Rzeczywiście nie była szczególnie dobrym kłamcą. Średnio jej to wychodziło - zwłaszcza w takich sytuacjach jak ta. Kiedy nerwy brały górę nad... wszystkim innym? Zarazem jednak nie uważała, aby była to jedna z tych umiejętności, które były jej w życiu niezbędne. Rzeczywiście do czegokolwiek potrzebne.
- Naprawdę. To bardzo miłe, ale nie ma się czym przejmować. - upierała się wciąż przy swoim. Nie chciała zamęczać obcego faceta swoimi problemami, nawet jeśli ten wydawał się miły i chętny do wysłuchania. Udzielenia jakiejś pomocy? - Nie pale. - dodała jeszcze, nieco zbyt długo zatrzymując jednak spojrzenie na wyciągniętej paczce papierosów. Zawsze ją odpychały. Uważała, że okropnie śmierdzą...
...Aidanowi jednak zdawały się pomagać.
Westchnęła ciężej. Gdyby był na jej miejscu, też by twierdził, że nie ma czym się złościć? Nie widział tego całego zdarzenia. Nie był świadkiem zajścia. Łatwo było mówić. Zarazem jednak nie sprzeczała się z nim. Zamiast tego powoli badała otoczenie. Obserwowała okolice.
- Penny. Od Penelope. - odpowiedziała, przenosząc spojrzenie na mężczyznę. W ogóle nie wydawał się jej znajomy. Zarazem jednak jakby nie był tak do końca obcy. Ale może chodziło o to, że z nią rozmawiał? Próbował uspokoić?
Niezbyt uważnie słuchała jego kolejnych słów, nawet jeśli starała się tego nie okazywać. Tu kiwnęła głową. Tu coś mruknęła pod nosem. Prawie jakby faktycznie nadążała za każdym kolejnym słowem. W rzeczywistości jednak uwagę skupiła na nim ponownie, kiedy zadał pytanie. O to czy może jej jakoś pomóc.
Możliwe, że nawet mógł. Był w stanie.
- Wiesz co Matthew? Chyba jednak zapaliłabym tego papierosa. O ile to nadal aktualne. - przy tym nie poinformowała mężczyzny, że palić nie zdarzyło jej się nigdy wcześniej. Nawet nie była pewna od czego w tym przypadku należało zacząć. W jaki sposób się za to zabrać. Miała nadzieje, że jakoś samo pójdzie. Tak naturalnie? I jeśli tylko tego papierosa ponownie jej zaoferował, to tym razem jednego wyjęła z paczki.