Człowiek (i nieczłowiek) spodziewał się w życiu wielu rzeczy. No na przykład spodziewałeś się podatków, tak. One były tak kurwa pewne, że nawet jak zdechniesz to będą ci nadal wysyłać gołębiem pocztowym obsranym gównem, że dwadzieścia lat temu nie zapłaciłeś jednego knuta za wodę. Teraz masz odsetki, jest git, wynoszą już tylko 100 galeonów. Pewne było też to, że w najgorszym momencie skończy ci się też papier w kiblu i będziesz wołał mamusię, żeby ci przyniosła albo cudował z różdżką. Na bank też skończy ci się ulubiona kawa akurat kiedy będziesz najbardziej spierdolony i nie będziesz mógł się wybrać do pracy, tylko będziesz musiał do niej pełznąć jak dżdżownica po chodniku. Takie rzeczy były w życiu pewne. Ale kapibara szarżująca na ciebie na weselu? Nie, taka rzecz zdecydowanie pewna nie była. I pewnie gdyby nie reakcje wokół to Sauriel nawet nie zwróciłby na to uwagi i wyjebałby cię na ten głupi ryj razem z tym majestatycznym, świńskim stworzeniem.
- Albo świnka morska. - Sauriel nie miał zielonego pojęcia, co mówi, ale to nic, bo jego autorka też zajebała się w akcji. Na szczęście ten prosty zabieg pozwolił Saurielowi przez parę sekund zostać specjalistą rozpoznającym kapibary w ich nie-naturalnym środowisku. To, że chuja wiedział o przyrodzie i według niego ogórki wykluwały się z jajeczek było zupełnie innym tematem nie wartym rozpatrywania. Tak. To właśnie ta świnka morska była elementem chaosu. Sauriel z zaskoczeniem obrócił się w kierunku biednego Atreusa, który przypuścić chciał swoją szarżę, ale przed jego wścieklizną uratowała go prawdziwa królewna w czarnej sukience. - O kuurwa... to mój kumpel. Spierdolony, ale swój. - Mruknął tłumacząco do Bellatrix i podszedł w stronę Atreusa nawet jakby ten miał go zacząć gryźć po kostkach. Bo może i był skurwielem, ale był skurwielem z sercem! I zdecydowanie nie chciał, żeby jego kuzynowi (nawet w formie świni) coś się stało.
Sauriel spojrzał całkowicie nieufnie na Shafiqa i jego machanie magicznym patykiem, ale chociaż krzywił się z niezadowolenia, którego nie próbował nawet kryć, to nic nie powiedział. Stała przy nim Victoria więc poziom zaufania rósł do poziomu "okej, pozwolę ci do swojego kumpla pomachać swoim patykiem", a i zresztą nawet jak na swoje standardy wcale nie chciał tutaj robić nadmiernego syfu.
- Żyjesz, świnko? - Mruknął do niego, bo czar rzeczywiście coś zaradził. Spodziewał się sierpowego na starcie, więc już gotował się na zatrzymanie tej buły ocieplacza ich relacji swoim łapskiem. Nie obyło się bez paskudnego uśmieszku.
Sukces!
Akcja nieudana
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.