29.12.2022, 23:09 ✶
- Co? Że niby bez alkoholu łatwiej? - Tańczenie na tych niekrótkich nogach szło jej naprawdę nieźle. To tańczenie, które uprawiała teraz. Zgrabne przejście do przodu, obrót, wędrowanie tyłem przed nim. - Dziwaczka.
Cele łączyły ludzi. Wspólny cel potrafił połączyć nawet zacietrzewionych wrogów, skupiając ich na czymś innym niż na tym, że siebie nie lubią. Tutaj zaś nawet nie mogli mówić o “nielubieniu”, kiedy siebie nie znali. O złych pierwszych wrażeniach - no tak. Victoria mogła stwierdzić, że go nie lubi, po jego wspaniałych gadkach. Ale tak się nie stało. Wystarczyło zrobić coś, co spowoduje ściągnięcie granic - głównie Saurielowi. Bo to on to wszystko stopował, a zamiast chcieć pchać do przodu to jeszcze uparcie cofał. - [Dobra, tylko wyciągnę gitarę z kieszeni… - Pomacał się po kieszeniach, dla hecy, rzecz jasna, bo do kieszeni jej nie upchał. W przypadku czarodziei to wcale nie było niemożliwe, żeby akurat jej przy sobie nie miał, ale nie. Nie zabierał jej wszędzie, gdzie popadnie, a już na pewno nie zabierał jej tam, gdzie spodziewał się jakichś burd. Nie zamierzał ryzykować, że coś się jej stanie. Sauriel był o tyle za mało pijany, żeby za to wkręcić się tutaj, jak to mugole to ludzie jak każdy inni człowiek, tylko nie machają magicznymi patykami i że w ogóle co to za głupota rozróżnień. Nie, na to był jednak za mało wcięty. Za mało na to znał osobę, z którą rozmawiał. Dlatego nie odpowiedział na to zagadnienie, tyle tylko, że się zorientował, że znowu do mugoli nawiązał. Pewne rzeczy robiły się oczywiste, ale to nadal co innego niż wygłaszać teorie o równości krwi. - Miaał~. - Zrobił rasowego smirka.
- Uuu, grzeczna dziewczynka-kujonka buntująca się przeciwko mamusi, mamy to! - Uniósł ręce z zaciśniętymi pięściami na znak triumfu, jak kibice, którzy właśnie się ekscytowali, że ich strona strzeliła gola. Klasnął rękoma. - Jeszcze myślisz? O kurwa… no dobra, dobra. Myśl sobie. A ja ten… popalę fajeczkę. - O której w sumie trochę zapominał i niewiele z niej zostało - sama się dopalała z wolna. Przynajmniej oddał jej tą bezcenną przestrzeń osobistą.
- So let it out and let it in, hey Jude, begin,
You're waiting for someone to perform with.~
And don't you know that it's just you, hey Jude, you'll do,
The movement you need is on your shoulder.
Kontynuował fragment piosenki, która w zasadzie całkiem śmiesznie mu się teraz do Victorii dopasowała. Do jej słów.
Cele łączyły ludzi. Wspólny cel potrafił połączyć nawet zacietrzewionych wrogów, skupiając ich na czymś innym niż na tym, że siebie nie lubią. Tutaj zaś nawet nie mogli mówić o “nielubieniu”, kiedy siebie nie znali. O złych pierwszych wrażeniach - no tak. Victoria mogła stwierdzić, że go nie lubi, po jego wspaniałych gadkach. Ale tak się nie stało. Wystarczyło zrobić coś, co spowoduje ściągnięcie granic - głównie Saurielowi. Bo to on to wszystko stopował, a zamiast chcieć pchać do przodu to jeszcze uparcie cofał. - [Dobra, tylko wyciągnę gitarę z kieszeni… - Pomacał się po kieszeniach, dla hecy, rzecz jasna, bo do kieszeni jej nie upchał. W przypadku czarodziei to wcale nie było niemożliwe, żeby akurat jej przy sobie nie miał, ale nie. Nie zabierał jej wszędzie, gdzie popadnie, a już na pewno nie zabierał jej tam, gdzie spodziewał się jakichś burd. Nie zamierzał ryzykować, że coś się jej stanie. Sauriel był o tyle za mało pijany, żeby za to wkręcić się tutaj, jak to mugole to ludzie jak każdy inni człowiek, tylko nie machają magicznymi patykami i że w ogóle co to za głupota rozróżnień. Nie, na to był jednak za mało wcięty. Za mało na to znał osobę, z którą rozmawiał. Dlatego nie odpowiedział na to zagadnienie, tyle tylko, że się zorientował, że znowu do mugoli nawiązał. Pewne rzeczy robiły się oczywiste, ale to nadal co innego niż wygłaszać teorie o równości krwi. - Miaał~. - Zrobił rasowego smirka.
- Uuu, grzeczna dziewczynka-kujonka buntująca się przeciwko mamusi, mamy to! - Uniósł ręce z zaciśniętymi pięściami na znak triumfu, jak kibice, którzy właśnie się ekscytowali, że ich strona strzeliła gola. Klasnął rękoma. - Jeszcze myślisz? O kurwa… no dobra, dobra. Myśl sobie. A ja ten… popalę fajeczkę. - O której w sumie trochę zapominał i niewiele z niej zostało - sama się dopalała z wolna. Przynajmniej oddał jej tą bezcenną przestrzeń osobistą.
- So let it out and let it in, hey Jude, begin,
You're waiting for someone to perform with.~
And don't you know that it's just you, hey Jude, you'll do,
The movement you need is on your shoulder.
Kontynuował fragment piosenki, która w zasadzie całkiem śmiesznie mu się teraz do Victorii dopasowała. Do jej słów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.