29.05.2024, 19:09 ✶
Południowe stragany - Mulciber Moonshine -> Stanowisko kowenu
Przechodzę z Heather do stoiska i rozglądam się po asortymencie.
— Na nasze nieszczęście, to ''śledzenie'' chyba można też nazwać ''posiadaniem współpracowników'' — rzucił z nutą niezadowolenia w głosie. Wprawdzie nie do końca wiedział, jak się miały relacje Heather z innymi Brygadzistami i Aurorami, tak, jeśli z całej tej zgrai tylko z Bulstrodem miała na pieńku, to i tak było całkiem nieźle. Lepiej było się użerać z jednym wrogiem niż całym gangiem. — Chociaż z drugiej strony, oni to robią poza godzinami pracy. To jest już trochę podejrzane.
Po skosztowaniu alkoholu oferowanego przez młodą dziewczynę ogarnął go przedziwny spokój. Zupełnie jakby zakopał się pod kołdrą w jesienny wieczór, a jedyne, co musiał robić, to popijać herbatę i zajadać się świeżo wypieczonymi ciastkami domowej roboty. Magia cytrynówki odsunęła od niego na dłuższą chwilę zmartwienia związane ze spotkaniem Florence, jak i innymi pomniejszymi problemami. Bądź co bądź, to dalej był sabat, nie wiadomo było, kiedy odwali się jakiś szajs, a Cameronowi jakoś nie uśmiechała się powtórka z rozrywki w formie organizowania szpitala polowego na środku Pokątnej.
Tym jednak nie musiał się zbytnio przejmować; ilekroć negatywna myśl kiełkowała w jego umyśle, alkohol wypłukiwał ją, jak gdyby była chwastem, którego należało pozbyć się z ogrodu, zanim zalęgnie się na dłużej w żyznej, zdrowej ziemi. Westchnął ciężko, gdy Heather zapytała go, gdzie chciałby teraz iść. Naprawdę miał ochotę na jakieś kiełbaski, jednak nie był na tyle zorientowany w rozkładzie stoisk, aby być w stu procentach przekonanym, że gastronomia była tylko w jednym miejscu. W pewnym momencie wypatrzył w tłumie kapłana w szatach kowenu, który przedstawiał jakiejś starszej czarownicy zestaw magicznych obrazów.
— Może tam podejdziemy? Chyba została nam jeszcze chwila do występów. — Wzruszył sztywno ramionami.
Kiedy znaleźli się przy stanowisku kowenu... Cameronowi nieco opadła szczęka. A nawet wręcz mocno. Sądził, że stanowisko okaże się dużo większe, a zamiast tego trafił z Heather do miejska, gdzie sprzedawano modlitewniki, koszyki, koszulki i... Butelki w kształcie figur Matki? Chłopak przekrzywił głowę, przyglądając się temu wynalazkowi. Po co ludzie kupowali coś takiego do domu? Nie było to zbyt... wyględne. Wzdrygnął się na samą myśl, że jego rodzice postawiliby coś takiego w salonie lub - Merlinie uchowaj - w aptece.
— Kiedy się modliłaś po raz ostatni? — spytał żartobliwym tonem, wskazując na okładki książeczek z modlitwami i pieśniami. — A może chcesz kolorowankę? Podobno relaksują. Przyda ci się w przerwie między dyżurami.