Nie planowała się tutaj pojawiać. Przynajmniej nie o tak wczesnej porze. Czy było to święto, czy też zwykły dzień - pracowała. Tym razem nie było inaczej. I gdyby nie klient, który odwiedził ją jakieś... 40 minut temu? Gdyby nie on, nadal siedziałaby w swoim sklepie przy Horyzontalnej, starając się jakoś dotrwać do ustalonej godziny zamknięcia. Za sprawą wkurwiającego blondyna - naprawdę nie dało się tego określić w inny sposób - musiała jednak zrewidować swoje plany. I ruszyć cztery litery w kierunku placu znajdującego się na Pokątnej. Wyjaśnić pomyłkę, która zdołała ją wyprowadzić z równowagi. Ustalić z czego ona wynikała. Kto wywołał to całe zamieszanie.
Daleko jej było do tej spokojnej, uśmiechniętej Penelope, którą można było spotkać w Zaczarowanych Różnościach bądź okolicach tegoż sklepu. Czerwona na twarzy. Również na szyi. Nie była w humorze. Stojąc gdzieś z boku, blisko południowych straganów, zastanawiała się nad tym, w jaki sposób powinna się za to zabrać. Wyklinała też w myślach Terry'ego, który tradycyjnie miał swoje plany. I to z ich powodu, kolejny raz zostawił ją ze wszystkim całkiem samą. Z wolna zaczynało to stawać się normą. Też sobie znalazła kumpla do pomocy. Współpracownika. Współwłaściciela.
Może i nad tym powinna się w najbliższym czasie zastanowić.
- Hm? - zamyślona i zdenerwowana, nawet nie zauważyła, kiedy obok niej pojawił się jakiś przypadkowy facet. Najwyraźniej zainteresowany jej samopoczuciem. Musiała chyba fatalnie wyglądać. Jak jakiś dorodny burak? Wstyd, Weasley, wstyd. - Nie, wszystko jest w porządku. - pokręciła głową, zamiatając przy okazji rudymi włosami, które tego dnia zaplotła w luźny warkocz. - Po prostu zdenerwowała mnie pewna sytuacja. Ludzie czasami są bezczelni. Zaraz powinno mi przejść.
Brakowało tylko, żeby dla podkreślenia wypowiedzianych słów, machnęła jeszcze na to ręką. Z jednej strony nie chciała tutaj zagadywać obcego mężczyzny, opowiadać mu o tym całym zajściu, a z drugiej - naprawdę chętnie by to z siebie wyrzuciła. Całą tą historie. Całą tą awanturę, przez którą była teraz wyprowadzona z równowagi.
I przede wszystkim - naprawdę chciała odnaleźć winnego.