29.12.2022, 17:46 ✶
Zatrzymanie się pomogło. Znacząco. Kiedy nie skupiasz się na tym, żeby iść prosto i nie musisz uważać na drogę, tylko stoisz, wtedy nagle koordynacja rąk nie była taka skomplikowana. Nie był napruty, a zimne powietrze pomagało też złapać ten “drugi oddech”. Utopiony w nikotynie, bo tak było łatwiej. Przyjemniej. Jego nałóg czuł się zaspokojony i przynajmniej na kilka godzin miał święty spokój. Plus był też taki, że nie będzie miał kaca - co najwyżej tego moralnego, ten zaś… niekoniecznie mu groził, umówmy się.
- Taaak? - Zainteresował się. - Poczekaj, aż zagram. - Ułożył dłonie tak, jakby trzymał gitarę. Albo w ogóle jakby był na scenie i właśnie miał przejść do solówki. Czuł się w tym dobry. W śpiewaniu. W graniu. Kochał to. Była to pasja tak głęboka, że chciał o nią walczyć i kontynuować bez względu na wszystko. Kiedyś nawet chciał tym żyć. Z tego żyć. Nie zawsze ma się to, czego się chce. Na razie musiało wystarczyć, że wojnę o tę pasję ze swoim ojcem wygrał.
- Musisz, nawet brzmisz na pijaną. - Potwierdził ten jakże trzeźwy. Sauriel nie lubił owijania w bawełnę, kiedy ktoś pytał, kiedy zagajał, kiedy niektóre tematy były wykładane to wolał odpowiedzi wprost. Może i zapieką, może zabolą, ale przynajmniej zabolą raz. Fałszywe uśmiechy i fałszywe twarze sprawiały, że ten świat był gorszym miejscem. Mniej przyjaznym komukolwiek. Sauriel rozłożył ramiona na boki. - Jestem Panem Nocy i choćbym kroczył Ciemną Doliną, Zła się nie ulęknę. - Bla, bla, bla… cokolwiek tam było dalej. Z tym, że on nie miał się czego bać. Najgorsze, co go mogło spotkać, to przecież dzień. Ewentualnie - własny dom. Ulice nie wydawały się takie przerażające, kiedy miałeś świadomość, że niewiele jest cię w stanie zabić. Sprawić ból - tak. Zabić? Niee. Opuścił ramiona.
- Taaak? - Zainteresował się. - Poczekaj, aż zagram. - Ułożył dłonie tak, jakby trzymał gitarę. Albo w ogóle jakby był na scenie i właśnie miał przejść do solówki. Czuł się w tym dobry. W śpiewaniu. W graniu. Kochał to. Była to pasja tak głęboka, że chciał o nią walczyć i kontynuować bez względu na wszystko. Kiedyś nawet chciał tym żyć. Z tego żyć. Nie zawsze ma się to, czego się chce. Na razie musiało wystarczyć, że wojnę o tę pasję ze swoim ojcem wygrał.
- Musisz, nawet brzmisz na pijaną. - Potwierdził ten jakże trzeźwy. Sauriel nie lubił owijania w bawełnę, kiedy ktoś pytał, kiedy zagajał, kiedy niektóre tematy były wykładane to wolał odpowiedzi wprost. Może i zapieką, może zabolą, ale przynajmniej zabolą raz. Fałszywe uśmiechy i fałszywe twarze sprawiały, że ten świat był gorszym miejscem. Mniej przyjaznym komukolwiek. Sauriel rozłożył ramiona na boki. - Jestem Panem Nocy i choćbym kroczył Ciemną Doliną, Zła się nie ulęknę. - Bla, bla, bla… cokolwiek tam było dalej. Z tym, że on nie miał się czego bać. Najgorsze, co go mogło spotkać, to przecież dzień. Ewentualnie - własny dom. Ulice nie wydawały się takie przerażające, kiedy miałeś świadomość, że niewiele jest cię w stanie zabić. Sprawić ból - tak. Zabić? Niee. Opuścił ramiona.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.