02.06.2024, 11:42 ✶
– Oczywiście, że coś może grozić Brennie – mruknął pod nosem. Nie, że się nie martwił. Po prostu... Gdyby miał wskazać kto ze wszystkich osób przebywających w tym ośrodku, miałby się znaleźć w największym zagrożeniu to byłaby to Brenna. No i Owen Bagshot oczywiście.
Zerknął na Isaaca.
– Nie umrzesz – powiedział spokojnym, pewnym siebie tonem głosu, chcąc by Isaac naprawdę uwierzył w te słowa. Nie umrą, prawda? Coś się wymyśli. Na górze ktoś na pewno widział, że ich wciągnęło. Oni posuwali się do przodu. Nie umrą.
A potem miał ochotę zamordować Isaaca.
Gdyby nie był zajęty trupem, pewnie wcześniej by zareagował na to, że drugi czarodziej dźga różdżką wredne korzenie, które ich tutaj wciągnęły.
Bum.
Kurwa mać.
Basilius momentalnie znalazł się przy Bagshocie. Złamał sobie coś? Nie wyglądało na to. Rośliny najwyraźniej też nie planowały dalszej zemsty.
– Widzisz to? – syknął, wskazując dłonią, w której nie trzymał różdżki na porozrzucane zwłoki. Na razie nie pomógł Isaacowi uwolnić kostki, chyba że rośliny nagle zaczęłyby ponawiać atak. Wolał wyglosic mu kazanie, gdy Bagshot nie miał jak przed nim uciec. Prewett nie krzyczał. Po prostu mówił bardzo ostrym tonem, jakby rozmawiał z pacjentem, który uparcie nie stosuje się do jego zaleceń. – Wiesz czemu się nie rusza? Bo został rozerwany na strzępy przez te korzenie. Te same korzenie, które nas tu ściągnęły i które teraz dźgnąłeś. Miło by więc było, abyś nie wkurzał naszych potencjalnych morderców, bo nie wiem jak ty, ale ja chcę ruszyć dalej i się stąd wydostać. – Kucnął przy Bagshocie, by przyjrzeć się całej sytuacji. – Nic sobie nie połamałeś? Spróbuj się rozluźnić i powoli wyciągnąć nogę. Nie chcę ich bardziej prowokować nagłymi ruchami.
Prewett jeszcze skorzystał z okazji i spróbował rozpoznać rośliny, z którymi przyszło im się mierzyć, chociaż miał pewne podejrzenia.
Rzut na wiedzę przyrodniczą
Zerknął na Isaaca.
– Nie umrzesz – powiedział spokojnym, pewnym siebie tonem głosu, chcąc by Isaac naprawdę uwierzył w te słowa. Nie umrą, prawda? Coś się wymyśli. Na górze ktoś na pewno widział, że ich wciągnęło. Oni posuwali się do przodu. Nie umrą.
A potem miał ochotę zamordować Isaaca.
Gdyby nie był zajęty trupem, pewnie wcześniej by zareagował na to, że drugi czarodziej dźga różdżką wredne korzenie, które ich tutaj wciągnęły.
Bum.
Kurwa mać.
Basilius momentalnie znalazł się przy Bagshocie. Złamał sobie coś? Nie wyglądało na to. Rośliny najwyraźniej też nie planowały dalszej zemsty.
– Widzisz to? – syknął, wskazując dłonią, w której nie trzymał różdżki na porozrzucane zwłoki. Na razie nie pomógł Isaacowi uwolnić kostki, chyba że rośliny nagle zaczęłyby ponawiać atak. Wolał wyglosic mu kazanie, gdy Bagshot nie miał jak przed nim uciec. Prewett nie krzyczał. Po prostu mówił bardzo ostrym tonem, jakby rozmawiał z pacjentem, który uparcie nie stosuje się do jego zaleceń. – Wiesz czemu się nie rusza? Bo został rozerwany na strzępy przez te korzenie. Te same korzenie, które nas tu ściągnęły i które teraz dźgnąłeś. Miło by więc było, abyś nie wkurzał naszych potencjalnych morderców, bo nie wiem jak ty, ale ja chcę ruszyć dalej i się stąd wydostać. – Kucnął przy Bagshocie, by przyjrzeć się całej sytuacji. – Nic sobie nie połamałeś? Spróbuj się rozluźnić i powoli wyciągnąć nogę. Nie chcę ich bardziej prowokować nagłymi ruchami.
Prewett jeszcze skorzystał z okazji i spróbował rozpoznać rośliny, z którymi przyszło im się mierzyć, chociaż miał pewne podejrzenia.
Rzut na wiedzę przyrodniczą
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana