01.06.2024, 01:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2024, 10:17 przez Isaac Bagshot.)
Południowe stragany - Château des Dragons.
Isaac odpowiada Erikowi, niżej idą do stoiska i gadają z Anthony'm, potem chyba widownia...
- Może i dużo, ale trzymaj za mnie kciuki.- Isaac chciałby robić dużo i wszystko. Wszystko na świecie! I zazwyczaj mu się udawało. Potrafił dzielić czas na swoje różne aktywności i wbrew pozorom cały ten chaos był bardzo uporządkowany. Jakoś przeżył te jedenaście lat, rozwijał się, pisał książki, artykuły, pił, balował i dupczył. Życie prywatne miał w rozsypce, nie mając pojęcia czego jego serce tak naprawdę chciało. Dlatego bardzo się starał, żeby zawodowo być z siebie zadowolonym. Porzucił pomysł napisania książki, która miała być obiektywnym spojrzeniem na obie strony konfliktu. Pluł sobie w brodę, że jako historyk nie potrafił być już obiektywny. To ta ostatnia książka go tak zniszczyła. To wszystko przez to, że złamał swoją obietnicę, że nie będzie używał legilimencji.
Teraz więc potrzebował celu. Obrał stronę i chciał dążyć wybraną przez siebie ścieżka. A jaki miał plan? Kurwa sprytny.
- Erik, takich zmian nie przeprowadza się w parę minut. To może zająć nawet lata, ale potrzeba do tego małych zrywów. Jeśli nie jesteś przekonany, to zostaw to mnie i nie komentuj. Obiecuję, że nie będę przywiązywał się do drzew i protestował. Nie będą też cię wzywać na interwencję, żebyś ściągnąć mnie z dachu budynku, okej? - Trącił żartobliwie kolegę łokciem w bok.
- Myślę, że na następny festyn Charles przygotuję coś lepszego, niż świeczki w kształcie męskiego przyrodzenia. To na pewno zwiększy wrażliwości naszych kuzynów.- Stwierdził, mając nadzieję, że Charlie nie porzuci swoich pomysłów za namową ojca. To był naprawdę fajny chłopak. Podobnie zresztą jak Leo. Szkoda, że pochodzili od Mulciberow, którzy mieli bardzo radykalne poglądy.
Kiedy Erik zaczął mówić o Bagshotach, to kolejna myśl nawiedziła głowę Isaaca - jego ojciec. Coś było nie tak z jego ojcem, ale to nie był temat na teraz.
Idzie z Erikiem i Anthony'm do stoiska z winami, blizajac się do całego zamieszania. Pyta Ambrosie, czy ewakuuje się z nimi na widownię.
Isaac wiedział, że Anthony wyczuł kłamstwo. Nie potrafił jednak teraz ukryć dobrze swoich emocji. Zaczynał jednak czuć się coraz lepiej, ponieważ Erik zszedł nieco z tonu i mogli już rozmawiać normalnie. Złapał się więc tematu swojej rodziny, kiedy szli w stronę stoiska Shafiq'a.
