29.12.2022, 17:23 ✶
Och nie. Gram zdziwienia pojawił się na jego facjacie, kiedy ta spłonęła rumieńcem, taka żywa, taka pełna vitae. Kwiat, który zdążył zakwitnąć, a teraz przyszło się cieszyć jego smakiem, jego urokiem. Wonią, jaką wokół siebie roztaczał. Jakich perfum używała? Nie zwrócił na to uwagi. Nie znalazł się też dostatecznie blisko, żeby to ocenić. Ich skóra nawet nie została muśnięta wzajem, by przekonać się, jakie miała ciepłe dłonie. Nawet jeśli z natury chłodne, to zawsze będą cieplejsze od tych jego. Jeśli do tej pory kobieta lśniła, tak teraz jej blask nadał nowego uroku temu miejscu. Jeśli kiedykolwiek dane by mu było cofnąć się do tego, co było dawno temu, to przyniósłby jej kwiat, jakieś ładnego, bo choć się na kwiatach nie znał, to chciałby, by ten kwiat do niej pasował. Słoneczki. Przyniósłby jej wielkiego słonecznika. Albo malutkie przebiśniegi. Te dzielne, wdzięczne kwiaty, które mimo wszystkich przeszkód pokonywały pierwsze mrozy i biały puch pokrywający ziemię. Inne rośliny brały z nich przykład i dopiero za nimi wychylały swoje głowy. Nie, to obrócenie w żart zdecydowanie nie było udane, ale to nic. Sauriel nie zamierzał pozwolić, żeby to jakkolwiek zepsuło to spotkanie czy doprowadziło do niezręczności. Flirt był przyjemny. Problem tylko w tym, gdzie znaleźć granice, kiedy nie chciałeś dać komuś złudnej nadziei, a tym bardziej - skrzywdzić. Najbardziej zaskoczyło go to, w jaki sposób odpowiedziała i że jej zaprzeczenie było tak naprawdę potwierdzeniem. Kobiety potrafiły to robić zaskakująco często. Czasami łapał się z tego powodu za głowę, bo nie rozumiał - czemu.
- Jeśli to wodzenie na pokuszenie to robisz to bardzo dobrze. Twoimi rumieńcami można namalować cały obraz. - Uśmiechnął się pod nosem, opierając przedramiona na blacie, by przez to lekko nachylić się w kierunku Nory. Och, jakież to było przesłodkie i przeurocze w jej wykonaniu..! Faktycznie w jego mniemaniu było to kuszące - ale na pewno nie w taki sposób, z jakiego jakakolwiek kobieta byłaby zadowolona. No dobra, nie brakowało wariatek, ale do takowych Nory nie zaliczał. Ale to zaskoczenie początkowe drzemało w tym, że jakoś te jego marniutkie nadzieje i wyobrażenia znowu się cofnęły i runęły w gruzach. Z kobiety, która spełniła marzenia zamieniała się w kobietę, która chyba miała trochę kłopotów w swoim życiu. To potrafiło całkowicie zmienić człowieka w oczach, które na niego spoglądały. I teraz zaczynał dopatrywać sie smutku śpiącego głęboko w zwierciadłach jej duszy. Zmęczenia ukrytego pod jej codziennym ciepłem i radością.
- Skoro jesteś taka dobra w odchowywaniu Kotów, to boję się, co ze mną będzie, jak ze mną skończysz. - Zauważył z rozbawieniem, unosząc brwi. - Ale niech stracę. Dla takiej Landrynki warto zgrzeszyć. - Nie zamierzał wcale przedwcześnie się stąd ewakuować. Zakładał taki ewentualny początek, ale okazało się, że wszystko było w zadziwiająco dobrym stopniu na swoim miejscu. Znaczy się - ich relacja. A nawet teraz wydawała się o wiele bardziej przystępna, kiedy została wyrwana ze szkolnych korytarzy, gdzie jakoś nie było im dane długie, leniwe popołudnia, żeby gadać o wszystkim i o niczym. Więc może - teraz będzie taka okazja? Wyglądało na to, że naprawdę będa na siebie częściej wpadać od tego momentu. Sauriel miał na to ochotę. Przychodzić tu - nawet jeśli tu ni hu-hu pasował.
- Oho. "Jestem szczęśliwa, ale wieczorami przytulam mojego ulubionego misia do piersi i robię smutną minkę przed kominkiem myśląc o tym, jak to ze mną będzie". - Sauriel był intuicyjny, o zgrozo - był empatryczny, chociaż tego wcale nie okazywał. Ale co istotniejsze - był pełen prawd życiowych. Widział tak wiele, poznał tak wielu ludzi, słyszał tak wiele historii, że pewne zachowania, zwłaszcza osób znajomych, były dla niego szablonowe. Tak jak ta odpowiedź Nory. Zawahanie. Niepewność. "Tak, jestem szczęśliwa" - szczęśliwy człowiek nie wahał się, kiedy wypowiadał takie zdanie. Mówił to wypinając pierś, szczerząc zęby. Ale nie ona. Podsunął jej szklanicę, sugerując, że ta konwersacja wymaga chyba jednak większej ilości alkoholu. A on już swoją dawkę pochłonął. Kłopot w tym, że Sauriel nie był zbyt delikatny. Nie cackał się z ludźmi, bo mu się nie chciało. Kiedyś tak robił. Był wręcz przewrażliwiony i naprawdę przejmował się problemami innych. Dziś? Wypracował sobie egoizm i w większości go to nie obchodziło. Czy obchodziły go problemy Nory? Nie. To jest - był nawet ciekaw, co u niej, dlatego o tym gadali. Ale Sauriel starał się utrzymywać swoją passę człowieka-chuja i jednak nie mieszać się do cudzego życia.
- A chcesz? Jestem cały twój, baby. - Złapał rąbki swojej skórzanej kurtki, żeby nieco ją rozchylić, jakby chciał pokazać i potwierdzić, że dzisiaj ten towar należy do tej kawiarenki. - "Wielki, Zły Kocur śpiewa po nocach w różoweej kawiareence." - Przedrzeźnił anonimowego donosiciela, który taką nowinkę mógłby wynieść z tego miejsca. - Jak to mądrze Marylin Monroe powiedziała: "Nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili." - Spojrzał znacząco na Norkę, mając tym samym na myśli, żeby się nie przejmowała. Bo on się tym nie przejmował. Kolejna rzecz, która się zmieniła. Kiedyś martwiło go to, co o nim mówili. Że mówili w ogóle. Dziś? Wyrąbane. Ze wszystkich plotek dało się uszczknąć coś dla siebie.
- Jeśli to wodzenie na pokuszenie to robisz to bardzo dobrze. Twoimi rumieńcami można namalować cały obraz. - Uśmiechnął się pod nosem, opierając przedramiona na blacie, by przez to lekko nachylić się w kierunku Nory. Och, jakież to było przesłodkie i przeurocze w jej wykonaniu..! Faktycznie w jego mniemaniu było to kuszące - ale na pewno nie w taki sposób, z jakiego jakakolwiek kobieta byłaby zadowolona. No dobra, nie brakowało wariatek, ale do takowych Nory nie zaliczał. Ale to zaskoczenie początkowe drzemało w tym, że jakoś te jego marniutkie nadzieje i wyobrażenia znowu się cofnęły i runęły w gruzach. Z kobiety, która spełniła marzenia zamieniała się w kobietę, która chyba miała trochę kłopotów w swoim życiu. To potrafiło całkowicie zmienić człowieka w oczach, które na niego spoglądały. I teraz zaczynał dopatrywać sie smutku śpiącego głęboko w zwierciadłach jej duszy. Zmęczenia ukrytego pod jej codziennym ciepłem i radością.
- Skoro jesteś taka dobra w odchowywaniu Kotów, to boję się, co ze mną będzie, jak ze mną skończysz. - Zauważył z rozbawieniem, unosząc brwi. - Ale niech stracę. Dla takiej Landrynki warto zgrzeszyć. - Nie zamierzał wcale przedwcześnie się stąd ewakuować. Zakładał taki ewentualny początek, ale okazało się, że wszystko było w zadziwiająco dobrym stopniu na swoim miejscu. Znaczy się - ich relacja. A nawet teraz wydawała się o wiele bardziej przystępna, kiedy została wyrwana ze szkolnych korytarzy, gdzie jakoś nie było im dane długie, leniwe popołudnia, żeby gadać o wszystkim i o niczym. Więc może - teraz będzie taka okazja? Wyglądało na to, że naprawdę będa na siebie częściej wpadać od tego momentu. Sauriel miał na to ochotę. Przychodzić tu - nawet jeśli tu ni hu-hu pasował.
- Oho. "Jestem szczęśliwa, ale wieczorami przytulam mojego ulubionego misia do piersi i robię smutną minkę przed kominkiem myśląc o tym, jak to ze mną będzie". - Sauriel był intuicyjny, o zgrozo - był empatryczny, chociaż tego wcale nie okazywał. Ale co istotniejsze - był pełen prawd życiowych. Widział tak wiele, poznał tak wielu ludzi, słyszał tak wiele historii, że pewne zachowania, zwłaszcza osób znajomych, były dla niego szablonowe. Tak jak ta odpowiedź Nory. Zawahanie. Niepewność. "Tak, jestem szczęśliwa" - szczęśliwy człowiek nie wahał się, kiedy wypowiadał takie zdanie. Mówił to wypinając pierś, szczerząc zęby. Ale nie ona. Podsunął jej szklanicę, sugerując, że ta konwersacja wymaga chyba jednak większej ilości alkoholu. A on już swoją dawkę pochłonął. Kłopot w tym, że Sauriel nie był zbyt delikatny. Nie cackał się z ludźmi, bo mu się nie chciało. Kiedyś tak robił. Był wręcz przewrażliwiony i naprawdę przejmował się problemami innych. Dziś? Wypracował sobie egoizm i w większości go to nie obchodziło. Czy obchodziły go problemy Nory? Nie. To jest - był nawet ciekaw, co u niej, dlatego o tym gadali. Ale Sauriel starał się utrzymywać swoją passę człowieka-chuja i jednak nie mieszać się do cudzego życia.
- A chcesz? Jestem cały twój, baby. - Złapał rąbki swojej skórzanej kurtki, żeby nieco ją rozchylić, jakby chciał pokazać i potwierdzić, że dzisiaj ten towar należy do tej kawiarenki. - "Wielki, Zły Kocur śpiewa po nocach w różoweej kawiareence." - Przedrzeźnił anonimowego donosiciela, który taką nowinkę mógłby wynieść z tego miejsca. - Jak to mądrze Marylin Monroe powiedziała: "Nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili." - Spojrzał znacząco na Norkę, mając tym samym na myśli, żeby się nie przejmowała. Bo on się tym nie przejmował. Kolejna rzecz, która się zmieniła. Kiedyś martwiło go to, co o nim mówili. Że mówili w ogóle. Dziś? Wyrąbane. Ze wszystkich plotek dało się uszczknąć coś dla siebie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.