Waleriana, według Laurenta stanowiąca baze niegdyś zakupionych kadzideł, nie była zaskoczeniem. Opierała się na niej znaczna część tych wyrobów, które posiadały właściwości uspokajające. Nasenne. Nie była szczególnie droga. Do tego łatwa w pozyskaniu. Bardzo chętnie wybierana przez klientów. Nic więc dziwnego, że do produkcji świec oraz kadzideł, wykorzystywana była naprawdę często. Nie tylko przez samego Roberta. Problem stanowić mogły natomiast pozostałe składowe. Na chwilę obecną na pewno nie miał produktów zawierających w sobie eukaliptus. Nie lepiej miała się sytuacja z cedrem himalajskim. Niewiele wyrobów zawierających ten składnik, wystawiał w Olibanum. Pojawiały się tutaj sporadycznie. Nie były bowiem czymś, czego zwykli poszukiwać tutaj klienci.
Klienci specyficzni.
Nie bez powodu robiący sprawunki w Podziemnych Ścieżkach.
- Na pewno problemem będzie eukaliptus. Obecnie niestety nie jest dostępny. Cedr wymagałby kilku dni na dostarczenie zamówienia. - poinformował, nakreślając tym samym sytuacje. - Odnośnie zamienników, które mogłyby pasować pod wskazane preferencje, zaproponować mogę trawę cytrynową. Oprócz zastosowań typowo zdrowotnych, pomaga również się zrelaksować i może ułatwiać zasypianie. Podobnie działa wetyweria. Te dwie opcje powinny być warte rozważenia.
Gdyby Laurent nie był przekonany, Robert mógłby mu przykładowe kadzidła z tymi składnikami zaprezentować. Na razie jednak niczego takiego nie zaproponował. Wolał nie wychodzić przed szereg, póki nie było takiej potrzeby. Istniała szansa, że i bez tego blondyn zdecyduje się na jeden z jego produktów. Zwłaszcza, że nie był klientem przypadkowym i co za tym idzie - musiał wiedzieć, że za ich nazwiskiem stały porządnej jakości wyroby.
Kiwnął głową, kiedy usłyszał o popularnym eliksirze. Sam miał okazje z niego korzystać. Sporadycznie, bo jednak preferował kadzidła, ale czasami trzeba było wspomóc się czymś innym. Znał tym samym skład. Etykietkę mimo wszystko przyjął. Nawet rzucił na nią okiem.
- Śluz gumochłona to bardziej wypełniacz niż środek mający faktyczny wpływ na organizm. Pozostają Waleriana i lawenda, przy czym ustaliliśmy już, iż ta druga niekoniecznie Tobie odpowiada. - westchnął. Coś mu podpowiadało, że bez dodatku lawendy, choćby niewielkiego, Laurent może mieć problem z osiągnięciem oczekiwanego efektu. Bo skoro właśnie ta konfiguracja działała, należało wziąć składnik pod uwagę. Tak to czasami bywa. Porównać można to do niezbyt smacznego syropu, co do którego musisz się jednak poświęcić. Z niego skorzystać. Nie masz w tym przypadku większego wyboru.
Tylko czy był to w zasadzie jego problem? On, Robert Mulciber, powinien był na tym przede wszystkim zarobić. Czasami zdawał się jednak o tym zapominać - niekoniecznie z dobroci serca; z powodu chęci udzielenia pomocy bliźniemu. Prędzej chodziło tu o zbadanie problemu i znalezienie rozwiązania.
- Nie jestem pewien czy byłbym na ten moment w stanie zaproponować coś innego niż zaprezentowane już propozycje. Nie jestem medykiem, moja wiedza jest w tym aspekcie ograniczona. - wspomniał jeszcze, podkreślając to ostatnie. Bo choć na swoim zawodzie znał się jako tako, w zasadzie nie najgorzej, to nie był medykiem. I co za tym idzie, miał ograniczone możliwości, kiedy chodziło o udzielenie pomocy w tym konkretnym przypadku.