29.05.2024, 21:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2024, 21:18 przez Isaac Bagshot.)
Stoisko Mulciberów a później CHATEAU DES DRAGONS.
Post podzielony na części. Bohaterowie dramatu: Erik, Charles, Leonard, Richard, Robert, Thomas H, Brenna, Milly, Geraldine, Alexander, Victoria Lastrange, Anthony oraz wszyscy, którzy stoją obok stoiska Mulciberów.
Post podzielony na części. Bohaterowie dramatu: Erik, Charles, Leonard, Richard, Robert, Thomas H, Brenna, Milly, Geraldine, Alexander, Victoria Lastrange, Anthony oraz wszyscy, którzy stoją obok stoiska Mulciberów.
Erik, Charles i Leo, wzmianka o Robercie, Thomasie, Brennie, Milly i Geraldine
W jednym momencie wydarzyło się bardzo dużo rzeczy. Charles krzyknął, że świeczki filifiony to nieoficjalny produkt. Bagshot jednak wygłosił już swoją mowę, więc było za późno. Pojawił się również starszy Mulciber, który w nerwach podniósł głos. Dlaczego? Przecież to było wspaniałe! Tak jak wcześniej powiedział - im większa otwartość seksualna, tym szybszy rozwój społeczeństwa! Dlaczego niektórzy tego nie rozumieli? Dodatkowo, Erik poczuł się urażony. Przecież to była świeczka w kształcie cholernego kutasa, nic wielkiego, prawda? A zdjęcie zrobił ucinając mu głowę! Nie powiedział również, że na pewno opublikuje je w gazecie! Potem padło dużo przykrych słów, których Isaac nie będzie w stanie przełknąć, jeśli nie wyjaśni ich sobie z Longbottomem. Minęły dwa miesiące, a jego dawni przyjaciele traktują go jak intruza, który jedynie czeka na to, żeby wbić im nóż w plecy. Nie tylko zresztą im - całemu światu! A przynajmniej Isaac czuł się tak traktowany. Miarka się przebrała. Oberwie się każdemu - Erikowi, Thomasowi, Brennie, Milly i nawet Geraldine! Ten pierwszy zawinął wrotki, więc nie pozostało nic innego, jak za nim pobiec.
- Charles, to jest naprawdę wspaniałe! Będziesz prekursorem! Obiecuję Ci!- Obiecał. A jak Isaac coś obiecuję, to zrobi wszystko co w jego mocy, żeby tej obietnicy dotrzymać. No, chyba że obiecuję sam sobie - tych obietnic nie dotrzymywał nigdy.- LEOŚ! Łap!- Rzucił do Leonarda świecę giga kutacha, która oddał mu Erik, po czym odwrócił się na pięcie żeby go odnaleźć.
Robert a może Richard?
Wydostanie się z coraz to bardziej gęstniejącego tłumu, okazało się trudniejsze niż myślał. Nagle zupełnie znikąd zaczepił go Robert Mulciber. A może nie Robert? Może jego brat bliźniak Richard? Ojciec młodych Mulciberów? Isaac był spostrzegawczy, ale nie znał ich na tyle, żeby mógł ich odróżnić. Uśmiechnął się zwyczajowo, żeby wysłuchać mężczyzny, mimo że tak właściwie to miał ochotę go wyminąć i pobiec za Erikiem.
- Panie Mulciber, to bardzo niemądre, żeby rzucać gromami i żądać czegoś od reportera, który wszystko ma udokumentowane.- Odpowiedział chłodno. Isaac NIENAWIDZIŁ, kiedy ktoś mu groził. NIENAWIDZIŁ, kiedy ktoś próbował krzywdzić, pokazując swoją wyższość. W świecie Bagshota, wszyscy byli równi. NIENAWIDZIŁ niepotrzebnej przemocy, sztucznych podziałów, tej głupiej wojny o czystość krwi, i obruszenia co po niektórych na widok świeczki w kształcie penisa! Włączył mu się tryb “walka” oraz “życie jest niesprawiedliwe! Człowiek się stara, a to chuj! Dosłownie i w przenośni”. Mulciber z góry założył, że Bagshot jest jakaś hieną, która wszystko zrobi za pieniądze. Może i przepił i przećpał prawie wszystko co zarobił na swoich książkach, ale był porządnym człowiekiem. I właśnie dlatego zauważył, że pan Richard/Robert, był po prostu zdenerwowany całą sytuacją. No tak - w złości mówi się sporo nieprzyjemnych rzeczy. Człowiek czasami po prostu nad sobą nie panuje.- Panie Mulciber, niech pan się nie martwi…- Zaczął, żeby uspokoić mężczyznę. W połowie jednak przerwał, ponieważ uwagi domagał się ktoś inny. Panowało takie zamieszanie, że odwrócił się w stronę mężczyzny przedstawiającego się jako Alexander Mulciber.
Alexander oraz nici powiązań do obcych oraz młodych Mulciberów. Isaac robi zdjęcie Victorii.
Isaac pamiętał go z Hogwartu - wychowanek Ravenclaw. Bagshot zawsze chciał tam trafić, ale los obdarzył go Odwagą, która była wyżej punktowana niż Historia Magii.*
- Isaac Bagshot, miło mi.- Odparł więc, skupiając na nim swoje spojrzenie. Mowa ciała Alexandra nie przypadła mu do gustu. Może dlatego, że sam często stosował podobne sztuczki? Zauważył jak rozmówca świdrował go spojrzeniem, więc pozwolił mu na to, patrząc prosto w jego oczy. w tym momencie nie miał nic do ukrycia, a nici które łączyły go z nieznajomymi stojącymi wokół, były bladozielone. Z założenia lubił każdego człowieka. Nawet tych, których nie zdążył jeszcze poznać. Nici, które łączyły go z Leo oraz Charlie’m, przybierały nieco intensywniejszy odcień niż blada zieleń. Polubił chłopaków podczas ich ostatniego wypadu na piwo.
