02.06.2024, 21:31 ✶
Fontanna na zewnątrz
Rejs i dla niej był okropnie męczący, bo Pandora nienawidziła wody — chyba że z brzegu lub tkwiąc na zbiorniku, gdzie miałaby grunt. W grę wchodziła również wanna. Podróż po otwartych wodach na statku, który mógłby w każdej chwili zatonąć, była wątpliwą formą przyjemności dla Panny Prewett, chociaż starała się robić dobrą minę do złej gry. Słuchała więc Philipa, przytakując nijako ze zrozumieniem, bo przecież ją też wpychali na większość przyjęć i wydarzeń towarzyskich, chyba w celu zachęcenia do podejmowania większej ilości obowiązków.
- Z małżami należy ostrożnie, masz rację. Ciesze się, że czujesz się już lepiej. Czy wszystko w rozgłośni poszło pomyślnie? - zapytała, a ciemne oczy przesunęły po twarzy mężczyzny, co jakiś czas wędrując jednak w stronę Panny Weasley. Wyglądała wciąż uroczo, rumieniec zakrywał młode i śliczne lico, skojarzyło się to jej nawet z nieśmiałym obliczem Lauriego, które pojawiało się na jego twarzy zbyt rzadko. Merlin jej świadkiem, kradł wtedy serce każdego, zwłaszcza w akompaniamencie blond włosów i tych głębokich oczu. - Wszystko dobrze, dużo pracy w ostatnich miesiącach. Wykopaliska przebiegają pomyślnie, sprawnie idą mi projekty i znalazłam nawet chwilę na poszerzanie własnych umiejętności w dziedzinach, na które wcześniej jakoś nie było momentu. Wychodzę jednak z założenia, że w tych mrocznych czasach należy trzymać się każdej iskierki radości i dobrej zabawy, co by chmury nie były zbyt gęste.
Zakończyła, posyłając mi pogodny uśmiech. Nie chciała wchodzić w szczegóły dotyczące nauki szermierki, nad którą pracowała razem ze swoją przyjaciółką i jednocześnie największym promyczkiem Londynu. Nie podejrzewała oczywiście, że Notta cokolwiek łączyło z jej młodszym bratem, bo gdyby wiedziała — cóż, wówczas rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej.
Potem już skupiła się na Penny, zostawiając zawodnika jego fankom, tym mniej i tym bardziej odważnym. Stojąc dość blisko Penny, pilnując rzecz jasna, przyglądała się uśmiechniętemu mężczyźnie z ostrożnością, ale i nutą rozbawienia lub też sympatii. Alkohol często wyzwalał w ludziach te najbardziej maskowane cechy.
- Schlebia nam Pan, naprawdę. - podziękowała kolejny raz, poruszając delikatnie głową, jakby w wyuczonym geście. Nuta niewinności miała się mieszać ze stanowczością, zdaniem jej matki, w takich przypadkach. Mężczyzna się przedstawił i zaraz przy nich znalazła się jego żona. Uśmiechnęła się w jej stronę pogodnie, słuchając z nieco większym już rozbawieniem, tańczącym w brązowych oczach. - Pani mąż był doprawdy czarujący, proszę się nie przejmować Pani Blunt. Jestem pewna, że to Pani zasługa, że tak pięknie układa poetyckie zdania.
Nie raz widziała pijanych mężów, zachowujących się znacznie gorzej i nachalniej, niż Johnny. Jego twarz nabrała powagi, zdawać się mogło, że obecność małżonki odparowywała procenty z jego organizmu. Ciężko było się jej nie roześmiać, uciekała więc spojrzeniem, odprowadzając jednak przy pożegnaniu parę wzrokiem. - Naprawdę, proszę się nie przejmować i dobrze bawić wieczorem.
Dodała za nimi, skupiając swoją uwagę na Penny. Gdy usłyszała jednak komentarz na ich temat, roześmiała się, zwracając do swojej młodej towarzyszki.
- Wydają się towarzyską rodziną, Pen. Mogę tak? - przyznała jej pogodnie, raz jeszcze przesuwając spojrzenie w stronę ludzi, którzy zniknęli gdzieś w tłumie. - To chyba faktycznie, ta najprzyjemniejsza i najmniej szkodliwa odmiana upojenia. Musiał być prawdziwym złotoustym dla Pań, gdy był młodym chłopakiem. Zabawne, jak druga połówka umie szybko sprowadzić do porządku. Pewnie dlatego jest tak wielu kawalerów?
Przekręciła głowę na bok w zastanowieniu, upijając zaraz kolejny łyk ze swojego kieliszka, gdy przestała już nad tym gdybać. Była wdzięczna dziewczynie zarówno za towarzystwo, jak i małe wskazówki oraz wyjaśnienia odnośnie do gości. Przywitała się z mężczyzną, więc i Pandora omiotła go łagodnym spojrzeniem, nie szczędząc uśmiechu. Właściwie to trudno było ją zobaczyć bez uśmiechu.
- Dzień dobry. - przywitała się, gdy ich przedstawiła, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że była po prostu Pandorą bez nazwiska, bo zupełnie jej to nie przeszkadzało. Gdy w tle jawiło się Prewett, ludzie bardzo często zmieniali do niej nastawienie, chcąc się pokazać z jak najlepszej strony i zapewne zyskać wejście do któregoś z kasyn Edwarda. - Ma Pan bardzo ładne, nietypowe imię. - zauważyła, uznając to za miłą odmianę od wszystkich tych Williamów, Tomów, Robertów, Edmundów czy Piterów, których w Londynie było tak wielu. O Jamesach nie wspominając.
