28.12.2022, 22:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2022, 22:23 przez Castiel Flint.)
Naprawdę czuł się niemal jak dzieciak kiedy go tak subtelnie opieprzała. Musiała być osobą trudną do zawierania cieplejszych relacji. O zgrozo, dogadalaby się z jego siostrą. Stworzyłyby mroźny duet, wbijający szpile każdemu, kto wykaże choćby najmniejsze objawy niedbałości. Przeszedł go zimny dreszcz, choć mogła to być ten wina podniesionej temperatury ciała.
Nic nie mówił już na temat samopiszących piór. Takowych miał całą kolekcję, regularnie zużywaną przy pracy klątwołamacza. Często brakowało mu rąk więc potrzebował jak największych udogodnień magicznych. Nie rozumiał zatem czemu szpital ich nie posiada i sądząc po tej sympatycznej pani Bulstrode, nie warto zadawać tak głupich pytań.
Skinął głową na znak, że oczywiście powie kiedy środek przeciwbólowy zadziała. Nieświadomie też mogło to być potwierdzeniem, że eliksir już działa. Przez swój stan nie myślał do końca jasno, nie orientował się, że ktoś mógł go inaczej zrozumieć. Miał tego wkrótce gorzko pożałować.
- Pojedynczy wypadek przy pracy nie oznacza, że jestem przemęczony. Tylko ranny, pani Balustrode, tylko ranny.- mówił niewyraźnie; zmroziło go na myśl o tymczasowym zdrowotnym zwolnieniu z pracy. Wzbudziłby tysiąc pytań w rodzinie, a unikanie ich byłoby sportem ekstremalnym bo znali go na tyle dobrze, że wiedzieć kiedy coś ukrywa. Miał swoje za uszami i wolał się tym nie dzielić. Dźgnęła go ale nie odczuł tego tak mocno. Owszem, zalała go fala bólu ale mniej piekąca niż dotychczas… to chyba nie powinno tak być czy może tylko jest tak odrętwiały, że odnosi błędne wrażenie? Strach było o to ją zapytać więc przesunął się do niej profilem i próbował ignorować mdłości. Chciał odpowiedzieć na jej zaczepne słowa, być może na końcu języka miał zaplanowaną zgryźliwość… nie zdołał. Wytrzymał całe trzy minuty zanim przez słaby eliksir przeciwbólowy przebił się ten obiecany ogień piekielny. Z jego gardła wydobył się niezrozumiały okrzyk bólu zanim fala dotarła do mózgu. O świecie, zemdlał bo zapomniał przypomnieć o ważnej rzeczy- potrzebował podwójnej dawki wszelkich maści i eliksirów aby cokolwiek na niego zadziałało. Z początku było dobrze ale gdy czar przybrał na siłę to go zemdliło. Metabolizm krakena, jak to lubił mówić w żeglarskiej rodzinie. Osunął się na szczęście na leżankę, a nie na podłogę. Był dosyć solidnie rozgorączkowany, nie oddychał spokojnie. Odpłynął. Może to dobrze? Jeśli wyda się jego jawny błąd w informacji to coś czuł, że pani Balustrode transmutuje go w sopel lodu. Nie pamiętał aby czuk kiedykolwiek takie rozrywanie skóry. Nawet dziabnięcie druzgotka tak nie bolało jak usuwanie efektów zaklęć czarnomagicznych.
Nic nie mówił już na temat samopiszących piór. Takowych miał całą kolekcję, regularnie zużywaną przy pracy klątwołamacza. Często brakowało mu rąk więc potrzebował jak największych udogodnień magicznych. Nie rozumiał zatem czemu szpital ich nie posiada i sądząc po tej sympatycznej pani Bulstrode, nie warto zadawać tak głupich pytań.
Skinął głową na znak, że oczywiście powie kiedy środek przeciwbólowy zadziała. Nieświadomie też mogło to być potwierdzeniem, że eliksir już działa. Przez swój stan nie myślał do końca jasno, nie orientował się, że ktoś mógł go inaczej zrozumieć. Miał tego wkrótce gorzko pożałować.
- Pojedynczy wypadek przy pracy nie oznacza, że jestem przemęczony. Tylko ranny, pani Balustrode, tylko ranny.- mówił niewyraźnie; zmroziło go na myśl o tymczasowym zdrowotnym zwolnieniu z pracy. Wzbudziłby tysiąc pytań w rodzinie, a unikanie ich byłoby sportem ekstremalnym bo znali go na tyle dobrze, że wiedzieć kiedy coś ukrywa. Miał swoje za uszami i wolał się tym nie dzielić. Dźgnęła go ale nie odczuł tego tak mocno. Owszem, zalała go fala bólu ale mniej piekąca niż dotychczas… to chyba nie powinno tak być czy może tylko jest tak odrętwiały, że odnosi błędne wrażenie? Strach było o to ją zapytać więc przesunął się do niej profilem i próbował ignorować mdłości. Chciał odpowiedzieć na jej zaczepne słowa, być może na końcu języka miał zaplanowaną zgryźliwość… nie zdołał. Wytrzymał całe trzy minuty zanim przez słaby eliksir przeciwbólowy przebił się ten obiecany ogień piekielny. Z jego gardła wydobył się niezrozumiały okrzyk bólu zanim fala dotarła do mózgu. O świecie, zemdlał bo zapomniał przypomnieć o ważnej rzeczy- potrzebował podwójnej dawki wszelkich maści i eliksirów aby cokolwiek na niego zadziałało. Z początku było dobrze ale gdy czar przybrał na siłę to go zemdliło. Metabolizm krakena, jak to lubił mówić w żeglarskiej rodzinie. Osunął się na szczęście na leżankę, a nie na podłogę. Był dosyć solidnie rozgorączkowany, nie oddychał spokojnie. Odpłynął. Może to dobrze? Jeśli wyda się jego jawny błąd w informacji to coś czuł, że pani Balustrode transmutuje go w sopel lodu. Nie pamiętał aby czuk kiedykolwiek takie rozrywanie skóry. Nawet dziabnięcie druzgotka tak nie bolało jak usuwanie efektów zaklęć czarnomagicznych.