Nie dziwiła się wcale, że Erik się stąd ulotnił. Nie dość, że ktoś mu wcisnął TAKĄ świeczkę w łapę, zaskakując go przy tym dokumentnie, to jeszcze przy tym obskoczył robiąc zdjęcia, jakby szukał taniej sensacji, którą zresztą sam stworzył (bo przecież widziała, że to nie Erik był tym zainteresowany). Uśmiechnęła się tylko do Longbottoma na odchodne, bo absolutnie nie życzyła mu źle. Zresztą gotowa była powiedzieć kilka słów temu dziennikarzowi, czy kim on tam był, ale w tym momencie zadziało się kilka rzeczy naraz…
To zadziało się bardzo szybko, a Vika, nie tera było pewną kropką nad i, która sprawiła, że Victoria wyraźnie się zdziwiła. Głównie to tym, że Atreus zwrócił się do niej po imieniu (chociaż nie wątpiła, że je doskonale zna, ze wzajemnością zresztą). Trochę jak w zwolnionym tempie obserwowała, jak Bulstrode ogląda sobie te jakże osobliwe świece, po czym zobaczył coś, co podziałało na niego jak płachta na byka i czerwień niemalże zalała mu oczy. Victoria wiodła za nim wzrokiem, obróciła nawet głowę, śledząc te kroki; jeden, drugi, trzeci, czwarty… to były długie kroki, i wtedy zobaczyła Mulcibera w towarzystwie Notta, którego miała okazję kilka dni temu poznać na małym afterparty po pojedynku z jej kuzynem. A poznała go tylko dlatego, że na sam pojedynek przyszła z Laurentem, a on bardzo chciał pójść do Notta, więc… tak. Zobaczyła więc Mulcibera i Notta, do których w tym zwolnionym dla niej tempie zbliżał się Atreus i nagle…
JEBS.
Świeczką w Philipa. Victoria zamrugała, zbyt zszokowana, by na to zareagować. Pewnie takie uderzenie musiałoby zaboleć odrobinę, ale największą szkodę poniesie woskowy penis. Ktoś zaraz krzyknął, żeby go MOCNIEJ NAPIERDALAŁ, Victoria zresztą już miała zrobić krok, żeby powstrzymać Atresua, ale wtedy stojąca obok niej Florence się odezwała.
Skrzywdził Laurenta. Jak to skrzywdził Laurenta? Co do kurwy…?
Zamarła w tym półkroku i zaraz położyła stopę na podłogę, zacisnęła usta, nie odrywając wzroku od Atreusa i Philipa.
– A to padalec – wydusiła z siebie. Nie miała o niczym pojęcia, Laurent o niczym jej nie wspomniał. Ogólnie to… Jak to go skrzywdził? Wróciła pamięcią do rozmowy jaką odbyli we Włoszech i zaczęła się zastanawiać, czy jego przyjaźń z Nottem to nie była jednak po prostu… „przyjaźń” i te wnioski podobały jej się coraz mniej, biorąc do kupy to, że ta gnida go skrzywdziła. Bo nie miała podstaw by nie wierzyć kuzynce Laurenta i wkurwieniu Atreusa. Dlatego nie zrobiła nic, by zatrzymać Atreusa, albo pomóc jakże biednemu Philipowi.
Mulciber, chyba Robert, za to zamiast ich rozdzielić, czy jakoś bardziej się tym przejąć, zbliżył się do stoiska i zaczął krzyczeć, a potem bardzo niegrzecznie zwrócił się do chłopaków obsługujących stragan, którzy przecież nie byli niczemu winni i zrobił z tego jeszcze większą sensację niż była, zwracając uwagę na świeczki Mulciberów, zamiast siedzieć cicho i to przemilczeć, by rozeszło się po kościach. Zresztą za chwile pojawił się drugi Robert Mulciber, Victoria przez moment zastanawiała się, czy nie dwoi jej się w oczach.
– Proszę nie chować. Chętnie kupiłabym więcej świeczek, tych limitowanych też – zwróciła się do Charlesa, jakby kompletnie zignorowała Roberta i Richarda. Normalnie by niczego takiego nie kupiła, ale tak ją zirytowało to zachowanie, że nie mogła się powstrzymać, tym bardziej że totalnie mogłaby sobie na takie zakupy pozwolić, na biednego przecież nie trafiło. Wtedy też Alexander rzucił swoją przemowę, widać próbując ratować honor rodziny po tym jak dwóch furiatów zrobiło większą szopkę niż już była i zupełnie nie zauważyła, że Isaac celował aparatem tak, by przypadkiem uchwycić w kadrze jej tyłek, który opinały czarne spodnie. Poczuła za to, że ktoś próbował coś z niej odczytać, za to zdołała obronić się oklumencją. Gwałtownie wtedy odwróciła głowę, szukając tego, kto sobie tak bezczelnie poczynał. Nie powiedziała nic na przemówienie Isaaca, który najwyraźniej też stracił cierpliwość – i zresztą słusznie.
Rzucam na oklumencje przeciwko widzeniu nici
Akcja nieudana
Sukces!