Oczywiście, że się postarał. Nie mógł postąpić inaczej w momencie, kiedy Sophie kolejny raz postanowiła zrobić coś takiego za jego plecami. W przekonaniu Roberta, doszli do tego etapu, w którym rozmowy z córką przestały cokolwiek dawać. Nie przynosiły już ani większych, ani mniejszych efektów. Zarazem jednak w dalszym ciągu trzeba było zaradzić coś na jej charakterek oraz lekkomyślność.
- Nie zostawiła mi większego wyboru. - wzruszył ramionami. Nie było mu w tym przypadku córki szkoda. Nieszczególnie przejmował się tym, że może z raz czy dwa, pisząc ten list zdołał przekroczyć pewne granice. Wyraźnie dało się to wyczuć w tonie jego głosu czy postawie ciała. Przez cały czas był dość swobodny. Względnie rozluźniony. Na tyle, na ile tylko był w stanie rozluźnić się w miejscu takim jak te. - Znajomy głos? - zainteresował się spostrzeżeniem brata. Upijając kolejny łyk alkoholu, rzucił nawet okiem w kierunku sceny. Maska skutecznie jednak uniemożliwiała zidentyfikowanie chłopaka.
Naprawę miał tracić na to czas?
Zamiast poświęcać temu żenującemu w jego opinii przedstawieniu więcej uwagi, spojrzał w kierunku Lorien, która zdecydowała się skomentować treść odczytanego listu. Listu, który - jak się okazało - został lekko zmieniony. Odczuwał w związku z tym lekki zawód. Usunięto bowiem fragment, na którym zależało mu najbardziej. Cóż. Przynajmniej udało im się zachować przesłanie. Nie zmienili tego, co chciał w swoich słowach przekazać.
- Na słońce czasami ciężko się patrzy. A i kiedy zbyt długo wystawiasz się na jego działanie, potrafi odwdzięczyć się w niekoniecznie przyjemny sposób. - kończąc swoją wypowiedź miał na myśli oparzenia słoneczne. Nie nazwał tego jednak wprost, tradycyjnie zakładając, że inni nadążą za jego tokiem rozumowania. A jeśli niestety nie zdołają, to większa szkoda z tego nie wyniknie. O ile w ogóle jakakolwiek wyniknąć by miała. Nie wydawało się, żeby cokolwiek na to wskazywało. - Poza tym, akurat ten fragment listu został przez organizatorów lekko zmodyfikowany. Niestety.
Wyjaśniwszy jak miały się sprawy, kolejny raz uniósł szklankę do ust, upijając łyka czy tam dwa alkoholu. Całe szczęście, że przez te nieszczęsne wstążki musiał podejść do baru. Gdyby nie to, nieświadomy obecności ulubionej whisky, skazany byłby zapewne na jakieś siki. Nie przepadał za piwem i nigdy nie miał na jego temat zbyt dobrego zdania.
- Ten wybierający... Matthew? Przypomina Ci... wam kogoś konkretnego? - zapytał, kiedy przy kolejnych słowach wypowiadanych przez chłopaka, jemu również jego głos zdawał się coś przywodzić na myśl. Zarazem nie był w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie o jaką cholerę tutaj chodziło.