29.05.2024, 23:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2024, 01:23 przez Cameron Lupin.)
Południowe stragany - Stanowisko kowenu // Loteria
Rozglądam się z Heather po kramie kowenu, a potem przechodzę do maszyny z loterią.
Jak to intymnie brzmi, pomyślał z przekąsem, szczerząc zęby do Heather na jej nieco dwuznaczną uwagę co do ich współpracowników z rodziny Bulstrode. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że Ruda mogłaby być zainteresowana kimś innym. A już na pewno nie takim staruchem jak Atreus. Poza tym, skoro brat Brenny nie był w jej typie, to chyba nie powinien się już w ogóle martwić żadnym facetem. Longbottom uśmiechał się do ludzi, z co któregoś czarodziejskiego magazynu, więc skoro jego urok nie działał na pannę Wood, to chyba żaden nie zadziała. Z wyjątkiem jego własnego, to jest.
Relacja Lupina z Florence była... ciężka. Przynajmniej dla niego. Chociaż wraz z biegiem czasu przyzwyczaił się, że kobieta rządziła stażystami (i resztą szpitala) żelazną ręką, tak miał wrażenie, że przez te kilka miesiecy wspólnej pracy, ani razu nie dała się poznać swym uczniom, jako człowiek. Najbliżej tego stanu była chyba podczas tragedii na Beltane, jednak wtedy we wszystkich kipiały emocje. Nic dziwnego, że nawet ona się odsłoniła. Jakby tego było mało, pod koniec czerwca wyszło na jaw, że Bulstrode była jego boginem. Skrzywił się na wspomnienie wspólnej wyprawy do szpitalnego schowka.
— Jak nam nie wyjdzie w medycynie i Ministerstwie Magii, to zaczniemy sprzedawać naszą sztukę na ulicy — stwierdził wspaniałomyślnie, gdy Heather rozliczała się z ich zakupów z jednym ze sprzedawców. — Jak myślisz, za ile by poszedł taki obraz rozmiarów szafy na bazarze? Twoi rodzice chyba mają kilka takich w swoich rezydencjach, co nie?
Nie licząc paru obrazków kupionych przed laty na sabatach, w mieszkaniu Lupinów nie było zbyt wiele dzieł sztuki. No, chyba że Cecylka miała wolną chwilę. Z trójki rodzeństwa rysowała chyba najlepiej i wydawała się mieć najbardziej... artystyczną duszę. A moze po prostu dobrze jej z oczu patrzyło? Cameron uśmiechnął się na dawne wspomnienia po siostrze, kiwając na pożegnanie głową dla dwóch kapłanów. Ustąpili miejsca następnym osobom ustawionym w kolejce, po czym udali się w kierunku następnego stoiska.
— Ta, kojarzę ten szajs — sarknął, przyglądając się stanowisku z loterią. — Na Ostarze było coś takiego. Chyba prowadził je jakiś goblin? Straciłem kilka drobniaków i nic nie wygrałem. Nie wiem, czy to jest tego warte.
Jego słowa nie zdołały ugasić ognistego entuzjazmu Heather, której dosyć szybko udało się dopchnąć do koła, którym zakręciła parę razy. Cameron wzruszył ramionami, przyglądając się fantom, które ''wygrała''. Brzmiały... ciekawie, chociaż czy faktycznie mogli być pewni, że to nie były jakieś podróbki? Pokręcił głową i po paru słowach namowy ze strony partnerki, również wziął udział w zabawie. W przeciwieństwie do Rudej spędził przy kole dobrych parę minut, bo pierwsze kilka prób okazało się dla niego niezbyt fortunnych. W pewnym momencie Ruda musiała nawet ''pożyczyć'' mu parę monet o większym nominale.