Teść pobieżnie mu wyjaśnił. Wyglądało na to, że to właśnie u Malfoyów brat szukał informacji. Odpowiedzi na pytania związane z tą sprawą. Możliwe, że poczuł pewne z tego powodu pewne rozczarowanie. Dotąd Robertowi wydawało się, że to on był pierwszym wyborem Richarda. Teraz jednak nie miał pewności. I jakoś tak niekoniecznie mu się cała ta sytuacja podobała. Z tego też względu sam nie śpieszył się z jakimikolwiek wyjaśnieniami. Informacjami, których posiadał sporo. Zamiast tego pozwolił sobie na kolejny łyk alkoholu. Pozwolił na to, żeby pomiędzy nimi zagościła nieco dłuższa cisza.
- Nie pracuje już w ministerstwie. - padło z jego strony, kiedy wreszcie postanowił się odezwać. Brzmiał przy tym inaczej. W całej postawie Roberta wychwycić dało się nagle dużo większy dystans. Dystans, który na dokładkę wydawał nadal się powiększać. Podobnie jak wzrastała zazdrość, której nie zwykł odczuwać szczególnie często. Przypadki, kiedy takowa wystąpiła, mogliby zapewne policzyć na palcach jednej dłoni.
- Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Wiem o tym wszystkim tylko tyle, ile pojawia się w gazetach. - skłamał.
Tylko czy Richard, od lat mieszkający za granicą, spotykający się z bratem od święta, mógł te kłamstwo teraz wychwycić? Miał jakieś podstawy do tego, żeby Robertowi nie zaufać? Niewiele wiedział o życiu, jakie bliźniak aktualnie prowadził. Tak po prawdzie, to pierwszy wiedział o drugim dokładnie tyle, ile ten drugi chciał chciał przekazać. I na odwrót wyglądało to tak samo.
- Twój teść pewnie jest w tym lepiej rozeznany. A i część z nich, Malfoyów, w dalszym ciągu pracuje w Ministerstwie. - zauważył, być może niepotrzebnie dodając te kolejne słowa. Wygłaszając tę uwagę. Gdyby się przy tym zatrzymać, nad tym pochylić, można byłoby zauważyć, że za wypowiedzianymi przez Roberta słowami stało coś więcej; że były one czymś podyktowane. Nieprzypadkowe. - Powinieneś wypytać go przy kolejnej wizycie. Sam zresztą również chętnie bym się dowiedział, co na ten temat myśli.
To powiedziawszy, dopił alkohol, który znajdywał się w szklance. Może trochę szybko, ale też przecież nie było go szczególnie dużo. Nalał wszak sobie ledwie tyle, co na dwa palce. Gdzieś może na wysokość jednej czwartej szklanki. Nieznacznie tylko mniej. Odłożył ją następnie na stolik. Podniósł się z zajmowanego miejsca.
- Nie wiem jak Ty, ale ja jestem już trochę zmęczony dzisiejszym dniem. - zasugerował tym samym, że zamiast pochylać się nad tym tematem, powinni byli rozejść się do swoich pokojów i odpocząć.