- Wiesz, mam w rodzinie wielu pisarzy i historyków, ale nie jest mile widziane, żebyśmy pchali się w politykę. Myślę, że cała rodzina na pewno nie popiera ideologi czystość krwi. Ale jednak praca historyka zobowiazuje. Historyk musi być obiektywny. I wróciłem tutaj między innymi po to, żeby spojrzeć na dwie strony konfliktu w obiektywnym sposób. Ale... - Wzruszył ramionami.- ... no nie da się. Zepsułem sobie głowę...- Zawiesił głos. Erik mógł to interpretować różnie - Po prostu rozumiem, co musieliście przeżywać na Beltane. I... przeżywając podobne historie, jednak nie umiem być obiektywny, więc muszę się zająć tym tematem na swój własny sposób. Nie mam nic do stracenia. Nawet bliskiej rodziny. Więc chciałbym zrobić coś, żeby historia nie zatoczyła koła. Nawet jeśli będzie to wspomaganie ludzi dobrym słowem, to zawsze już jakieś światło ukryte w mroku, prawda? Ale najpierw muszę wybadać teren. Minęły dopiero dwa miesiące. Muszę sprawdzić, jak Prorok podejdzie do tego, że miała miejsce bójka, a ja będę wolał nie podawać szczegółów przy okazji pisania o festynie. Bo i po co? To materiał na osobnym artykuł. Chciałbym... pisać o dobrych rzeczach, Eryczku. Można wspomnieć, że coś się wydarzyło, ale powiedzmy że skończyło się dobrze. I ze festyn był wspaniały. Że było rodzinnie i bratersko. Że starzy przyjaciele wybaczali sobie głupie żarty, i nie przyspiali kiedy jeden z nich prowadzi swój monolog...- Nastrój chyba wrócił mu do normalności.- A o pańskich winach na pewno napiszę w samych superlatywach, panie Shafiq. O ile dostanę butelkę na spróbowanie, żebym mógł po Lammas usiąść gdzieś i zbezcześcić pański trunek, pijąc go z gwinta. Będę sobie wtedy wyobrażał, że to pan musi w biurze wąchać Bob'owy pasztet. Taka mała zemsta. Jeszcze nie wiem za co.- Tak, to był dobry plan. Kiedy zbliżali się do straganu, okazało się, że zamieszanie nabrało na sile i ludzie zaczęli się przepychać, żeby stamtąd uciec. Ktoś nadal się bił, ktoś krzyczał i uciekał - sajgon. Chyba lepiej było nie robić sztucznego tłumu i po prostu odejść, pozwalając władzom na ogarnięcie sytuacji. Wtrącanie się w to wszystko narobiłoby jedynie więcej zamieszania.
- Panno Ambrosio, może lepiej będzie, jeśli stąd panią zabiorę?- Odezwał się do kobiety przy straganie i spojrzał jeszcze pytajaco na Erika.
I jeśli wszyscy byli zgodni, to poszli na widownię.
Isaac odpowiada Erikowi, niżej idą do stoiska i gadają z Anthony'm, potem chyba widownia...
- Może i dużo, ale trzymaj za mnie kciuki.- Isaac chciałby robić dużo i wszystko. Wszystko na świecie! I zazwyczaj mu się udawało. Potrafił dzielić czas na swoje różne aktywności i wbrew pozorom cały ten chaos był bardzo uporządkowany. Jakoś przeżył te jedenaście lat, rozwijał się, pisał książki, artykuły, pił, balował i dupczył. Życie prywatne miał w rozsypce, nie mając pojęcia czego jego serce tak naprawdę chciało. Dlatego bardzo się starał, żeby zawodowo być z siebie zadowolonym. Porzucił pomysł napisania książki, która miała być obiektywnym spojrzeniem na obie strony konfliktu. Pluł sobie w brodę, że jako historyk nie potrafił być już obiektywny. To ta ostatnia książka go tak zniszczyła. To wszystko przez to, że złamał swoją obietnicę, że nie będzie używał legilimencji.
Teraz więc potrzebował celu. Obrał stronę i chciał dążyć wybraną przez siebie ścieżka. A jaki miał plan? Kurwa sprytny.
- Erik, takich zmian nie przeprowadza się w parę minut. To może zająć nawet lata, ale potrzeba do tego małych zrywów. Jeśli nie jesteś przekonany, to zostaw to mnie i nie komentuj. Obiecuję, że nie będę przywiązywał się do drzew i protestował. Nie będą też cię wzywać na interwencję, żebyś ściągnąć mnie z dachu budynku, okej? - Trącił żartobliwie kolegę łokciem w bok.
- Myślę, że na następny festyn Charles przygotuję coś lepszego, niż świeczki w kształcie męskiego przyrodzenia. To na pewno zwiększy wrażliwości naszych kuzynów.- Stwierdził, mając nadzieję, że Charlie nie porzuci swoich pomysłów za namową ojca. To był naprawdę fajny chłopak. Podobnie zresztą jak Leo. Szkoda, że pochodzili od Mulciberow, którzy mieli bardzo radykalne poglądy.
