31.05.2024, 01:45 ✶
Przysłuchując się wywodowi Vakela, Peregrinus wstał w końcu, aby nie musieć zadzierać nieelegancko głowy. Przysiadł zaraz na blacie stołu, obracając bezwiednie między palcami Wieżę — symbol tego, że na chwilę przed atakiem, gdy intencja była już jawna i ustanowiona, Thoran znów znalazł się w zasięgu losu. Chyba że wyśliźnięcie się karty było tylko chichotem przypadku.
To, co opisywał Vasilij było również ciekawe. Chochlik skaczący w sposób zupełnie nieobliczalny po materii znanego uniwersum, zbłąkany elektron obijający się chaotycznie o ustalone struktury. Coś zdolnego oszukać ich wzorce. Dotarcie do Thorana Yaxleya — czy też tego, co się za niego podawało — i sprawdzenie tych teorii jawiło się jako wybitnie łakomy kąsek dla badaczy.
— Pytanie, czy to wielkie przedsięwzięcie wycelowane miałoby być w ciebie, czy innego jasnowidza. — Czy kogoś zupełnie niezwiązanego z podglądaniem przyszłości. Jasnowidz niekoniecznie musiał być celem; mógł być przeszkodą.
Mężczyzna nieznacznie drgnął nerwowo na pytanie o to, czy Yaxley niczego nie zostawił, bezwolnie zdradzając tym samym odpowiedź.
— Obejrzałem pomieszczenie, nic poza tym nie wydało się naruszone, ale nie przetrząsałem wszystkich twoich rzeczy — odparł, po czym, nie odwracając wzroku od Dolohova, odłożył trzymaną kartę z powrotem na stos. — Chcesz, żebyśmy zeszli na dół to sprawdzić?
Szczęk naczyń z kuchni pomógł mu się zaraz zreflektować:
— Mam pójść to sprawdzić? Nie chciałem ci zaburzać rytmu dnia. — Kiwnął wymownie głową w stronę pomieszczenia, w którym Vakel przygotowywał zdalnie herbatę.
Peregrin odwrócił na moment głowę, spoglądając przeciągle na Koło Fortuny. Wszystko to można było zinterpretować na wiele sposobów, odkryć informację w nietypowym zaułku, złączyć ją z pozostałymi elementami układu. A jednak Trelawney wybrał tę drogę, bo… najbardziej do niego przemawiała.
— Nie tylko. Ale być może nie patrzę na to obiektywnie. — Wzruszył ramionami. Zdarzało mu się wpadać w pułapki fiksacji na punkcie własnych hipotez, doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale wcale nie pomagało mu to tychże pułapek unikać.
Jeśli zaś chodzi o teorię Vakela… cóż, była jeszcze jedna możliwość. Taka, o której nie powinno się w Prawach Czasu mówić głośno i Peregrinus nie zamierzał ryzykować wyartykułowania jej. A jednak, była tam: Vasilij Dolohov mógł wstać lewą nogą i po prostu coś mu umknęło.
Zamiast igrania z szefem Trelawney podjął jego wątek:
— Tak sądzisz? Przy założeniu, że wszystko jest predestynowane, czy taka skrajna anomalia nie zaburzy przypadkiem układu? — Zamyślił się na chwilę, analizując głębiej koncepcję. — Jeśli jeden punkt porusza się chaotycznie i wchodzi w interakcję z uporządkowanym otoczeniem, czy możemy wciąż wnioskować o tymże otoczeniu?
To, co opisywał Vasilij było również ciekawe. Chochlik skaczący w sposób zupełnie nieobliczalny po materii znanego uniwersum, zbłąkany elektron obijający się chaotycznie o ustalone struktury. Coś zdolnego oszukać ich wzorce. Dotarcie do Thorana Yaxleya — czy też tego, co się za niego podawało — i sprawdzenie tych teorii jawiło się jako wybitnie łakomy kąsek dla badaczy.
— Pytanie, czy to wielkie przedsięwzięcie wycelowane miałoby być w ciebie, czy innego jasnowidza. — Czy kogoś zupełnie niezwiązanego z podglądaniem przyszłości. Jasnowidz niekoniecznie musiał być celem; mógł być przeszkodą.
Mężczyzna nieznacznie drgnął nerwowo na pytanie o to, czy Yaxley niczego nie zostawił, bezwolnie zdradzając tym samym odpowiedź.
— Obejrzałem pomieszczenie, nic poza tym nie wydało się naruszone, ale nie przetrząsałem wszystkich twoich rzeczy — odparł, po czym, nie odwracając wzroku od Dolohova, odłożył trzymaną kartę z powrotem na stos. — Chcesz, żebyśmy zeszli na dół to sprawdzić?
Szczęk naczyń z kuchni pomógł mu się zaraz zreflektować:
— Mam pójść to sprawdzić? Nie chciałem ci zaburzać rytmu dnia. — Kiwnął wymownie głową w stronę pomieszczenia, w którym Vakel przygotowywał zdalnie herbatę.
Peregrin odwrócił na moment głowę, spoglądając przeciągle na Koło Fortuny. Wszystko to można było zinterpretować na wiele sposobów, odkryć informację w nietypowym zaułku, złączyć ją z pozostałymi elementami układu. A jednak Trelawney wybrał tę drogę, bo… najbardziej do niego przemawiała.
— Nie tylko. Ale być może nie patrzę na to obiektywnie. — Wzruszył ramionami. Zdarzało mu się wpadać w pułapki fiksacji na punkcie własnych hipotez, doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale wcale nie pomagało mu to tychże pułapek unikać.
Jeśli zaś chodzi o teorię Vakela… cóż, była jeszcze jedna możliwość. Taka, o której nie powinno się w Prawach Czasu mówić głośno i Peregrinus nie zamierzał ryzykować wyartykułowania jej. A jednak, była tam: Vasilij Dolohov mógł wstać lewą nogą i po prostu coś mu umknęło.
Zamiast igrania z szefem Trelawney podjął jego wątek:
— Tak sądzisz? Przy założeniu, że wszystko jest predestynowane, czy taka skrajna anomalia nie zaburzy przypadkiem układu? — Zamyślił się na chwilę, analizując głębiej koncepcję. — Jeśli jeden punkt porusza się chaotycznie i wchodzi w interakcję z uporządkowanym otoczeniem, czy możemy wciąż wnioskować o tymże otoczeniu?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie