02.06.2024, 23:58 ✶
W swoich przypuszczeniach Peregrinus nie posuwał się może aż do jądra ciemności, lecz byłby gotów przysiąc, że w grocie jest coś. Pesymistycznie założył z góry, że złego, choć niekoniecznie nikczemnego. Może duch, którego coś trzyma w górskiej jaskini i nie pozwala iść dalej? A może rzeczywiście siła bardziej złowroga, czyhająca na nazbyt ciekawskich podróżnych?
Po zjedzeniu pasztecika Peregrinus odpiął od boku konia torbę, zamocował ją na gałęzi drzewa i rozsunął suwak, dając zwierzęciu dostęp do schowanego tam siana. Dobrze, aby kucyk był gotowy do drogi, gdy tylko wyjdą, coby sprawnie wrócili do ośrodka, w którym się zatrzymali.
Namyślając się nad odpowiedzią na pytanie kuzyna, początkowo milczał, pociągając jeszcze kilka łyków z butelki. Mógł tylko teoretyzować: dopóki nie sprawdzą groty, raczej się nie dowiedzą wielu konkretów.
— Jeśli przyjmujemy to założenie, wyjścia są dwa: albo coś jest tam uwięzione, albo poluje na zwiedzających — odparł, pakując butelkę do plecaka. — Mam nadzieję, że to rzeczywiście jedynie duch i nie prowadzimy sami siebie w pułapkę.
Bo liczył, że z duchem — takim przeciętnym, nie żadną potężną pradawną mocą — Leon sobie poradzi. Zajmował się tym w końcu na co dzień. Na podstawie tej hipotezy Trelawney gotów był zaryzykować spotkanie z nieznaną siłą błąkającą się po grocie. O ile jakakolwiek tam była: wcześniejsze wrażenie było na tyle ulotne i niewyraźne, a widzenie rozmyte ciemnością, że niczego nie był pewien.
Czarodziej zarzucił plecak na plecy i obrócił się twarzą do jaskini:
— Gotów? — zapytał Leona.
Stojąc naprzeciw tego wyzwania, czuł naturalnie niepokój, ale i determinację. Jakkolwiek poprzednia wizyta przyprawiła go o ciarki, to mimo wszystko nic złego mu się przecież nie stało. Tak, to podnosiło go na duchu, a do działania zagrzewała dodatkowo naukowa ciekawość.
Po zjedzeniu pasztecika Peregrinus odpiął od boku konia torbę, zamocował ją na gałęzi drzewa i rozsunął suwak, dając zwierzęciu dostęp do schowanego tam siana. Dobrze, aby kucyk był gotowy do drogi, gdy tylko wyjdą, coby sprawnie wrócili do ośrodka, w którym się zatrzymali.
Namyślając się nad odpowiedzią na pytanie kuzyna, początkowo milczał, pociągając jeszcze kilka łyków z butelki. Mógł tylko teoretyzować: dopóki nie sprawdzą groty, raczej się nie dowiedzą wielu konkretów.
— Jeśli przyjmujemy to założenie, wyjścia są dwa: albo coś jest tam uwięzione, albo poluje na zwiedzających — odparł, pakując butelkę do plecaka. — Mam nadzieję, że to rzeczywiście jedynie duch i nie prowadzimy sami siebie w pułapkę.
Bo liczył, że z duchem — takim przeciętnym, nie żadną potężną pradawną mocą — Leon sobie poradzi. Zajmował się tym w końcu na co dzień. Na podstawie tej hipotezy Trelawney gotów był zaryzykować spotkanie z nieznaną siłą błąkającą się po grocie. O ile jakakolwiek tam była: wcześniejsze wrażenie było na tyle ulotne i niewyraźne, a widzenie rozmyte ciemnością, że niczego nie był pewien.
Czarodziej zarzucił plecak na plecy i obrócił się twarzą do jaskini:
— Gotów? — zapytał Leona.
Stojąc naprzeciw tego wyzwania, czuł naturalnie niepokój, ale i determinację. Jakkolwiek poprzednia wizyta przyprawiła go o ciarki, to mimo wszystko nic złego mu się przecież nie stało. Tak, to podnosiło go na duchu, a do działania zagrzewała dodatkowo naukowa ciekawość.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie