28.12.2022, 18:41 ✶
Fergus pomyślał o prawdopodobnie najpiękniejszym komplemencie, jaki Sauriel mógłby usłyszeć. Odnaleźć siebie. To był przywilej. Błogosławieństwo. Jak wielu ludzi błądziło, nie wiedząc, kim są? Nie wiedząc, czego chcą? ... nie rozumiejąc własnej seksualności, może to do ciebie bardziej przemówi, co, Fergus? Jeśli możliwe było odnaleźć się w czerni to mam szczerą nadzieję, że będzie też błogosławieństwem dla ciebie. Nie przekleństwem. Saurielowi nie dane było poznać tej prawdy, przychodziło mu więc tylko świdrować towarzysza tego spotkania spokojnym spojrzeniem i zastanawiać się nad tym, co drzemało w jego zwierciadłach duszy. Szlachetnych, zawsze ciekawskich, które widziały i odszukiwały dla niego drogi przez ciernie. Nie te milusie, lnem i kaszmirem usłane, tylko właśnie te przez ciernie czy rozżarzone węgle. Bo przecież tak najfajniej. Trafić, gdzie nie pasujesz, żeby spróbować jakoś wcisnąć swój malutki klocek do danego miejsca. Żeby się upewnić. Bo moooże akurat coś się zmieniło..? Może on sam się zmienił. Dlatego tym razem będzie to możliwe. Jednak nie ucząc się na błędach musiał przekonać się za każdym razem, że nic się tak naprawdę nie zmieniło. Że świat, mimo próśb i pytań, nie zacznie wirować w drugą stronę tylko i wyłącznie dla niego tak sam z siebie.
- Wiesz, co sobie myślałem? Że z twoją smykałką do rysunku będziesz projektował tak zajebiste różdżki, że wszystkim laćki spadną. Zastanawiam się, czy w ogóle próbowałeś. - Kiedy weszli na ten temat Sauriel uzmysłowił sobie jedno - wcale nie chciał o tym gadać. Zwłaszcza, kiedy Fergus wdepnął na dość niebezpieczne miejsce, bo czarnowłosy poczuł lekkie poruszenie swojego świata i ziemi pod swoimi stopami. A to go nastrajało negatywnie. Uzbrajało. Żeby rozmawiać na temat swojej przyszłości i przeszłości zarazem, o problemach, chyba naprawdę trzeba być przyjaciółmi. Czy Fergus się do nich teraz zaliczał? Na pewno tak o nim ciągle myślał - jak o najlepszym przyjacielu. I to w sumie nie chodziło o niego, nie w nim tkwił problem. Problem był pogrzebany w Saurielu. Dokładnie tak samo głęboko, jak sam głęboko powinien leżeć. Jakieś sześć stóp pod ziemią. Bo właśnie aktualnie odczuwał to: że jest gościem, z którym można się napić, ponarzekać na życie i się wyżalić. A wcale nie chciał nim być. Ba! Nie zamierzał. Miał dość patania ludzi po głowach i rzygać mu się chciało od "jejku, jak ja mam źle". Jego współczucie do ludzi i chęć pomocy im zamieniła się u niego w gorycz i wkurwienie, że... też chciał wykrzyczeć światu, że jest kurwa najgorzej. Lecz milczał. W milczeniu tylko czasem trzaskały kości obcych ludzi.
Bez oponowania dał sobie wyciągnąć resztkę papierosa i przeciągnąć dłoń po stole. Przeszedł go lekki dreszcz od ciepła skóry drugiej istoty. Spięły się na chwilę jego mięśnie, kiedy jego zmysły zfokusowały się już nie na osobie, ale na celu. Ale trwało to tylko momencik. Króciutką chwilę, przez którą Fergus i tak był zbyt zajęty oględzinami, żeby cokolwiek zauważyć. Przez ten moment, gdy się przysunął, gdy jego zmysły się wyostrzyły, świat stał się o wiele bardziej wyraźny. I niekoniecznie mu się to podobało.
- Co jak działa? - Jak działa bycie wampirem? Jak działa regeneracja? - Czarna, ponura magia. Magia, która ma swoją cenę. Zjadam takich nicponi jak ty i magia robi czary-mary, hokus-pokus. - Jeśli spodziewał się, że dostanie tutaj teraz bardzo dokładny opis, jak działają wampiry, to trochę się mylił. - Moje ciało korzysta z energii krwi, którą się żywię i dalej działa czar, który utrzymuje mnie przy tym nieżyciu. - Być może byli mądrzy tego świata, który wiedzieli o wiele więcej, ale nie bez powodu o wampirach wiedziano ogólnie mało. Ceniły swoje sekrety. W końcu dzięki temu mogły trwać w o wiele głębszych cieniach niż wilkołaki, o których co rusz się słyszało. Czy to jednak były głupie pytania? Nie wydawało mu się. Fergus był ciekawski do stopnia wręcz dziecięcego. A jemu nie przeszkadzało zaspokojenie chociaż części tej ciekawości. Jednak jakie pytanie było głupie to to, które zadał na końcu...
