02.06.2024, 22:08 ✶
Uśmiechnęła się jakby szerzej na Skandynawię, w której była szczerze zauroczona. Może się starzała, a może po prostu z biegiem lat coraz mocniej irytował ją zgiełk Londynu oraz jego socjety i tęskniła za ciszą, oraz spokojem, gdzie mogłaby pracować nad swoimi projektami, uczyć się czegoś nowego.
- Muszę Cię tam zabrać i przedstawić Ci kogoś, wtedy na pewno zakochasz się w tym krajobrazie. - zdecydowała dość pewnie, właściwie rzucając go ofertą nie do odrzucenia. Wszyscy wiedzieli, jak była uparta. - Gdy tam jesteś, odrywasz się od wszystkiego. Obecność dzikiej przyrody i życzliwość ludzi sprawia, że pewne rzeczy można dostrzec w zupełnie nowych barwach.
Dodała jeszcze na zachętę, zadziornie trącając go łokciem, zupełnie jakby wciąż byli dziećmi, które biegały po posiadłości Prewettów, goniąc marzenia. Pamiętała, że nie był fanem zimna i wolał, gdy słońce delikatnie wyglądało zza chmur, ale mroźne powietrze i śnieg do pasa miały swój urok. Zawsze traktowała go jak brata, nie jak kuzyna i zupełnie zapominała, że jego świat nie był tak ograniczony, jak jej.
Jej śmiech przerwał ciszę, jakiś koń uderzył kopytami o boks, w którym tkwił i Pandora przez ułamek sekundy myślała, że ktoś ich tu nakryje, więc zakryła nieporadnie usta dłonią, patrząc na niego błyszczącymi od rozbawienia oczami, ale i z pewną dozą skruchy, gdyby wpadła tu jakaś ciotka czy znajoma rodziców.
- To brzmi jak dobra umowa Bas, będziemy się wzajemnie ratować. Też mogę być Twoim rycerzem, pamiętaj. - zapewniła go, ściszając głos, powstrzymując chichot. Bo Pandora w istocie była trochę małym lewkiem, jak pieszczotliwie nazywał ją dziadek. Chodziła po drzewach, wychodziła oknem i rozdzierała sukienki, bijąc się w obronie słabszych, gdy była taka potrzeba. Była impulsywna, gdy widziała niesprawiedliwość i pewnie prędzej czy później, wpędzi ją to w okropne kłopoty. Tak silne cechy charakteru trudno było jednak zmienić, ku niezadowoleniu rodziców.
- Myślę też, że Mara go troszkę nakręca i podpowiada mu głupoty, bo jest na mnie wiecznie obrażona. - wzruszyła bezradnie ramionami na swoją klacz, która w przeciwieństwie do jego Abrakasana, wcale nie była taka wyrozumiała. Pandora zaczynała też podejrzewać, że rolę zaczynał odgrywać jej wiek i dobrze byłoby pomyśleć dla niej o jakimś partnerze. Może jako matka trochę złagodnieje? A przynajmniej taką miała nadzieję. Nie zamierzała się jednak teraz tym przejmować, poradzi sobie, gdy stanie z nią twarzą z pyskiem. Skupiła się więc na swoim towarzyszu zbrodni.
- Wiesz, że jesteśmy dorośli i teoretycznie, to powinniśmy planować sobie czas, tak, jak chcemy? Stać nas na to! Wychodzi jednak, że niezbyt sobie radzimy ze zorganizowaniem, pracoholizmem.. Nie było tak, gdy byliśmy młodsi. - zauważyła znów ciszej, unosząc na chwilę brew, jakby ich zwyczajnie karciła za dopuszczenie się zaniedbania względem zwierzaków. Bo czuła się z tym paskudnie i powtarzała sobie, że postara się bardziej, ale zawsze było nowe zlecenie, zawsze był nowy projekt lub nowe wykopaliska, nowa pułapka, nowe zajęcie. Zawsze brakowało jej doby, zważywszy na zaangażowanie w sprawy charytatywne. Gdy złapał ją pod ramię, przesunęła czule i pieszczotliwie po jego ręku, odwracając twarz w jego stronę. - No tak, przecież bym Cię nie okłamała.
