30.05.2024, 17:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2024, 17:50 przez Isaac Bagshot.)
Południowe stragany - Château des Dragons - Erik i Anthony. Na końcu wspominam o Ambrosii.
- Są o wiele elegantsze sposoby, dlatego Cię przeprosiłem.- Przyznał, odpalając papierosa.- Gdybym wiedział, że to Cię zdenerwuje, to nigdy bym tego nie zrobił. Ale proszę, nie myśl o tym jak o końcu świata, okej? Następnym razem będę pamiętał, żeby ciebie w to nie włączać.- Isaac zrozumiał, że Erik tak bardzo się tym przejął, ponieważ miał ku temu swoje powody. Na ten moment jednak w nie nie wnikał. Nie miał też zamiaru komentować jego obaw, czy poczucia humoru. Nie wolno wartościować czyichś problemów. A Isaac? Czasami lubił się na coś nakręcić. Lubił też dużo gadać. Nie plotkował i nie zdradzał niczych sekretów - po prostu kochał rozmawiać. O czymkolwiek! Gdyby tylko miał okazję, to do rozmowy zachęciłby nawet kamień!
- I to nie tak, że pracuję w redakcji. Po prostu łapie pojedyncze zlecenia od Proroka i Czarownicy. Zgłoszę się jeszcze do Horyzontów Zaklęć. Każda redakcja to kopalnia wiedzy, a ja pomyślałem, że fajnie będzie opisać Lammas jako coś pozytywnego. Podobnie ze ślubem u Blacków - pójdę, zrobię ładne zdjęcia, napiszę, że panna młoda była najpiękniejsza, jedzenie wyborne a goście pełni klasy. To też dla mnie dobra okazja, żeby poznać więcej ludzi i zbadać społeczne nastroje.- Wyjaśnił. Nie miał zamiaru obrzucić błotem czyjegoś wesela, nawet jeśli panna młoda będzie brzydulą, a goście nie okażą żadnej klasy.
Słysząc, że przecenia swoje wpływy, zmarszczył lekko brwi. Czy on kiedykolwiek powiedziałby komuś coś takiego? Nie. Zawsze wierzył i kibicował wszystkim wokół, więc usłyszenie takich słów trochę go zabolało. Czy siebie przeceniał? Może. Uśmiechnął się nieco smutno.
- A może ja właśnie chciałbym przeprowadzić rewolucję seksualną, żeby pchnąć ludzi ku większej otwartości? Może nie podoba mi się, że jest jak jest, i chciałbym, żeby było lepiej? Może naoglądałem się czegoś, będąc w Europie, i nie chciałbym, żeby tutaj było tak samo? Może ludzie powinni stać się bardziej wrażliwi i obyci z pewnymi rzeczami? I może nie chciałbym robić tego w nudny sposób, na który NIKT nie zwróci uwagi?- Westchnął i spróbował wziąć się w garść.- Nie zauważyłem też, żeby ktoś oprócz starszych Mulciberów się tym zgorszył. Ludziom się to spodobało, co oznacza, że jest na to popyt.- Przedstawił swój punkt widzenia i spojrzał na Erika, kiedy ten zaczął opowiadać o ostatnich wydarzeniach, które tak bardzo się na nim odbiły. Wszyscy jego przyjaciele stracili ten błysk radości, który jeszcze dziesięć lat temu widniał w ich oczach. Nawet Geraldine się kiepsko trzymała. A Isaac? On zawsze szukał światła ukrytego w mroku i łapał się go, żeby tego blasku nie stracić.
