29.12.2022, 14:46 ✶
Para unosiła się z płuc i mknęła ku zimnej nocy.
Para, która wydobywała się tylko z jednej pary płuc.
Reagował na tego kota tak samo sprawnie (a może i sprawniej) niż na swoje własne imię. Słysząc to raz dwa się wymsknęli, wymigali i byli wolni. W głowie Sauriela przynajmniej to tak wyglądało. Końcówka już tego spotkania była ciężka. Jasne, może i nie pił jak potrafił, może i miał do tego głowę, ale siedzieli tam dobrych kilka godzin. To brylując w tym jakże FASCYNUJĄCYM towarzystwie, to próbując wyciągnąć cokolwiek z informacji. Sauriel miał bardzo szczerą nadzieję, że Victoria była w lepszym stanie, niż on. Nie to, że nie dało się tu odmówić drinczka czy dwóch, ale posiadanie znajomego w takim miejscu i trafienie na niego miało swoje plusy i minusy. Z plusów liczyło się to, że łatwiej było wejść w to towarzystwo. Minusów - trzeba było się zachowywać tak jak zwykle. Czyli pić - w przypadku Sauriela. Chyba że mówił głośno i wyraźnie, że on tylko w interesach. A ta wizyta była w interesach… ale całkowicie nieformalnych.
- Przejdzieemy… - Potwierdził mrukliwie i trochę tak, jakby nie był do końca zdolny do tego “przechadzania się”, ale kiedy wyszli to wcale nie było tak źle. Może trochę nierówno najpierw zrobił kilka kroków, ale poklepał się po policzku i wrócił do swojej normy. Tylko jeszcze bardziej styranej i zmęczonej normy. Nawet nie pytał, gdzie idą i nie pytał, po co idą. Po prostu szedł. Skupiając się na samym początku na zapaleniu papierosa, co wcale nie poszło tak gładko, a dopiero potem na tym, że w ogóle się przemieszczają. Nocą wszystko wyglądało inaczej. Całe miasto się zmieniało. Było bardziej obce. Groźne - bo normalny człowiek przecież tak niewiele widział w tym mroku. Niebezpieczne, bo puste. Nie było chętnych do wałęsania się tak późną porą po ulicach i uliczkach.
- And anytime you feel the pain, hey Jude, refrain,
Don't carry the world upon your shoulders.
For well you know that it's a fool who plays it cool
By making his world a little colder.
Zaczął w pewnym momencie śpiewać pod nosem, zupełnie nie przejmując się obecnością Victorii. Ktoś by powiedział, że w szokująco dobrym nastroju jak na to, co przez te ostatnie spotkania prezentował przed Victorią. I tak w sumie było. Alkohol go odcinał, miał cięższy krok, ale lżejszy jednocześnie, nic nie martwiło, nic nie gnoiło. Tylko wspaniała, cicha noc i równie ciche towarzystwo.
- Ej. Gdzie my idziemy. - Zreflektował się w końcu z tym pytaniem, rozglądając się wokól. - Tak po ciemności? Ty się diabła nie boisz, co? Czy ty się w ogóle czegoś boisz?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.