- Ciebie. - Odpowiedział bez dłuższego zastanowienia. Właściwie bez jakiegokolwiek zastanowienia. Nie potrzebował się rozglądać, żeby to wiedzieć. Wiedział to już od momentu, kiedy zerwał z nim kontakt. I co? Byłeś tym razem gotów na odpowiedź? Wypowiedział to prawie szeptem, a jednak jego głos był całkiem wyraźnie słyszalny. Jego bestia zadrapała wnętrze jego brzucha, jak kocur, który wyciąga swoje łapy, żeby upomnieć się o uwagę.
- Wiesz, co sobie myślałem? Że z twoją smykałką do rysunku będziesz projektował tak zajebiste różdżki, że wszystkim laćki spadną. Zastanawiam się, czy w ogóle próbowałeś. - Kiedy weszli na ten temat Sauriel uzmysłowił sobie jedno - wcale nie chciał o tym gadać. Zwłaszcza, kiedy Fergus wdepnął na dość niebezpieczne miejsce, bo czarnowłosy poczuł lekkie poruszenie swojego świata i ziemi pod swoimi stopami. A to go nastrajało negatywnie. Uzbrajało. Żeby rozmawiać na temat swojej przyszłości i przeszłości zarazem, o problemach, chyba naprawdę trzeba być przyjaciółmi. Czy Fergus się do nich teraz zaliczał? Na pewno tak o nim ciągle myślał - jak o najlepszym przyjacielu. I to w sumie nie chodziło o niego, nie w nim tkwił problem. Problem był pogrzebany w Saurielu. Dokładnie tak samo głęboko, jak sam głęboko powinien leżeć. Jakieś sześć stóp pod ziemią. Bo właśnie aktualnie odczuwał to: że jest gościem, z którym można się napić, ponarzekać na życie i się wyżalić. A wcale nie chciał nim być. Ba! Nie zamierzał. Miał dość patania ludzi po głowach i rzygać mu się chciało od "jejku, jak ja mam źle". Jego współczucie do ludzi i chęć pomocy im zamieniła się u niego w gorycz i wkurwienie, że... też chciał wykrzyczeć światu, że jest kurwa najgorzej. Lecz milczał. W milczeniu tylko czasem trzaskały kości obcych ludzi.
Bez oponowania dał sobie wyciągnąć resztkę papierosa i przeciągnąć dłoń po stole. Przeszedł go lekki dreszcz od ciepła skóry drugiej istoty. Spięły się na chwilę jego mięśnie, kiedy jego zmysły zfokusowały się już nie na osobie, ale na celu. Ale trwało to tylko momencik. Króciutką chwilę, przez którą Fergus i tak był zbyt zajęty oględzinami, żeby cokolwiek zauważyć. Przez ten moment, gdy się przysunął, gdy jego zmysły się wyostrzyły, świat stał się o wiele bardziej wyraźny. I niekoniecznie mu się to podobało.
- Co jak działa? - Jak działa bycie wampirem? Jak działa regeneracja? - Czarna, ponura magia. Magia, która ma swoją cenę. Zjadam takich nicponi jak ty i magia robi czary-mary, hokus-pokus. - Jeśli spodziewał się, że dostanie tutaj teraz bardzo dokładny opis, jak działają wampiry, to trochę się mylił. - Moje ciało korzysta z energii krwi, którą się żywię i dalej działa czar, który utrzymuje mnie przy tym nieżyciu. - Być może byli mądrzy tego świata, który wiedzieli o wiele więcej, ale nie bez powodu o wampirach wiedziano ogólnie mało. Ceniły swoje sekrety. W końcu dzięki temu mogły trwać w o wiele głębszych cieniach niż wilkołaki, o których co rusz się słyszało. Czy to jednak były głupie pytania? Nie wydawało mu się. Fergus był ciekawski do stopnia wręcz dziecięcego. A jemu nie przeszkadzało zaspokojenie chociaż części tej ciekawości. Jednak jakie pytanie było głupie to to, które zadał na końcu...
- Ciebie. - Odpowiedział bez dłuższego zastanowienia. Właściwie bez jakiegokolwiek zastanowienia. Nie potrzebował się rozglądać, żeby to wiedzieć. Wiedział to już od momentu, kiedy zerwał z nim kontakt. I co? Byłeś tym razem gotów na odpowiedź? Wypowiedział to prawie szeptem, a jednak jego głos był całkiem wyraźnie słyszalny. Jego bestia zadrapała wnętrze jego brzucha, jak kocur, który wyciąga swoje łapy, żeby upomnieć się o uwagę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.