29.12.2022, 19:53 ✶
Na całe szczęście aktualnie nie były potrzebne INTELIGENTNE odruchy czy inteligentne słowa. Nie były oczekiwane, a na pewno nie były niezbędne do kontaktu z Saurielem, który miał niezły humor i alkohol we krwi zrównujący go poziomem z Victorią. Takim sposobem mogli się dogadać. Sauriel zapomniał o tym, że Victoria go denerwowała, że miał jej za złe fakt istnienia, że tak jak chciał mieć kogoś, z kim normalnie można porozmawiać, tak samo nie chciał. Wiele elementów składających się na negatywne słowa, emocje i gesty teraz zniknęły. Był szum krwi w żyłach (jej szum krwi), mroźna noc i Londyn, który czekał na odkrycie. I teraz nawet Victoria była elementem, który odkrywać chciał. Poznanie jej stało się realne. Ciekawość zaś nie była niczym ograniczana.
- Użyj mocy wyobraźni, jesteś przecież czarownicą. - Jedno z drugim niekoniecznie miało coś wspólnego, a czasem wręcz się wykluczało. Znał ludzi, którzy mieli problem z pojęciem podstaw magii dlatego, że wyobraźnia niosła ich do przodu i byli już gdzieś w połowie, tworząc rzeczy niestworzone, podczas gdy powinni byli nauczyć się tego, co wymagało wręcz matematycznego wkuwania. Z tym, że niczemu winna tu wyobraźnia nie była, to była kwestia ludzi, ich złożoności. Wszystkich cech, które składały się na ułomność zdolności poznawczych, tudzież nauki. Ale żart podłapał, dlatego go kontynuował. Albo raczej - nie potraktował tego na serio i było na tyle zabawne, żeby odpowiedzieć równie bzdurnie. To było słychać po jego głosie, który nie był teraz pełen sarkazmu, cynizmu czy ironii. - Co nie? Byłbym najlepszy. - Całkowita odmiana od tego, gdy przedstawiałeś tylko najgorsze cechy i to, czego umiesz, a czego nie umiesz. - Wymiatają na koncertach. Ale mugole też dają niezłe show. - Nie dało się powiedzieć, że lepsze, nie dało się powiedziec, że tak samo dobre. No nie dało. Natomiast muzykę mieli nawet lepszą. Świat mugoli zrodził prawdziwych geniuszy, w których Sauriel był zapatrzony.
- Po takiej ilości komplementów cały następny dzień będę leżał bebzolem do góry i klepał się po nim z zadowolenia. - Na potwierdzenie tego poklepał się po brzuszku już teraz. Najedzony komplementami, o tak. Nawet zamruczał, taki ukontentowany. Jak kot. - Wytrzeźwieć. Zanim zrobisz… a co chciałabyś robić głupiego? Zrób to. No zrób. - Pochylił się w jej kierunku jak diabeł, zamieniając swój głos w szept, kuszący szept, głęboki, mruczący, namawiający do złego. W końcu - Victoria diabła się nie bała. Nie musiała się też bać jednego z jego pomiotów.
- Użyj mocy wyobraźni, jesteś przecież czarownicą. - Jedno z drugim niekoniecznie miało coś wspólnego, a czasem wręcz się wykluczało. Znał ludzi, którzy mieli problem z pojęciem podstaw magii dlatego, że wyobraźnia niosła ich do przodu i byli już gdzieś w połowie, tworząc rzeczy niestworzone, podczas gdy powinni byli nauczyć się tego, co wymagało wręcz matematycznego wkuwania. Z tym, że niczemu winna tu wyobraźnia nie była, to była kwestia ludzi, ich złożoności. Wszystkich cech, które składały się na ułomność zdolności poznawczych, tudzież nauki. Ale żart podłapał, dlatego go kontynuował. Albo raczej - nie potraktował tego na serio i było na tyle zabawne, żeby odpowiedzieć równie bzdurnie. To było słychać po jego głosie, który nie był teraz pełen sarkazmu, cynizmu czy ironii. - Co nie? Byłbym najlepszy. - Całkowita odmiana od tego, gdy przedstawiałeś tylko najgorsze cechy i to, czego umiesz, a czego nie umiesz. - Wymiatają na koncertach. Ale mugole też dają niezłe show. - Nie dało się powiedzieć, że lepsze, nie dało się powiedziec, że tak samo dobre. No nie dało. Natomiast muzykę mieli nawet lepszą. Świat mugoli zrodził prawdziwych geniuszy, w których Sauriel był zapatrzony.
- Po takiej ilości komplementów cały następny dzień będę leżał bebzolem do góry i klepał się po nim z zadowolenia. - Na potwierdzenie tego poklepał się po brzuszku już teraz. Najedzony komplementami, o tak. Nawet zamruczał, taki ukontentowany. Jak kot. - Wytrzeźwieć. Zanim zrobisz… a co chciałabyś robić głupiego? Zrób to. No zrób. - Pochylił się w jej kierunku jak diabeł, zamieniając swój głos w szept, kuszący szept, głęboki, mruczący, namawiający do złego. W końcu - Victoria diabła się nie bała. Nie musiała się też bać jednego z jego pomiotów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.