31.05.2024, 10:59 ✶
Mulciber Moonshine - siedzą i piją z Lyssą bo co innego w tej sytuacji robić?
Wysłuchała całej opowieści o niewątpliwie krwawej jatce, która musiała rozpętać się na Beltane, ale zdołała to skomentować tylko krótkim:
- Och. To okropne! - Jej ton głosu z kolei kompletnie nie współgrał ze słowami. Zero współczucia, zero nawet najmniejszego zaskoczenia. Lyssa mogłaby jej opowiedzieć o tym, że widziała rozdeptanego puszka pigmejskiego na drodze, a Lorien przyjęłaby to z podobnym poziomem empatii - czyli żadnym. Na szczęście jakimś cudem powstrzymała ten rozmarzony uśmieszek, który pchał się na jej usta.
Czy cieszyły ją ataki Czarnego Pana na bogu ducha winnych uczestników sabatu? Nie. Ale z drugiej strony… Niezmiernie radował ją w tym momencie fakt, że to ominęła. Tyle papierologii! Tyle biurokratycznych problemów! Zagrożenie jakie sprawiali Śmierciożercy podczas oficjalnego święta nie były czymś co sztucznie wypchany serotoniną umysł Lorien był w stanie do końca przetworzyć. W dodatku składanie ofiar z ludzi na Litha? Po co? Żeby zaskarbić sobie cieplejsze lato? Fakt, pogoda była wyjątkowo przyjemna w tym roku, więc może... w tym szaleństwie była jakaś metoda?
Już miała coś dodać, ale nagle Sophie postanowiła wskoczyć na stół. Lorien parsknęła tylko krótkim śmiechem - ach ta młodość i jej pomysły! Kiedy jej pasierbica rzuciła się w stronę stoiska obok, jedynie pomachała dziewczynie na pożegnanie. Wolną ręką, bo w drugiej trzymała szklankę, z której dopiła pozostałość cytrynówki.
- Nie jestem pewna…- Odpowiedziała po chwili zastanowienia na pytanie Lyssy. Podniosła do góry lewą rękę prezentując bardzo prostą, złotą obrączkę.- Robert jest moim mężem. Jeśli czyni mnie to twoją ciocią - cudownie! - Zaśmiała się perliście.- Będziesz już trzecim młodzikiem, który może mnie tak nazywać! Pozostała dwójka… siedzi gdzieś tam.- Machnęła lekko ręką w stronę straganu ze świeczkami.
Drgnęła lekko słysząc rozpaczliwy krzyk “TATO”, ale znów - przejęła się tym jak metaforycznym puszkiem-naleśnikiem. Sophie zawsze histeryzowała bez powodu! No naprawdę. Dorosła dziewczyna a zachowywała się jakby miała dziesięć lat. Co takiego niby strasznego mogło się stać na stoisku z cholernymi kadzidełkami?!
Ktoś komuś przywalił w nos - wielkie aj waj. Jedno zaklęcie i po sprawie.
Lorien przewróciła tylko oczami słysząc stłumione bluzgi rzucane głosem pasierbicy. I przy okazji dolała Lyssie jeszcze trochę cytrynówki.