30.05.2024, 21:11 ✶
Południowe stragany
Widział jak Alek, nawet jeśli początkowo stawiał opór, to pod wpływem słów powoli się łamał. Jeszcze chwila, jeszcze moment i już miałby go w garści - przez te wszystkie lata spędzone razem, Bertie z łatwością przyswajał sobie coraz to nowe techniki urabiania Moody'ego. Było to coraz cięższe, owszem, ale Bott nigdy się nie poddawał i trwał na straży Dobrej Zabawy. Przez tłum przebiły się jednak okrzyki, jeden za drugim, i oto Alastor odleciał od nich, biorąc sprawiedliwość w swoje ręce.
- Będziemy na Ciebie czekać. Lepiej się pośpiesz, bo wepchnę Millie do kociołka! - powiedział za Alastorem.
Westchnął, odprowadzając przyjaciela tęsknym spojrzeniem, zanim chwilę ciszy rozproszyła Millie i jej ulotny komentarz. Bertie uśmiechnął się, ale wciąż patrzył w miejsce, gdzie zniknął Alastor.
- Najpiękniejszy - odpowiedział jej, i ciężko było stwierdzić, czy tak jak ona mówił o jej bracie, czy może o samym mundurze. Ale w przeciwieństwie do niej, nie było w tym tonie żadnego zażenowania i skrępowania. Bertie był w stanie bez zająknięcia śpiewać peany na cześć Alastora, nie ważne czy inni uznaliby go za pomylonego czy skrzywionego. Bo przecież ich auror był najlepszy. Owszem, miał swoje wady, ale kto nie miał? Objął Millie ramieniem, na moment pochylając się do niej. - Jestem absolutnie pewien, że będziesz najlepszą aurorką, jaką tylko widział świat. A razem z Alastorem będziecie najwspanialszą parą łowców czarnoksiężników - uśmiechnął się do niej i poklepał po ramieniu, a potem wyprostował, cofając rękę.
- Napijemy się czegoś? Może wino?