Kiedy Erik zaczął mówić o Bagshotach, to kolejna myśl nawiedziła głowę Isaaca - jego ojciec. Coś było nie tak z jego ojcem, ale to nie był temat na teraz.
Idzie z Erikiem i Anthony'm do stoiska z winami, blizajac się do całego zamieszania. Pyta Ambrosie, czy ewakuuje się z nimi na widownię.
Isaac wiedział, że Anthony wyczuł kłamstwo. Nie potrafił jednak teraz ukryć dobrze swoich emocji. Zaczynał jednak czuć się coraz lepiej, ponieważ Erik zszedł nieco z tonu i mogli już rozmawiać normalnie. Złapał się więc tematu swojej rodziny, kiedy szli w stronę stoiska Shafiq'a.
- Wiesz, mam w rodzinie wielu pisarzy i historyków, ale nie jest mile widziane, żebyśmy pchali się w politykę. Myślę, że cała rodzina na pewno nie popiera ideologi czystość krwi. Ale jednak praca historyka zobowiazuje. Historyk musi być obiektywny. I wróciłem tutaj między innymi po to, żeby spojrzeć na dwie strony konfliktu w obiektywnym sposób. Ale... - Wzruszył ramionami.- ... no nie da się. Zepsułem sobie głowę...- Zawiesił głos. Erik mógł to interpretować różnie - Po prostu rozumiem, co musieliście przeżywać na Beltane. I... przeżywając podobne historie, jednak nie umiem być obiektywny, więc muszę się zająć tym tematem na swój własny sposób. Nie mam nic do stracenia. Nawet bliskiej rodziny. Więc chciałbym zrobić coś, żeby historia nie zatoczyła koła. Nawet jeśli będzie to wspomaganie ludzi dobrym słowem, to zawsze już jakieś światło ukryte w mroku, prawda? Ale najpierw muszę wybadać teren. Minęły dopiero dwa miesiące. Muszę sprawdzić, jak Prorok podejdzie do tego, że miała miejsce bójka, a ja będę wolał nie podawać szczegółów przy okazji pisania o festynie. Bo i po co? To materiał na osobnym artykuł. Chciałbym... pisać o dobrych rzeczach, Eryczku. Można wspomnieć, że coś się wydarzyło, ale powiedzmy że skończyło się dobrze. I ze festyn był wspaniały. Że było rodzinnie i bratersko. Że starzy przyjaciele wybaczali sobie głupie żarty, i nie przyspiali kiedy jeden z nich prowadzi swój monolog...- Nastrój chyba wrócił mu do normalności.- A o pańskich winach na pewno napiszę w samych superlatywach, panie Shafiq. O ile dostanę butelkę na spróbowanie, żebym mógł po Lammas usiąść gdzieś i zbezcześcić pański trunek, pijąc go z gwinta. Będę sobie wtedy wyobrażał, że to pan musi w biurze wąchać Bob'owy pasztet. Taka mała zemsta. Jeszcze nie wiem za co.- Tak, to był dobry plan. Kiedy zbliżali się do straganu, okazało się, że zamieszanie nabrało na sile i ludzie zaczęli się przepychać, żeby stamtąd uciec. Ktoś nadal się bił, ktoś krzyczał i uciekał - sajgon. Chyba lepiej było nie robić sztucznego tłumu i po prostu odejść, pozwalając władzom na ogarnięcie sytuacji. Wtrącanie się w to wszystko narobiłoby jedynie więcej zamieszania.
- Panno Ambrosio, może lepiej będzie, jeśli stąd panią zabiorę?- Odezwał się do kobiety przy straganie i spojrzał jeszcze pytajaco na Erika.
I jeśli wszyscy byli zgodni, to poszli na widownię.