Czy jej imię rzeczywiście było niespotykane? Być może. Po prawdzie, to nigdy nie zwróciła na to większej uwagi. Nie zastanawiała się nad tą kwestią. Poza tym wśród czarodziejów można było natrafić na znacznie dziwniejsze. Dużo mniej typowe niż Penelope.
- Tak, chyba tak. - mruknęła mimo wszystko. Bo gdy się nad tym zastanowić, innej Penelope dotąd nie zdarzyło jej się spotkać. Miało to się zmienić dopiero w kolejnych dniach. Przy okazji wizyty w pewnym ośrodku zlokalizowanym nad jeziorem. Teraz jednak nawet o tym za bardzo nie myślała.
Prawda była taka, że ten pozorny spokój, który wydawała się zachowywać, był bardziej czymś w rodzaju ciszy panującej przed burzą. Niby nic nie wskazywało w sposób jednoznaczny na to, że miało dojść do jakiegoś załamania pogodowego, ale te pozostawało jednak czymś nieuniknionym. Trzeba było tylko odpowiedniego czynnika. Potrzebny był bodziec, który koniec końców zdoła wywołać reakcje. Ten zaś znajdywał się... tak po prawdzie to nawet w niezbyt dużej odległości od miejsca, w którym właśnie przebywali. Całe szczęście, że choć Penny i Matthew stali tuż przy straganach, to na ten moment nie zaczęli ich zwiedzać. Dzięki temu ruda nie zdołała natrafić na to, co najpewniej doprowadziłoby ją do białej gorączki. Tak co najmniej.
- Dzięki. - z pewnym zawahaniem wyciągnęła tego jednego papierosa. Niekoniecznie jednak wiedziała, co zrobić z nim dalej. Ale czy mogło być to zaskakujące dla kogoś, kto mógł sobie przypomnieć o tym, jak swego czasu na nie narzekała? Zabierała Aidanowi. Gasiła? Penny nie była palaczem i to było po niej zwyczajnie widać. Wyraźnie widać. - Ostrożne palenie? - bardziej komentarz niż pytanie. Po sposobie, w jaki te słowa wypowiedziała, można było stwierdzić, iż poddawała w wątpliwość to, że palenie mogło wymagać tej ostrożności. Owszem, był to paskudny nałóg, ale przecież od samego wsadzenia tego smroda między usta, nikt jeszcze nie umarł.
Albo przynajmniej sama Weasley nic na ten temat nie miała okazji dotąd usłyszeć.
Kiwnęła głową, pozwalając mu odpalić papierosa, którego dość nieporadnie trzymała w dłoni. W jaki sposób to się robiło? Wsadzało do buzi? Wciągało ten syf? Kiedy tylko zapalniczka wykonała swoją robotę, Penny spróbowała wykonać kolejne kroki. Chwila, może dwie, wystarczyły żeby zaniosła się głośnym kaszlem, a do oczu napłynęły pierwsze łzy.
Jakie to było, na Merlina, ohydne!