30.05.2024, 14:47 ✶
Południowe stragany - ze stoiska z winami do Alexandra M. przy świeczkach
- Dla takiej mendy jak ja, jak najbardziej daje możliwości. Z twojego położenia to może być błazenada, ale dla mnie to cholerne realizowanie się i kropka - zakończyłem Anthonyemu te śmiechy-chichy na temat mojego juniorskiego mundurka BUMowca, który miałem na sobie w tej chwili. Krawężnik, phi. Może teraz mu nie przypierdolę, bo za wiele mu zawdzięczałem, ale kiedyś z pewnością to zrobię. Najebany czy trzeźwy, nieistotne. Ważne, że to zrobię. Obiecałem to sobie.
Choć zapewne Anthony miał rację z tym, że z moim urokiem osobistym to ja za długo nie zabawię w szeregach brygadzistów. Wypierdolą mnie na zbity pysk i to pewnie szybciej niż później, ale to wszystko odraczałem - bynajmniej tak się łudziłem - na rzecz przyszłej degustacji amerykańskiej whisky. Co jak co, ale Shafiq potrafił skraść moją uwagę nad wyraz umiejętnie. Już nie byłem podkurwiony, bynajmniej na drobną chwilę. Wręcz zmiękłem, za bardzo nie chcąc się pakować w te bójki wsioków. Przygarbiłem się nieco, mając nadzieję, że nikt mnie nie dostrzeże i nie zaangażuje w interwencję.
- Powiem wam, że mi nie spieszno do sprzeczek koła gospodyń wiejskich - przyznałem zarówno do Anthonyego, jak i Rosie, skoro już się nawinęła. Przemilczałem jej uwagi o śmierdzeniu, bo pachniałem. Wina zapewne leżała po stronie tego, że za często się z nią nie przytulałem. Może gdyby przyniosła mi coś do jedzenia, to bym się nawet pofatygował z odrobiną czułości, a tak? Stałem głodny i próbowałem uniknąć tego harmidru obok. Może gdyby mnie to dotykało personalnie, to odpaliłbym swoje wściekłe pięści węża, ale...
Wtedy właśnie usłyszałem TEN głos, wyraźnie, bo darł mordę idiota, krzycząc: WEŹ MOCNIEJ GO NAPIERDALAJ. Było parę osób na świecie, które nienawidziłem całym swoim sercem. Jedną z nich była właśnie ta wsza - Alexander Mulciber. W moment się we mnie zagotowało. Nie trzeba było mnie dodatkowo motywować.
- Jednak wybaczcie - stwierdziłem, momentalnie się prostując i obracając w piruecie, jakbym był Wróżką Zębuszką, a nie kurwa wściekłym bykiem. Ta, byłem serio jak ten wściekły byk. Ruszyłem przez tłum od stoiska z winem do Alexandra Muclibera, bo widziałem tego kutasa. Nie mógłbym od razu nie poznać tej mordy, więc jeśli ktoś mi się napatoczył pod nogami i nie zdążył umknąć, to sorry bardzo, ale z pewnością dostał z bara. Potem będzie czas na przeprosiny, teraz był czas na spełnienie swojego braterskiego obowiązku. Trzeba było mu naklepać, żeby nie zbliżał się do mojej siostry, w tym również do mnie. TERAZ STAŁ JUŻ ZA BLISKO. Jeszcze się mizdrzył do fotografii, jakby miał być gwiazdą tegorocznego Lammas. Kurwa, ja mu dorobię zaraz tak zajebiste limo, że serio będzie gwiazdą i to nie Lammas, tylko całego pieprzonego roku.
- TY ROBAKU WSTRĘTNY, CO CIĘ PODKUSIŁO, ŻEBY WYPEŁZNĄĆ Z PIERDOLONEJ ZIEMI - warknąłem w jego kierunku i postanowiłem bez zbędnego przedłużenia, ponownie przytulić z impetem swoją pięść do jego mordy. Który to już raz...? Zapewne nigdy się nie nauczy ta łajza, żeby trzymać się ode mnie na kilometry.
I jak mi się udało, to uspokoiłem tłum, że to za podburzanie, a jeśli się nie udało i trafiło na krytyczną porażkę, to może mnie zdepcze hogwardzka grupka chórzystów. Kto wie?
