29.05.2024, 23:55 ✶
Wiele rzeczy w tym momencie powinno wzbudzić jej ciekawość. Czemu drzwi były aż tak bardzo chętne do otwarcia się? Magiczne drzwi, przezorne zazwyczaj, niechętnie otwierały się przed obcymi. Jej drzwi z pewnością nigdy by tak nie zrobiły. Była jednak skupiona na znalezieniu schronienia przed okropną burzą, od której już czuła się zmarznięta... Nawet jeśli normalnie deszcz wcale jej nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie! Był częścią naturalnego cyklu i nie było powodu by się martwić jego wystąpieniem bądź czuć jakkolwiek gorzej niż zazwyczaj. To jednak było zbyt dużo nawet dla niej.
Pchnęła drzwi niepewnie, rozglądając się po sieni. Stała tak dobrą minutę, po prostu próbując odnaleźć się w nowym otoczeniu, nieco niepewnie, ale po chwili pochyliła się by zdjąć buty. W końcu nie powinno się ich nosić w czyimś domu. To, że przestrzeń nie do końca wyglądała jakby pasowała do zewnętrza domu nie było niczym zaskakującym, takie rzeczy towarzyszą czarodziejom cały czas. Powiększone namioty, powiększone domy, powiększone torby. Akurat to nie wywołało jej zaskoczenia. Raczej to jak łatwo została zaproszona do środka.
Zapachy były obezwładniające. Nie była dotąd głodna, ale w tym momencie poczuła jakby nie jadła z tydzień. Wszystkie te uczucia zaczęły ją atakować. Dyskomfort, zimno, głód, ciężar mokrych ubrań. Tak bardzo chciała, żeby sobie poszły, żeby odeszły gdzieś daleko... Chociaż było coś, co na chwilę wybiło ją z tego stanu.
Czy on mówił? Ten pies przed nią?
Nawet na magiczne warunki było to niespotykane.
- Zaraz... Jesteś... animagiem? - Próbowała wyszukać logiczne wyjaśnienie tego co właśnie się działo. - Chwila, skąd znasz moje imię...
Drzwi do jadalni się otworzyły i jej oczy ujrzały posiłek składający się pieczeni i przeróżnych dodatków, a na deser pyszne ciasto. Jej żołądek zaburczał, gdy obejmowała zmarznięte ramiona dłońmi. Momentalnie zapomniała co to wszystko mogło znaczyć, po prostu ruszyła przed siebie, chciała spróbować tego, co było na stole.
Jej zmysły były stopniowo obezwładniane, wszystko wokół atakowało ją przedziwnymi wizjami, smakowymi, zapachowymi, wzrokowymi. Już dawno tonęła w tej wizji, zwłaszcza, gdy usiadła przy stole, patrząc wygłodniałym wzrokiem na zastawiony stół. Czy ktoś miał do niej dołączyć? Nieistotne, chciała tylko zjeść ciepłą pieczeń, ogrzać się przy kominku, który się palił, ale ogień się nie skrzył. Zupełnie jakby nie żył, jakby był pozbawiony swej ogniowej duszy.
Pchnęła drzwi niepewnie, rozglądając się po sieni. Stała tak dobrą minutę, po prostu próbując odnaleźć się w nowym otoczeniu, nieco niepewnie, ale po chwili pochyliła się by zdjąć buty. W końcu nie powinno się ich nosić w czyimś domu. To, że przestrzeń nie do końca wyglądała jakby pasowała do zewnętrza domu nie było niczym zaskakującym, takie rzeczy towarzyszą czarodziejom cały czas. Powiększone namioty, powiększone domy, powiększone torby. Akurat to nie wywołało jej zaskoczenia. Raczej to jak łatwo została zaproszona do środka.
Zapachy były obezwładniające. Nie była dotąd głodna, ale w tym momencie poczuła jakby nie jadła z tydzień. Wszystkie te uczucia zaczęły ją atakować. Dyskomfort, zimno, głód, ciężar mokrych ubrań. Tak bardzo chciała, żeby sobie poszły, żeby odeszły gdzieś daleko... Chociaż było coś, co na chwilę wybiło ją z tego stanu.
Czy on mówił? Ten pies przed nią?
Nawet na magiczne warunki było to niespotykane.
- Zaraz... Jesteś... animagiem? - Próbowała wyszukać logiczne wyjaśnienie tego co właśnie się działo. - Chwila, skąd znasz moje imię...
Drzwi do jadalni się otworzyły i jej oczy ujrzały posiłek składający się pieczeni i przeróżnych dodatków, a na deser pyszne ciasto. Jej żołądek zaburczał, gdy obejmowała zmarznięte ramiona dłońmi. Momentalnie zapomniała co to wszystko mogło znaczyć, po prostu ruszyła przed siebie, chciała spróbować tego, co było na stole.
Jej zmysły były stopniowo obezwładniane, wszystko wokół atakowało ją przedziwnymi wizjami, smakowymi, zapachowymi, wzrokowymi. Już dawno tonęła w tej wizji, zwłaszcza, gdy usiadła przy stole, patrząc wygłodniałym wzrokiem na zastawiony stół. Czy ktoś miał do niej dołączyć? Nieistotne, chciała tylko zjeść ciepłą pieczeń, ogrzać się przy kominku, który się palił, ale ogień się nie skrzył. Zupełnie jakby nie żył, jakby był pozbawiony swej ogniowej duszy.
Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Sudbina je moja kleta