Uniosła brew z uśmiechem, zupełnie nie zwracając uwagi na jego minę odnośnie do porzuconych butów. Nie były jej przecież potrzebne. - Właściwie to dobrze, nowe boksy zajmą je na jakiś czas, podobnie jak badania okresowe i ewentualne skojarzenia. Zastanawiam się, czy nasza dwójka w tym roku zostanie wzięta pod uwagę w celu przedłużenia linii. Mają dobre geny, silne nogi i duże łby, a dodatkowo, oczy w perfekcyjnym, rubinowym odcieniu.
Prawda była taka, że te konie był cholernie drogie i bez bycia perfekcyjnymi z budowy oraz umaszczenia. Prewettci zawsze dbali o to, aby te najlepsze egzemplarze — o idealnym kolorze i parametrach, rozpiętości skrzydeł, pozostawały w rodzinie. Nie sprzedawali Abraksanów praktycznie nikomu, a już na pewno nie tych, które wywodziły się ze złotej linii.
Pandora westchnęła na głos Sylvaine, zaciskając usta. Może dlatego, że czuła na sobie to wredne spojrzenie swojej Mary? Klacz prychnęła, unosząc łeb,
- O proszę, kto to raczył się zjawić. Przypomniałaś sobie, gdzie mnie zostawiłaś?
- Widzę, że jesteś w formie. Ciebie też dobrze widzieć. - odpowiedziała jej miękko, starając się wytrzymać spojrzenie pełne wyrzutu. Oczywiście, że miała wyrzuty sumienia. I dlatego też zerknięcie kuzyna sprawiło, że postanowiła sięgnąć po tajną broń, przekupstwo, chociaż normalnie, było to dość brzydkie. - Otwórz je może? Niech się rozciągną.- zaproponowała mu, a sama kucnęła na ziemi, nie zważywszy na swoją drogą sukienkę i zaczęła grzebać w torebce, gdzie miała jabłka, a może nawet i marchewkę z cukrem. Mara znów prychnęła, spoglądając na nią z urazą, ale i zaciekawieniem, a gdy Bes znalazł się w zasięgu jej pyska, trąciła jego ramię na przywitanie. Przecież nie była zła na niego.
- Muszę Cię tam zabrać i przedstawić Ci kogoś, wtedy na pewno zakochasz się w tym krajobrazie. - zdecydowała dość pewnie, właściwie rzucając go ofertą nie do odrzucenia. Wszyscy wiedzieli, jak była uparta. - Gdy tam jesteś, odrywasz się od wszystkiego. Obecność dzikiej przyrody i życzliwość ludzi sprawia, że pewne rzeczy można dostrzec w zupełnie nowych barwach.
Dodała jeszcze na zachętę, zadziornie trącając go łokciem, zupełnie jakby wciąż byli dziećmi, które biegały po posiadłości Prewettów, goniąc marzenia. Pamiętała, że nie był fanem zimna i wolał, gdy słońce delikatnie wyglądało zza chmur, ale mroźne powietrze i śnieg do pasa miały swój urok. Zawsze traktowała go jak brata, nie jak kuzyna i zupełnie zapominała, że jego świat nie był tak ograniczony, jak jej.
Jej śmiech przerwał ciszę, jakiś koń uderzył kopytami o boks, w którym tkwił i Pandora przez ułamek sekundy myślała, że ktoś ich tu nakryje, więc zakryła nieporadnie usta dłonią, patrząc na niego błyszczącymi od rozbawienia oczami, ale i z pewną dozą skruchy, gdyby wpadła tu jakaś ciotka czy znajoma rodziców.
- To brzmi jak dobra umowa Bas, będziemy się wzajemnie ratować. Też mogę być Twoim rycerzem, pamiętaj. - zapewniła go, ściszając głos, powstrzymując chichot. Bo Pandora w istocie była trochę małym lewkiem, jak pieszczotliwie nazywał ją dziadek. Chodziła po drzewach, wychodziła oknem i rozdzierała sukienki, bijąc się w obronie słabszych, gdy była taka potrzeba. Była impulsywna, gdy widziała niesprawiedliwość i pewnie prędzej czy później, wpędzi ją to w okropne kłopoty. Tak silne cechy charakteru trudno było jednak zmienić, ku niezadowoleniu rodziców.