- Wiem, że Śmierciożercy zrobili się aktywni. Ludzie boją się rozmawiać, wywiad w gazecie naraża na uszczerbek na zdrowiu i każdy podejrzewa każdego. Ale mnie chyba nie podejrzewasz o współpracę z Czarnym Panem?- Zapytał, jednak już bez żartobliwej nuty w głosie. Z drugiej strony, nic już go nie zdziwi.-Jesli masz wątpliwości, to przeczytaj moje książki. Niedługo ma być dodruk tej drugiej, bo się spodobała na kontynencie. I chyba już nie musisz aż tak przejmować się prasą. Masz teraz kolegę, który wie co się dzieje za kulisami wszystkich redakcji. Mogę nawet zacząć pisać dla Żonglera.- Wzruszył lekko ramionami. Chciał jakoś pomóc, a taka propozycja wydała mu się najsensowniejsza. Jeśli mógłby odciążyć ludzi na których mu zależało, to byłby z tego powodu naprawdę zadowolony.- Wiesz, znikające artykuły, ktoś nagle łamiący sobie nogę... mogę nawet się wykłócić, żeby zabrać komuś temat artykułu i napisać co tam trzeba - Spróbował zażartować, chociaż może nie do końca były to żarty?- Przeczytałem wszystkie wydania Proroka z ostatnich jedenastu lat. Jestem gotowy naprawdę na wszystko. A wróciłem dwa miesiące temu.- Powiedział, kątem oka dostrzegając, że zbliża się do nich Anthony. Wskazał na niego swoim aparatem.- Trochę za sprawą tego pana, tak właściwie. Uratował mnie przed wydaniem wszystkich oszczędności na używki. Dzień dobry, panie Shafiq. Mój nastrój jak zwykle fantastycznie. - Skłamał i uśmiechnął się do niego, ale jakoś tak trochę smutno, chwilowo tracąc błysk w oku. Nie tak powinno wyglądać jego spotkanie z Erikiem.- Praca w handlu międzynarodowym, to dla mnie priorytet panie Shafiq. Prawie udało mi się przekonać Boba, żeby zawalczył o podwyżkę. Jeśli ktoś będzie próbował mnie ukraść, to zagadam go na śmierć. Obiecuję.- Spojrzał w stronę stoiska należącego do Shafiqa i dostrzegł stojącą tam Ambrosie. Przypomniał sobie ich spotkanie z przed kilku tygodni. Gorąca dziewczyna... zwrócił na nią o wiele większą uwagę, niż na wspomnianą smoczyce.
- Ja na razie podziękuję, panie Shafiq. Jeszcze jestem w pracy.- Może i dobrze, że Anthony podszedł. Miał do Erika mnóstwo pytań, ale to chyba nie był najlepszy ku temu dzień. Nie przedstawiał też sobie mężczyzn, ponieważ zauważył, że Longbottom wcześniej do Anthony'ego machał.
- Są o wiele elegantsze sposoby, dlatego Cię przeprosiłem.- Przyznał, odpalając papierosa.- Gdybym wiedział, że to Cię zdenerwuje, to nigdy bym tego nie zrobił. Ale proszę, nie myśl o tym jak o końcu świata, okej? Następnym razem będę pamiętał, żeby ciebie w to nie włączać.- Isaac zrozumiał, że Erik tak bardzo się tym przejął, ponieważ miał ku temu swoje powody. Na ten moment jednak w nie nie wnikał. Nie miał też zamiaru komentować jego obaw, czy poczucia humoru. Nie wolno wartościować czyichś problemów. A Isaac? Czasami lubił się na coś nakręcić. Lubił też dużo gadać. Nie plotkował i nie zdradzał niczych sekretów - po prostu kochał rozmawiać. O czymkolwiek! Gdyby tylko miał okazję, to do rozmowy zachęciłby nawet kamień!
- I to nie tak, że pracuję w redakcji. Po prostu łapie pojedyncze zlecenia od Proroka i Czarownicy. Zgłoszę się jeszcze do Horyzontów Zaklęć. Każda redakcja to kopalnia wiedzy, a ja pomyślałem, że fajnie będzie opisać Lammas jako coś pozytywnego. Podobnie ze ślubem u Blacków - pójdę, zrobię ładne zdjęcia, napiszę, że panna młoda była najpiękniejsza, jedzenie wyborne a goście pełni klasy. To też dla mnie dobra okazja, żeby poznać więcej ludzi i zbadać społeczne nastroje.- Wyjaśnił. Nie miał zamiaru obrzucić błotem czyjegoś wesela, nawet jeśli panna młoda będzie brzydulą, a goście nie okażą żadnej klasy.
Słysząc, że przecenia swoje wpływy, zmarszczył lekko brwi. Czy on kiedykolwiek powiedziałby komuś coś takiego? Nie. Zawsze wierzył i kibicował wszystkim wokół, więc usłyszenie takich słów trochę go zabolało. Czy siebie przeceniał? Może. Uśmiechnął się nieco smutno.
