił jej zadanie, pochyliwszy się nieco, aby nie męczyła swojego drobnego ciała i nie rozciągała się za bardzo. Dla świętego spokoju się poświęcił, skoro pilnował jej, aby się nie zgubiła w tłumie.
Pogoda się powoli zmieniała, na całe szczęście. Co za dużo słońca to też nie zdrowo. Coś się zaczęło dziać na scenie, ale Richarda to nie interesowało. Do jego uszu niestety docierał głos Sophie z sąsiedniego stoiska, nawołujący zainteresowanych. Albo w ten sposób chciała zwrócić na siebie uwagę i swój interes. Gdyby nie promowała się ich nazwiskiem, a inną nazwą, być może nie zwróciłby na to szczególnej uwagi i olał. To już wystarczająco zwracało na niego uwagę. Gdyby tylko to…
Kiedy Lorien dokonała wyboru, mógł się wyprostować i skierować znów spojrzenie w kierunku stoiska Sophie. Ale, im dalej wzrokiem sięgał, obok niej było jakieś inne zamieszanie u jego chłopaków. W tym usłyszał mężczyznę, który coś pieprzył przy ich stoisku? Zmarszczył brwi.
Zbliżył się do Lorien, nachylił i szepnął jej do ucha.- Pójdę zobaczyć co się dzieje na naszym stoisku. Dołącz jak zapłacisz.
Liczył, że zrozumie i jeżeli tak, zostawił ją na chwilę i przecisnął się przez przebywające osoby, dokonujące oględzin, zakupów czy plotkując sobie. Totalnie je zignorował i skierował się w stronę stoiska rodzinnego. Na Sophie, rzucił spojrzeniem zawodu, lecz nie u niej było to zamieszanie, więc jedynie minął jej stragan, zatrzymując się straganie rodzinnym ze świeczkami i kadzidłami. Szybko, przeanalizował sytuację, bardziej wzrok skupiając na Charlesie i dziennikarzu? Zarejestrował samopiszące pióro, aparat? To już wystarczający dowód pracy zawodowej tego czarodzieja.
- Przepraszam. Co tutaj się dzieje?Zapytał dość poważnie, uprzejmie, ogólnikowo. Niczym zawołany przez dziennikarza do tego stoiska. Aby dowiedzieć się, co się dzieje. Nie zignorował obecności innych osób przy stoisku. Nie oczekiwał też, że te osoby udzielą mu odpowiedzi. Ale byłoby miło. Konkretnie, oczekiwał wyjaśnień od swoich synów. Charlesa i Leonarda. Jego wzrok dostrzegł coś, czego tutaj być nie powinno? Było trzymane przez Erika Longbottoma?
- Czy to jest świeczka?
Kolejne pytanie. Wskazując na coś, co trzymał mężczyzna. Nie ukrywał po sobie tego zaskoczenia. Czy to jest coś, co zrobiło tutaj zamieszanie? Spojrzał na Charlesa, którego twarz zmieniała kolory. Patrzył na niego już tym karcącym spojrzeniem ”Coście znów odjebali?”