We własnej osobie. A więc nie pomyliła się w tym przypadku. Poprawnie udało jej się rozpoznać sportowca, którego wielkim fanem był jej ojciec! Może powinna się za nim rozejrzeć? Dać tacie znać, że... skarciła się za tego rodzaju myśli. Byłoby to przecież nie na miejscu. Philip, nawet jeśli był człowiekiem szeroko znanym, to jednocześnie pozostawał na ten moment gościem jej dziadka. Powinni pozwolić mu względnie komfortowo bawić się na tym przyjęciu. Tak jak wszystkim innym.
Zaaferowana tym, że spotkała właśnie prawdziwego celebrytę, a w zasadzie, to prawie wylała na niego czerwone wino, nie zarejestrowała pytania o quidditch. Skupiona na przepraszaniu, nie byłaby zresztą w stanie udzielić na nie odpowiedzi. Jeśli Philip faktycznie jest tą kwestią zainteresowany, będzie musiał zapytać ponownie.
- Tak. Oczywiście. - odpowiedziała, kiedy mężczyzna powiedział jej, że powinna cieszyć się przyjęciem. Pewnie miał w tym przypadku racje. Niekiedy przejmowała się za bardzo bzdurami, podczas gdy innym razem spływało to po niej jak po kaczce. Tyle dobrego, że przynajmniej zdawała sobie z tego sprawę.
Uśmiechnęła się do Pandory, kiedy pochwaliła jej imię. Kobieta wydawała się naprawdę miła. Nie znała jej, ale robiła pozytywne pierwsze wrażenie. I zapewne nie była też byle kim, skoro... zdawała się znać pana Notta, w czym Penny całkiem szybko się zorientowała. Ciekawe jak blisko ze sobą byli? - przeszło jej nawet przez myśl. Nie zamierzała jednak wtrącać się w nieswoje sprawy. Znała przecież granice!
Jej uwagę skutecznie odciągnęło od tej dwójki, a raczej - od potencjalnie łączącej ich relacji - pojawienie się obok nich kolejnego mężczyzny. Wydawał się trochę zbyt pijany. Zarazem jednak utrzymywał pion. Przynajmniej tyle dobrego. Nie to, żeby Penny była krytycznie nastawiona do procentów. W zasadzie, to zdarzało jej się nawet czasem zaszaleć. A że mieszkała na co dzień w Londynie, to w rodzinnym miasteczku niekoniecznie wiedziano o jej mniejszych i większych wybrykach.
- Weasley. - poprawiła, kiedy przypisano jej nazwisko dziadka. Choć czy to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie? Mało prawdopodobne. - Córka Hannah. Hannah Abbott. - mimo wszystko podała przy okazji imię oraz panieńskie nazwisko swojej matki. A że Hannah spędziła w Dolinie Godryka całe swoje życie... miejscowi powinni bez trudu połapać się o kim była mowa.
Nie zdążyła natomiast zareagować na komentarz mężczyzny dotyczących jabłek. Tych jabłek, co do których mówiło się, że zatrzymują proces starzenia. Nie była w sumie pewna, co chciał tymi słowy przekazać? Że wyglądała wciąż młodo?! Przecież młoda była! Albo może przesadzała? Coś źle zrozumiała?
A później pojawiła się jego żona i wreszcie - magiczne szaszłyki! Aż usta szeroko otworzyła, niepewna tego czy to pytanie aby na pewno padło. Kiedy para oddaliła się od nich, pokręciła lekko głową.
- Bluntowie... z nimi zawsze jest ciekawie. - pozwoliła sobie wreszcie na komentarz. Zajęło jej to nieco czasu. Poukładała sobie jednak wszystkie rzeczy w głowie. Za mało bywała w Dolinie, ale nadal miejscowych znała. Znała całkiem nieźle. - Tyle dobrego, że Johnny jest nieszkodliwy. W innym przypadku dziadek nie zapraszałby go na przyjęcie. - wyjaśniła Pandorze, która mogła być tym wszystkim zaskoczona, albo też coś niewłaściwie odebrać. Dla pewności wolała sprostować.
Kiedy obok fontanny pojawiła się kolejna osoba - Isaac - grzecznie skinęła jej głową. Trzeba było się odpowiednio zajmować, zwłaszcza że było to przecież przyjęcie organizowane przez jej dziadka! Czuła się w jakimś stopniu za wszystko odpowiedzialna, nawet jeśli sama była tu przede wszystkim gościem. Jednym z wielu gości.
- Dzień dobry, Isaacu. - odpowiedziała, posyłając w jego stronę uprzejmy uśmiech. - Penny Weasley, a moja towarzyszka to Pandora. - pozwoliła sobie przedstawić kobietę, nieistotne było w tym przypadku, że znała ją w zasadzie od kilku chwil. Minut. Nawet nie była pewna nazwiska, choć to niewątpliwie padło. Dałaby sobie za to odciąć rękę!