- A może ja właśnie chciałbym przeprowadzić rewolucję seksualną, żeby pchnąć ludzi ku większej otwartości? Może nie podoba mi się, że jest jak jest, i chciałbym, żeby było lepiej? Może naoglądałem się czegoś, będąc w Europie, i nie chciałbym, żeby tutaj było tak samo? Może ludzie powinni stać się bardziej wrażliwi i obyci z pewnymi rzeczami? I może nie chciałbym robić tego w nudny sposób, na który NIKT nie zwróci uwagi?- Westchnął i spróbował wziąć się w garść.- Nie zauważyłem też, żeby ktoś oprócz starszych Mulciberów się tym zgorszył. Ludziom się to spodobało, co oznacza, że jest na to popyt.- Przedstawił swój punkt widzenia i spojrzał na Erika, kiedy ten zaczął opowiadać o ostatnich wydarzeniach, które tak bardzo się na nim odbiły. Wszyscy jego przyjaciele stracili ten błysk radości, który jeszcze dziesięć lat temu widniał w ich oczach. Nawet Geraldine się kiepsko trzymała. A Isaac? On zawsze szukał światła ukrytego w mroku i łapał się go, żeby tego blasku nie stracić.
- Wiem, że Śmierciożercy zrobili się aktywni. Ludzie boją się rozmawiać, wywiad w gazecie naraża na uszczerbek na zdrowiu i każdy podejrzewa każdego. Ale mnie chyba nie podejrzewasz o współpracę z Czarnym Panem?- Zapytał, jednak już bez żartobliwej nuty w głosie. Z drugiej strony, nic już go nie zdziwi.-Jesli masz wątpliwości, to przeczytaj moje książki. Niedługo ma być dodruk tej drugiej, bo się spodobała na kontynencie. I chyba już nie musisz aż tak przejmować się prasą. Masz teraz kolegę, który wie co się dzieje za kulisami wszystkich redakcji. Mogę nawet zacząć pisać dla Żonglera.- Wzruszył lekko ramionami. Chciał jakoś pomóc, a taka propozycja wydała mu się najsensowniejsza. Jeśli mógłby odciążyć ludzi na których mu zależało, to byłby z tego powodu naprawdę zadowolony.- Wiesz, znikające artykuły, ktoś nagle łamiący sobie nogę... mogę nawet się wykłócić, żeby zabrać komuś temat artykułu i napisać co tam trzeba - Spróbował zażartować, chociaż może nie do końca były to żarty?- Przeczytałem wszystkie wydania Proroka z ostatnich jedenastu lat. Jestem gotowy naprawdę na wszystko. A wróciłem dwa miesiące temu.- Powiedział, kątem oka dostrzegając, że zbliża się do nich Anthony. Wskazał na niego swoim aparatem.- Trochę za sprawą tego pana, tak właściwie. Uratował mnie przed wydaniem wszystkich oszczędności na używki. Dzień dobry, panie Shafiq. Mój nastrój jak zwykle fantastycznie. - Skłamał i uśmiechnął się do niego, ale jakoś tak trochę smutno, chwilowo tracąc błysk w oku. Nie tak powinno wyglądać jego spotkanie z Erikiem.- Praca w handlu międzynarodowym, to dla mnie priorytet panie Shafiq. Prawie udało mi się przekonać Boba, żeby zawalczył o podwyżkę. Jeśli ktoś będzie próbował mnie ukraść, to zagadam go na śmierć. Obiecuję.- Spojrzał w stronę stoiska należącego do Shafiqa i dostrzegł stojącą tam Ambrosie. Przypomniał sobie ich spotkanie z przed kilku tygodni. Gorąca dziewczyna... zwrócił na nią o wiele większą uwagę, niż na wspomnianą smoczyce.
- Ja na razie podziękuję, panie Shafiq. Jeszcze jestem w pracy.- Może i dobrze, że Anthony podszedł. Miał do Erika mnóstwo pytań, ale to chyba nie był najlepszy ku temu dzień. Nie przedstawiał też sobie mężczyzn, ponieważ zauważył, że Longbottom wcześniej do Anthony'ego machał.