02.06.2024, 23:16 ✶
Południowe stragany - stoisko kowenu
Obsługuję Menodorę, a potem Laurenta, gdy zjawia się na moment przy stoisku.
Sfinalizowanie transakcji Brenny zbiegło się poniekąd w czasie z nieco mniejszym ruchem przy stoisku kowenu. Sebastian nie wiedział, czy była to wina dzikiego skrzeczenia czarodziejów i czarownic przy stoisku Mulciberów, czy goście festiwalu zainteresowani byli występem chóru ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, ale nie miał zamiaru narzekać. Właściwie to przyjął ten stan rzeczy do wiadomości z niemałą ulgą.
Dzięki temu miał szansę na spokojnie sprawdzić, czy jego asystent wystarczająco dobrze radził sobie z rozliczaniem kasetki. Wprawdzie koniec końców nikt w głównej siedzibie nie ganiałby ich za brak paru monet, ale nie chciał potem świecić oczami przed starszymi kapłanami w imieniu Edwarda. Plus był jeszcze aspekt tego, że młody kapłan był pod jego opieką, toteż liczył, że wyciągnie coś z tego spędzonego wspólnie popołudnia. Sebastian może nie należał do najbardziej rozgadanych czarodziejów, ale był spokojny i cierpliwy, więc jego charakter rzadko kiedy wzbudzał w innych wzburzenie.
— Oczywiście, już pakuję — poinformował najnowszą klientkę, jaką okazała się Menodora. — Ed, wypakuj dla pani po jednym egzemplarzu książek siostry Fantazji, dobrze? — Uśmiechnął się do czarownicy. — Obwoluty nie będą tak... zużyte. Te tutaj są ciągle przeglądane przez klientów.
Niedopowiedzenie. Książki na wystawie były w takim samym stanie co te, które Edward właśnie wypakowywał z pudeł, aby dodać do brązowego koszyka. Sebastian spojrzał z nieprzeniknioną miną na karton wypełniony twórczością kapłanki Fantazji. Na Matkę, ta to dopiero miała ciężkie pióro... Podejrzewał, że większość tych przepisów można było zamknąć na stu stronach w książce-broszurce, a nie bawić się w ''ekskluzywne'' wydanie.
— Koszyk plus dwie książeczki — podsumował, sięgając po jedną z zakładkę. — I bonus od braciszków z kowenu. Niech Matka panią prowadzi.
Wsunął drobiazg do koszyka wybranego przez Dorę. Eh, jakoś trzeba było robić kowenowi dobry PR po tym, co zrobiła jego kuzynka podczas Lithy. A Sebastian... Cóż, tak długo, jak nie miał nad sobą bata starszych stażem kapłanów, był gotów nieco nagiąć własne przyzwyczajenia i wyjść ze swojej strefy komfortu. W normalnej sytuacji w życiu nie zdecydowałby się na bycie główną osobą odpowiedzialną za stoisko. Zdecydowanie wolał kręcić się gdzieś na boku i wspierać innych kapłanów czy kapłanki. Teraz zbytnio nie miał tego wyboru.
— Laurent. — Skinął mężczyźnie głową. No to teraz miał już cały zestaw z ich wypadu do Kniei! Atreus, Geraldine, a koniec końców i sam Prewett zawitał do jego stoisko. Niezły zbieg okoliczności. — Chyba powinniśmy zrobić jakąś współpracę z Figgami — rzucił w przestrzeń, nie precyzując w sumie czy mówi do Laurenta, czy Edwarda. — Oni mają koty, my mamy kosze do ich noszenia... Biznes idealny. Niech Matka ci dziś sprzyja, Laurencie.
Macmillan przysiadł na stołku, korzystając z chwili wolnego i zerkając z ciekawością w stronę sceny. Chór najwidoczniej skończył już swój występ, jednak Sebastian miał nadzieję, że to nie był koniec atrakcji. Przydałoby im się jeszcze parę wystąpień muzycznych, bo inaczej zwariują w tym szumie, jaki wytwarzał tłum czarodziejów przechodzących z miejsca na miejsce.