- Myślę też, że Mara go troszkę nakręca i podpowiada mu głupoty, bo jest na mnie wiecznie obrażona. - wzruszyła bezradnie ramionami na swoją klacz, która w przeciwieństwie do jego Abrakasana, wcale nie była taka wyrozumiała. Pandora zaczynała też podejrzewać, że rolę zaczynał odgrywać jej wiek i dobrze byłoby pomyśleć dla niej o jakimś partnerze. Może jako matka trochę złagodnieje? A przynajmniej taką miała nadzieję. Nie zamierzała się jednak teraz tym przejmować, poradzi sobie, gdy stanie z nią twarzą z pyskiem. Skupiła się więc na swoim towarzyszu zbrodni.
- Wiesz, że jesteśmy dorośli i teoretycznie, to powinniśmy planować sobie czas, tak, jak chcemy? Stać nas na to! Wychodzi jednak, że niezbyt sobie radzimy ze zorganizowaniem, pracoholizmem.. Nie było tak, gdy byliśmy młodsi. - zauważyła znów ciszej, unosząc na chwilę brew, jakby ich zwyczajnie karciła za dopuszczenie się zaniedbania względem zwierzaków. Bo czuła się z tym paskudnie i powtarzała sobie, że postara się bardziej, ale zawsze było nowe zlecenie, zawsze był nowy projekt lub nowe wykopaliska, nowa pułapka, nowe zajęcie. Zawsze brakowało jej doby, zważywszy na zaangażowanie w sprawy charytatywne. Gdy złapał ją pod ramię, przesunęła czule i pieszczotliwie po jego ręku, odwracając twarz w jego stronę. - No tak, przecież bym Cię nie okłamała.
Uniosła brew z uśmiechem, zupełnie nie zwracając uwagi na jego minę odnośnie do porzuconych butów. Nie były jej przecież potrzebne. - Właściwie to dobrze, nowe boksy zajmą je na jakiś czas, podobnie jak badania okresowe i ewentualne skojarzenia. Zastanawiam się, czy nasza dwójka w tym roku zostanie wzięta pod uwagę w celu przedłużenia linii. Mają dobre geny, silne nogi i duże łby, a dodatkowo, oczy w perfekcyjnym, rubinowym odcieniu.
Prawda była taka, że te konie był cholernie drogie i bez bycia perfekcyjnymi z budowy oraz umaszczenia. Prewettci zawsze dbali o to, aby te najlepsze egzemplarze — o idealnym kolorze i parametrach, rozpiętości skrzydeł, pozostawały w rodzinie. Nie sprzedawali Abraksanów praktycznie nikomu, a już na pewno nie tych, które wywodziły się ze złotej linii.
Pandora westchnęła na głos Sylvaine, zaciskając usta. Może dlatego, że czuła na sobie to wredne spojrzenie swojej Mary? Klacz prychnęła, unosząc łeb,
- O proszę, kto to raczył się zjawić. Przypomniałaś sobie, gdzie mnie zostawiłaś?
- Widzę, że jesteś w formie. Ciebie też dobrze widzieć. - odpowiedziała jej miękko, starając się wytrzymać spojrzenie pełne wyrzutu. Oczywiście, że miała wyrzuty sumienia. I dlatego też zerknięcie kuzyna sprawiło, że postanowiła sięgnąć po tajną broń, przekupstwo, chociaż normalnie, było to dość brzydkie. - Otwórz je może? Niech się rozciągną.- zaproponowała mu, a sama kucnęła na ziemi, nie zważywszy na swoją drogą sukienkę i zaczęła grzebać w torebce, gdzie miała jabłka, a może nawet i marchewkę z cukrem. Mara znów prychnęła, spoglądając na nią z urazą, ale i zaciekawieniem, a gdy Bes znalazł się w zasięgu jej pyska, trąciła jego ramię na przywitanie. Przecież nie była zła na niego.