02.06.2024, 21:10 ✶
Południowe stragany | Przy pierwszym stoisku "Magiczne Różności"
Odkładała w czasie przybycie tutaj, dlatego w końcu pojawiła się na jarmarku w porze podwieczorku. Zdecydowanie słynęła ze swojego uwielbienia do miejsc głośnych, zatłoczonych, pełnych nieznanych jej ludzi... I nieuporządkowanych, zapomniała jeszcze o tym. I w ogóle to kręcące się dzieci nie trafiały nawet do koszy na śmieci, pomimo tego, że kosze te były zaczarowane i zbierały papierki z najbliższej okolicy samodzielnie, wyciągając coś na kształt łapek spod siebie, aby chapnąć leżący bezpański śmieć. Środek ścieżki był jednak poza ich zasięgiem.
Któż mógłby przypuszczać, że Jagodę zastanie się tutaj z taką okropną skwaszoną miną?
Każdy, kto choć trochę ją znał.
Włosy splotła dzisiaj w dwa warkocze, opadające na ramiona z przodu. W białej koszuli i czerwonej spódnicy, ozdobionej misternym haftem, nie wyglądała bynajmniej na osobę ze swoim statusem rodzinnym, raczej jakby ją wyrwali ze wsi, ale jako córkę sołtysa, a nie jakąś biedną dziewczynę pracującą w polu.
Jagoda była dobra w chowaniu własnych emocji, nie sądziła jednak, że będzie potrzeba by udawać, że wcale nie czuje lekkiego dyskomfortu. Już dawno nie występowała w reprezentatywnej roli, tutaj nie była córką rodu Brodzki, który nikogo nie obchodził w Anglii, była zwykłą rzemieślniczką zajmującą się ozdabianiem ludzkich uszu, szyj, nadgarstków i cokolwiek tylko zamarzy. Zarówno ona jak i jej klient... Wspomnieniami wróciła na chwilę do najdziwniejszych zamówień, jakie otrzymała. Oczywiście, pozostaną one słodką tajemnicą Brodzki, tak długo jak sam zamawiający nie będzie chciał pokazać tych ozdóbek komuś... Ciekawskiemu.
- Bardzo dziękuję, że mogłeś być mi dzisiaj towarzystwem. - Powiedziała do swojego dzisiejszego kompana, po chwili przyglądania się rozłożonym na stoliku pracom. Czy szukasz tutaj dzisiaj czegoś specjalnego? Może z myślą o swoim wielkim dniu?
Wciąż wpatrywała się w mnogość błyskotek wystawionych na stoliku przed nią. To tak zupełnie różniło się od jej codziennej pracy, jednak osobiście myślała, że zaprojektowanie nawet skromnego wisiorka tak, by móc wystawić go na widok tysiąca oczu, by te jedne w końcu znalazły i uznały go za ten jeden idealny jest pewnego rodzaju sztuką. Jagoda najpierw rozmawiała z potencjalnym klientem i wytwarzała jego własny, specjalny kawałek biżuterii. Personalny, a wręcz intymny kawałek życia, który chciał zakląć w małym przedmiocie i nosić go ze sobą. Nie uważała jednak swojego sposobu za lepszy. Taka sztuka jaka została pokazana tutaj również jest trudna i powinna być nagradzana. Może powinna coś kupić? Nawet pobieżnie znała się z osobą, która tu sprzedawała.
Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Sudbina je moja kleta