— Mój mózg? Tysiąc dwieście pięćdziesiąt centymetrów sześciennych szarej, pofałdowanej, galarety — uśmiechnął się do niej jak Mona Lisa, tym drobnym drgnieniem, które próbuje rozczytać tak wielu badaczy obrazu, zrozumieć jego znaczenie. Tak rzadko ten uśmiech pojawiał się na twarzach mężczyzn. Zapewne mieli specjalne kategorie do badania jasnowidzów. — Przypomnij mi proszę, abym unikał przebywania z tobą w laboratoriach twojej komnaty.
I znów, ta chłopięca psotność wracała na jego twarz. Pomimo siwiejących skroni, miał w sobie coś, co stawało naprzeciwko upływowi czasu, niewidocznego na pierwszy rzut oka, dopiero w bliższym kontakcie, gdy zrzucał z siebie maskę poważnego urzędnika i naukowca, uwydatniając prawdziwy charakter. Już ona wiedziała, co mogli robić na stole laboratoryjnym i zdecydowanie nie wiązało się to z notowaniem dostrzeżonych przez nią różnic pomiędzy mózgami mugolaków i wróżbitów obdarzonych Trzecim Okiem.
Koło terkotało, kolejne kolory zmieniały się w barwną smugę, a on przyglądał się łopatce, która miała wyznaczyć jego nagrodę za ciężko zarobione w Departamencie Tajemnic galeony. W końcu obrócił się w stronę pani Travers, przyjrzał jej twarzy i odgarnął z jej czoła niesforny kosmyk włosów. Wyglądał, jakby chciał ją pocałować. Powiódł wzrokiem po jej twarzy, zatrzymał się na wyraźnie skrojonych wargach, które musiały smakować winem.
— Ponieważ miałbym najwięcej wyznawców. Zawsze, gdy ktoś wygrywa, ktoś inny przegrywa, a czasami zwycięstwo jest pyrrusowe. Każdy modli się o porażkę swojego wroga. Porażka boli, uwalnia wiele emocji, od dziecka po najstarsze osoby. Tyle energii — ostatnie słowa niemal szeptał do niej, prawie jakby rzeczywiście się modlił lub chciał uwierzyć w swoją ascendencję do innego planu istnienia i przeobrażenie w boga.
Nagle jego spojrzenie rozmyło się nieco, straciło na ostrości.
— Za chwilę zrobi się tutaj mały zjazd absolwentów Ravenclawu, podchodzi do nas Anthony Shafiq. Pamiętasz go? Był ze mną na roku, naczelny prefekt. Okazało się, że zna właściciela rezydencji, którą planuję kupić w Little Hangleton. — Odsunął się od niej na odpowiednią odległość i odebrał swoje fanty z losowania. Musiał później poczytać, co to było, ale widział jakiś eliksir. Chyba był to eliksir.