29.05.2024, 08:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2024, 10:48 przez Anthony Shafiq.)
Południowe stragany, Château des Dragons
Rozmawiam z Hadesem i Ambrosią, patrzę z niedowierzaniem na awanturę przy stanowisku Mulciberów.
Rozmawiam z Hadesem i Ambrosią, patrzę z niedowierzaniem na awanturę przy stanowisku Mulciberów.
– Możliwości? Bycie krawężnikiem daje możliwości większe niż bycie Niewymownym? – To nie były już łezki rozbawienia, to było szczere zdziwienie przypieczętowane uniesioną brwią powątpiewania. Anthony oparł się swobodnie o białą ladę przyobleczoną drobnym kwieciem lawendy. Pomimo powarkiwań funkcjonariusza i jego napiętej postawy nie odbierał tego ani jako wyzwania ani zagrożenia dla siebie. Zbyt długo się znali. Z drugiej strony trudno było odmówić McKinnonowi racji – z duchami, upiorami, czy innymi bogami, z tajemnicami ciężko było się wziąć za bary, a Shafiq miał wrażenie, że pod napiętą skórą włókna aż drgają skore do bitki. Zakładał, że potrzeba będzie kilku dyscyplinarnych trzasków z bata nad głową osiłka, żeby się uspokoił i wyregulował lub poszedł po rozum do głowy i wrócił do swojej starej pozycji, jeśli tylko uda mu się nie wylecieć na bruk. Anthony był przekonany, że funkcjonariusze magicznej policji byli mniej wyrozumiali dla szaleńców niż Departament Tajemnic i nic jak dotąd nie zweryfikowało jego myśli w tym temacie. Tak czy inaczej przeczuwał, zwłaszcza przez wzgląd na ostatnie zdanie, że pod tą decyzją było coś jeszcze, świadomego lub nie. Zamiast jednak zaproponować rozmowę rzucił tylko:
– Takie sprawy wymagają czasu. Odezwij się jutro, ustalimy termin, bo mam amerykańską whisky przygotowaną pod degustację, a któż jak nie Ty oceni najlepiej – alkohol rozsupływał język, pozwalał spuścić nieco pary. Może jeszcze nie będzie za późno.
Pojawienie się Ambrosi przyjął z życzliwym uśmiechem.
– Jak najbardziej szanowna Pani. – powiedział już w ich ojczystej mowie i sięgnął za siebie i podał jej również różowe, migoczące musującymi bąbelkami wino. Już chciał coś dodać więcej, gdy za ich plecami rozpoczęła się szarpanina, kilka okrzyków wybiło się nad głowami.
– Tylko nikogo nie połam funkcjonariuszu. – powiedział patrząc z dystansu na te dantejskie sceny. – Tahiro proszę mm... Chyba jednak dzisiaj się napiję. – Pokiwał głową na boki w cichym niedowierzaniu, w geście "na czym ten świat stoi" i wdzięcznością do jakiejkolwiek wyższej egzystencji za to, że sam nie jest w centrum tego zamieszania. – Jak Pani wnosi tegoroczne Lammas? Dobrze to, czy nie dobrze, że święto żniw dzieje się w samym środku Londynu? Zdania są bardzo podzielone, prowadzę nieoficjalne statystyki od rana. – zwrócił się uprzejmie do Ambrosi gdy dostał swój kielich z winem, które było inne. Czerwone i jakby gęstsze.
– Takie sprawy wymagają czasu. Odezwij się jutro, ustalimy termin, bo mam amerykańską whisky przygotowaną pod degustację, a któż jak nie Ty oceni najlepiej – alkohol rozsupływał język, pozwalał spuścić nieco pary. Może jeszcze nie będzie za późno.
Pojawienie się Ambrosi przyjął z życzliwym uśmiechem.
– Jak najbardziej szanowna Pani. – powiedział już w ich ojczystej mowie i sięgnął za siebie i podał jej również różowe, migoczące musującymi bąbelkami wino. Już chciał coś dodać więcej, gdy za ich plecami rozpoczęła się szarpanina, kilka okrzyków wybiło się nad głowami.
– Tylko nikogo nie połam funkcjonariuszu. – powiedział patrząc z dystansu na te dantejskie sceny. – Tahiro proszę mm... Chyba jednak dzisiaj się napiję. – Pokiwał głową na boki w cichym niedowierzaniu, w geście "na czym ten świat stoi" i wdzięcznością do jakiejkolwiek wyższej egzystencji za to, że sam nie jest w centrum tego zamieszania. – Jak Pani wnosi tegoroczne Lammas? Dobrze to, czy nie dobrze, że święto żniw dzieje się w samym środku Londynu? Zdania są bardzo podzielone, prowadzę nieoficjalne statystyki od rana. – zwrócił się uprzejmie do Ambrosi gdy dostał swój kielich z winem, które było inne. Czerwone i jakby gęstsze.