Rzucam AF na przywalenie Alexandrowi z prawego sierpowego. Niech los ma nas w swojej opiece
- Dla takiej mendy jak ja, jak najbardziej daje możliwości. Z twojego położenia to może być błazenada, ale dla mnie to cholerne realizowanie się i kropka - zakończyłem Anthonyemu te śmiechy-chichy na temat mojego juniorskiego mundurka BUMowca, który miałem na sobie w tej chwili. Krawężnik, phi. Może teraz mu nie przypierdolę, bo za wiele mu zawdzięczałem, ale kiedyś z pewnością to zrobię. Najebany czy trzeźwy, nieistotne. Ważne, że to zrobię. Obiecałem to sobie.
Choć zapewne Anthony miał rację z tym, że z moim urokiem osobistym to ja za długo nie zabawię w szeregach brygadzistów. Wypierdolą mnie na zbity pysk i to pewnie szybciej niż później, ale to wszystko odraczałem - bynajmniej tak się łudziłem - na rzecz przyszłej degustacji amerykańskiej whisky. Co jak co, ale Shafiq potrafił skraść moją uwagę nad wyraz umiejętnie. Już nie byłem podkurwiony, bynajmniej na drobną chwilę. Wręcz zmiękłem, za bardzo nie chcąc się pakować w te bójki wsioków. Przygarbiłem się nieco, mając nadzieję, że nikt mnie nie dostrzeże i nie zaangażuje w interwencję.
- Powiem wam, że mi nie spieszno do sprzeczek koła gospodyń wiejskich - przyznałem zarówno do Anthonyego, jak i Rosie, skoro już się nawinęła. Przemilczałem jej uwagi o śmierdzeniu, bo pachniałem. Wina zapewne leżała po stronie tego, że za często się z nią nie przytulałem. Może gdyby przyniosła mi coś do jedzenia, to bym się nawet pofatygował z odrobiną czułości, a tak? Stałem głodny i próbowałem uniknąć tego harmidru obok. Może gdyby mnie to dotykało personalnie, to odpaliłbym swoje wściekłe pięści węża, ale...
Wtedy właśnie usłyszałem TEN głos, wyraźnie, bo darł mordę idiota, krzycząc: WEŹ MOCNIEJ GO NAPIERDALAJ. Było parę osób na świecie, które nienawidziłem całym swoim sercem. Jedną z nich była właśnie ta wsza - Alexander Mulciber. W moment się we mnie zagotowało. Nie trzeba było mnie dodatkowo motywować.
- Jednak wybaczcie - stwierdziłem, momentalnie się prostując i obracając w piruecie, jakbym był Wróżką Zębuszką, a nie kurwa wściekłym bykiem. Ta, byłem serio jak ten wściekły byk. Ruszyłem przez tłum od stoiska z winem do Alexandra Muclibera, bo widziałem tego kutasa. Nie mógłbym od razu nie poznać tej mordy, więc jeśli ktoś mi się napatoczył pod nogami i nie zdążył umknąć, to sorry bardzo, ale z pewnością dostał z bara. Potem będzie czas na przeprosiny, teraz był czas na spełnienie swojego braterskiego obowiązku. Trzeba było mu naklepać, żeby nie zbliżał się do mojej siostry, w tym również do mnie. TERAZ STAŁ JUŻ ZA BLISKO. Jeszcze się mizdrzył do fotografii, jakby miał być gwiazdą tegorocznego Lammas. Kurwa, ja mu dorobię zaraz tak zajebiste limo, że serio będzie gwiazdą i to nie Lammas, tylko całego pieprzonego roku.
- TY ROBAKU WSTRĘTNY, CO CIĘ PODKUSIŁO, ŻEBY WYPEŁZNĄĆ Z PIERDOLONEJ ZIEMI - warknąłem w jego kierunku i postanowiłem bez zbędnego przedłużenia, ponownie przytulić z impetem swoją pięść do jego mordy. Który to już raz...? Zapewne nigdy się nie nauczy ta łajza, żeby trzymać się ode mnie na kilometry.
I jak mi się udało, to uspokoiłem tłum, że to za podburzanie, a jeśli się nie udało i trafiło na krytyczną porażkę, to może mnie zdepcze hogwardzka grupka chórzystów. Kto wie?
Rzucam AF na przywalenie Alexandrowi z prawego sierpowego. Niech los ma nas w swojej opiece
Rzut PO 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!