Była przyzwyczajona do takich warunków. Penny bardzo chętnie pojawiała się na wszelkiej maści kiermaszach, festynach, temu podobnych. Niejednokrotnie zdarzało jej się przepychać pomiędzy ludźmi po to tylko, żeby dostać się do stoiska, z którego towarami koniecznie chciała się zapoznać. Właścicielowi zaś zostawić nieco swoich ciężko zarobionych knutów, sykli oraz galeonów. Dlatego też w chwili obecnej nie narzekała. Zwłaszcza, że z jej perspektywy powodów do narzekania naprawdę nie było.
Kiwnęła raz czy dwa głową, słuchając jego odpowiedzi. Zarazem jednak skupiona pozostawała też na tym, żeby dotrzeć do lady. I przypadkiem nie pozwolić komuś na to, żeby bezczelnie się wepchnąć przed siebie i Matthew.
- Odetchnęłam z ulgą. - nieco teatralnie przewróciła oczyma, kiedy powiedział, że nie musi się obawiać zgłoszenia żadnego porwania do służb bezpieczeństwa. Przecież oczywistym było, że żaden brygadzista nie wziąłby czegoś takiego na poważne. Gdzie to ona drobna, niewinna miałaby porwać dorosłego chłopa? - Bo może tego Ci nie powiedziałam, ale jestem poszukiwanym przez służby przestępcą.
Żarty żarciki. Nawet jej przy tym przez myśl nie przeszło, że jeśli z ich dwojga ktoś miał być faktycznie poszukiwany, to tym kimś był Matthew. Penny nie była kimś, kto źle myślał o innych ludziach - przynajmniej do momentu, kiedy taki ktosiek nie dał jej do tego podstaw. Matthew natomiast wydawał się całkiem miły. Poczęstował papierosem. Dał jej chusteczkę. Towarzyszył w poszukiwaniu wody. Na pierwszy rzut oka wydawał się naprawdę porządnym czarodziejem.
A że porządni czarodzieje czasami oglądają świat zza krat...
- Z reguły po prostu się po takich kiermaszach rozglądam. Tym razem chciałam zobaczyć stoiska z biżuterią i pewnie te z ubraniami. Zajmuje się jubilerstwem, wiesz, takim magicznym, więc Lammas to dla mnie dobra okazja, żeby zobaczyć jak się trzyma konkurencja. - szczera z niej była dziewczyna, więc i w tym przypadku nie kręciła. Nakreśliła na spokojnie swoje plany nie widząc w tym żadnego problemu. Nawet nie zauważyła, że ta rozmowa pozwoliła jej wreszcie nieco uspokoić wcześniejsze nerwy. Pozbyć się z głowy całej tej sytuacji, która wcześniej wydarzyła się w sklepie.
Tylko czy faktycznie minęło jej to tak na dobre?
Nie zareagowała w żaden wyraźny sposób na to, że wyglądała lepiej. Znaleźli się bowiem wreszcie przed pracownicą punktu gastronomicznego. To na niej Penny chwilowo skupiła całą swoją uwagę, prosząc o butelkę lub kubek z wodą. Cokolwiek mogła w tym miejscu dostać. Z powodu typowej dla siebie uprzejmości zapytała też Matthew czy chce coś dla siebie, po czym za wszystko zapłaciła.
Mogli odejść na bok. Wymagało to jednak ponownego przeciśnięcia się między ludźmi. Penny rozejrzała się nad jakimś nieco spokojniejszym fragmentem placu i zaciągnęła w upatrzone miejsce swojego towarzysza. Nie przyszło jej nawet przez myśl, że mogliby usiąść przy jednym stoliku. Pewnie by się nie powstrzymała i zamówiła wówczas coś słodkiego! Trzeba było gdzieś postawić sobie granice.
Kiedy wreszcie mieli odrobinę spokoju, napiła się zakupionej wody.
- No dobra. Ja Tobie sporo powiedziałam na swój temat. Ty mi natomiast praktycznie nic. Musimy to nadrobić. - zadecydowała. Już nawet nie pytała, a oświadczyła, jakby podanie tych informacji było jego obowiązkiem.