Kiedy Atreus złapał go za szmaty, on złapał za ramiona Atreusa i pomógł podnieść się niedoszłej kapibarze, czy też owłosionej śwince. Uśmiechał się paskudnie, z zadowoleniem, widząc, jak to jego kolega wspaniale się trzyma i jak mogą się wymienić tymi uprzejmościami. I tak, w zasadzie to Sauriel sądził, że Atreus był animagiem, nawet jeśli to było idiotyczne, bo jakoś nie przyszło mu do głowy, że przecież to był drink. Dlatego też nie myślał o tym, że trzeba mu pomagać. Nawet jakby pomyślał... to pewnie i tak by tego nie zrobił od razu. Za dobra zabawa.
- Ni chuja nie wiem, co to są rzepki. - Odparł głosem prawie takim, jakby mówili o czymś niezwykle zmysłowym i nadającym się do wrzucenia tego w jakąś tanią gazetkę porno, którą sprzedają w kiosku pod ladą, bo nad ladą się wstydzą. I z tamtejszych zdjęć miał powstać niemalże film w głowie nabywcy. Rzepki to chyba były takie owoce. Albo warzywa. Rzepak? Rzepla? Rzeżączka? No nie znał się na tym. - Twoim kutasem mogę obrywać. - Powiedział odpowiednio KONSPIRACYJNIE CICHO (podkreślam te słowa), żeby tylko Atreus go usłyszał, szczerząc do niego przez moment swoje kły i trzymając łapska na jego ramieniu. Klepnął go jeszcze w bark i obejrzał się za nim z uśmieszkiem pod nosem, patrząc, jak ten odchodzi do baru. Poszedły za nim, ale Bella go bardziej interesowała w tym momencie. Był człowiekiem słowa! Obiecał damie taniec, która sama go zresztą zaprosiła.
- Temu już nic nie pomoże, ale niezła próba. - Rzucił, wracając do niej i wyciągając zapraszająco dłoń do tańca. - Aż mi wstyd, że musiałaś czekać. - Podprowadził Bellatrix na parkiet, ustawił się z nią i gładko włączył do tańczących par, dopasowując do muzyki, jaka właśnie leciała. Mógł na muzykę zamarudzić, dawno nie był na żadnych salonach, żeby przsposabiać się do walca i innych temu typu podobnych, ale taniec to taniec - lubił go tak czy siak, mogło lecieć niemal wszystko. On muzykę czuł całym sobą, a prowadzenie partnerki nie stanowiło żadnego problemu.
Obrócił głowę, kiedy usłyszał zamieszanie - znów Atreus. Z kimś, kogo nie kojarzył do końca, a przynajmniej nie jego facjatę. Byłby gotów niby się w to włączyć, pomóc, skrzywił się paskudnie z niezadowolenia, ale właściwie zanim dobrze zdążył temat przemielić w swojej głowie to strażnik włości sam się tym zajął. Albo ochroniarz imprezy - bez znaczenia. Gdyby byli poza salonami to na tego strażnika też by się z łapami rzucił. Tutaj jednak szkoda robić zamieszania. Szkoda na siebie zwracać większej uwagi, niż to potrzebne.
- No popatrz, a my jesteśmy dzisiaj bardzo grzeczni. - Uśmiechnął się do Belli szarmancko. Poddał się muzyce, sunąc między czarnymi i czerwonymi sukniami i garniturami. Mało odrywał wzrok od Belli, bo czemu by miał, skoro dobrze się z nią bawił, a Victoria chwilowo tańczyła z tym celebrytą? Nawet mimo to dojrzał Eryka przytulonego do ściany, ale zaraz oderwał od niego spojrzenie. Zaraz... za chwilę. Albo wcale.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.