Rejs i dla niej był okropnie męczący, bo Pandora nienawidziła wody — chyba że z brzegu lub tkwiąc na zbiorniku, gdzie miałaby grunt. W grę wchodziła również wanna. Podróż po otwartych wodach na statku, który mógłby w każdej chwili zatonąć, była wątpliwą formą przyjemności dla Panny Prewett, chociaż starała się robić dobrą minę do złej gry. Słuchała więc Philipa, przytakując nijako ze zrozumieniem, bo przecież ją też wpychali na większość przyjęć i wydarzeń towarzyskich, chyba w celu zachęcenia do podejmowania większej ilości obowiązków.
- Z małżami należy ostrożnie, masz rację. Ciesze się, że czujesz się już lepiej. Czy wszystko w rozgłośni poszło pomyślnie? - zapytała, a ciemne oczy przesunęły po twarzy mężczyzny, co jakiś czas wędrując jednak w stronę Panny Weasley. Wyglądała wciąż uroczo, rumieniec zakrywał młode i śliczne lico, skojarzyło się to jej nawet z nieśmiałym obliczem Lauriego, które pojawiało się na jego twarzy zbyt rzadko. Merlin jej świadkiem, kradł wtedy serce każdego, zwłaszcza w akompaniamencie blond włosów i tych głębokich oczu. - Wszystko dobrze, dużo pracy w ostatnich miesiącach. Wykopaliska przebiegają pomyślnie, sprawnie idą mi projekty i znalazłam nawet chwilę na poszerzanie własnych umiejętności w dziedzinach, na które wcześniej jakoś nie było momentu. Wychodzę jednak z założenia, że w tych mrocznych czasach należy trzymać się każdej iskierki radości i dobrej zabawy, co by chmury nie były zbyt gęste.
Zakończyła, posyłając mi pogodny uśmiech. Nie chciała wchodzić w szczegóły dotyczące nauki szermierki, nad którą pracowała razem ze swoją przyjaciółką i jednocześnie największym promyczkiem Londynu. Nie podejrzewała oczywiście, że Notta cokolwiek łączyło z jej młodszym bratem, bo gdyby wiedziała — cóż, wówczas rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej.
Potem już skupiła się na Penny, zostawiając zawodnika jego fankom, tym mniej i tym bardziej odważnym. Stojąc dość blisko Penny, pilnując rzecz jasna, przyglądała się uśmiechniętemu mężczyźnie z ostrożnością, ale i nutą rozbawienia lub też sympatii. Alkohol często wyzwalał w ludziach te najbardziej maskowane cechy.
- Schlebia nam Pan, naprawdę. - podziękowała kolejny raz, poruszając delikatnie głową, jakby w wyuczonym geście. Nuta niewinności miała się mieszać ze stanowczością, zdaniem jej matki, w takich przypadkach. Mężczyzna się przedstawił i zaraz przy nich znalazła się jego żona. Uśmiechnęła się w jej stronę pogodnie, słuchając z nieco większym już rozbawieniem, tańczącym w brązowych oczach. - Pani mąż był doprawdy czarujący, proszę się nie przejmować Pani Blunt. Jestem pewna, że to Pani zasługa, że tak pięknie układa poetyckie zdania.
Nie raz widziała pijanych mężów, zachowujących się znacznie gorzej i nachalniej, niż Johnny. Jego twarz nabrała powagi, zdawać się mogło, że obecność małżonki odparowywała procenty z jego organizmu. Ciężko było się jej nie roześmiać, uciekała więc spojrzeniem, odprowadzając jednak przy pożegnaniu parę wzrokiem. - Naprawdę, proszę się nie przejmować i dobrze bawić wieczorem.
Dodała za nimi, skupiając swoją uwagę na Penny. Gdy usłyszała jednak komentarz na ich temat, roześmiała się, zwracając do swojej młodej towarzyszki.
- Wydają się towarzyską rodziną, Pen. Mogę tak? - przyznała jej pogodnie, raz jeszcze przesuwając spojrzenie w stronę ludzi, którzy zniknęli gdzieś w tłumie. - To chyba faktycznie, ta najprzyjemniejsza i najmniej szkodliwa odmiana upojenia. Musiał być prawdziwym złotoustym dla Pań, gdy był młodym chłopakiem. Zabawne, jak druga połówka umie szybko sprowadzić do porządku. Pewnie dlatego jest tak wielu kawalerów?
Przekręciła głowę na bok w zastanowieniu, upijając zaraz kolejny łyk ze swojego kieliszka, gdy przestała już nad tym gdybać. Była wdzięczna dziewczynie zarówno za towarzystwo, jak i małe wskazówki oraz wyjaśnienia odnośnie do gości. Przywitała się z mężczyzną, więc i Pandora omiotła go łagodnym spojrzeniem, nie szczędząc uśmiechu. Właściwie to trudno było ją zobaczyć bez uśmiechu.
- Dzień dobry. - przywitała się, gdy ich przedstawiła, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że była po prostu Pandorą bez nazwiska, bo zupełnie jej to nie przeszkadzało. Gdy w tle jawiło się Prewett, ludzie bardzo często zmieniali do niej nastawienie, chcąc się pokazać z jak najlepszej strony i zapewne zyskać wejście do któregoś z kasyn Edwarda. - Ma Pan bardzo ładne, nietypowe imię. - zauważyła, uznając to za miłą odmianę od wszystkich tych Williamów, Tomów, Robertów, Edmundów czy Piterów, których w Londynie było tak wielu. O Jamesach nie wspominając.