- Jeśli taka jest pańska wola, to proszę się nie martwić. Panie Alexanderze, naprawdę nie ma żadnego problemu. Mimo, iż się z panem nie zgadzam. Uważam, że te świecie to wspaniały pomysł. Jestem historykiem i proszę mi wierzyć, że im większa otwartość seksualna, tym szybszy rozwój społeczeństwa, a w końcu do tego dążymy, prawda? Różnorodność jest siłą, a nie powodem do konfliktu.- Miał biec za Erikiem, ale musiał jeszcze wygłosić krótki wykład. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
Złapał za aparat, żeby zrobić Alexandrowi upragnione zdjęcie. Dopiero przy drugim zauważył, że w tle ktoś kogoś atakował siurkoświeczką. Nie, to się nie dzieje naprawdę, ale skisłem XD* pomyślał tylko, faktycznie kisnąć trochę w środku.
- Mhm, później pana znajdę, to mi pan opowie o fundacji.- Skinął głową, nie dając po sobie poznać jakie myśli chodziły mu po głowie. Kątem oka zauważył dość zgrabny tyłek jednej z kobiet, która akurat stała do niego tyłem.- Panie Alexandrze, jeszcze jedno zdjęcie. - Powiedział korespondent wojenny, ponownie przykładając aparat do twarzy. Zrobił zdjęcie jędrnego tyłka Victorii Lastrange, po czym uśmiechnął się do Mulcibera.- Gotowe, w takim razie co zobaczenia.- Pstryknął palcami, a Samopiszące Pióro zniknęło pozostawiając po sobie zielony dymek. Musiał znaleźć Erika, więc po prostu odwrócił się na pięcie i... i musiał coś jeszcze powiedzieć. Wyciągnął różdżkę, po czym użył zaklęcia które nieco zwiększyło donośność jego głosu.
- Proszę Państwa! Uwolnić Barabasza! Nazywam się Isaac Bagshot i nie jestem hieną, która szuka sensacji w negatywnym tego słowa znaczeniu! Jeżeli wydarzyło się tutaj coś, co zdaniem Państwa zostało uwiecznione, a co nie powinno znaleźć się na łamach gazety ponieważ uderza w czyjąś godność, to zapraszam na widownię pod sceną! Chętnie porozmawiać w cywilizowany sposób. Proszę również pamiętać, że wspólnota i zrozumienie mogą prowadzić nas ku lepszemu światu, gdzie różnorodność jest siłą, a nie powodem do konfliktu. Lammas to wesołe święto, na którym każdego powinno spotkać coś dobrego Życzę Państwu wspaniałego dnia!- Uśmiechnął się, odwrócił na pięcie i odszedł, mając w planie znaleźć w końcu Erika.
*kochana dupka jedna mnie przekonała

*tę myśl mógł usłyszeć Alexander
Erik oraz Anthony, który może słyszeć co chce - blisko stoiska CHATEAU DES DRAGONS
Isaac był bardzo niecierpliwy, więc przepychał się między ludźmi żeby znaleźć Erika. Kiedy w końcu go dojrzał, odbiegł do niego żeby tym razem nie stracić go z oczu.
- Erik! Erik, zaczekaj, przepraszam! Posłuchaj mnie, to był tylko głupi żart. To tylko świeczka, przecież...- Zawiesił głos, patrząc na kolegę, po czym rozejrzał się za dogodnym miejscem do rozmowy. Zmarszczył brwi i odciągnął Longbottom'a na bok. Stanęli niedaleko stoiska Anthony'ego. Kręciło się tam sporo ludzi, więc nikt nie powinien zwracać na nich uwagi.
- Erik, wiem, że nie jesteśmy już w szkole. To był głupi żart, przepraszam. Nie szukam sensacji, żeby zniszczyć komuś życie. Naprawdę uważam, że wynalazek Charlie'go to coś dobrego. Mimo że śmieszny, to powoli zacznie oswajać ludzi z pewnymi sprawami, które mają związek z seksualnością i niepotrzebnymi podziałami.- Mówił, patrząc na kolegę. Był przejęty i na pewno sobie z niego nie żartował.- Wróciłem i... czuje się jak intruz. To jest okropne. Dlaczego od razu oskarżyłeś mnie o złe intencje? Bo napiszę artykuł do Proroka? Więc z góry założyłeś, że będę w nim obsmarowywał ludzi? - Nie miał do Erika pretensji, po prostu chciał zrozumieć, o co chodziło tym wszystkim ludziom, którzy byli nieufni, chcieli mu grozić i z góry zakładali, że na pewno zrobi coś niedobrego. Był tym już trochę zmęczony, i chyba musiał wylać na kogoś swoje gorzkie żale.- Czy kiedykolwiek w twojej obecności kogoś poniżyłem? To nie był udany żart, ale twoje słowa mnie mocno zabolały. Spędziłem... dużo czasu na... nie, nieważne Erik. Po prostu przepraszam, okej?- Westchnął i spojrzał w niebo. Niby chciał się wygadać, ale jaki był sens, w wylewaniu żali na Erika? Mógł nie chcieć tego słuchać. Większość ludzi nie lubiła kiedy zrzucało się na nich swoje problemy. Od tego powinien mieć myślodsiewnie.- Po prostu nie tego się spodziewałem po powrocie. Czuje się jakbym bym trendowaty. Chcesz papierosa?- Mruknął nieco zgaszony i rozejrzał się po ludziach zwiedzających stragany.