30.12.2022, 08:22 ✶
Ano właśnie, jak to już było wieki temu ustalone - czystość krwi była obowiązkiem i honorem. Widzi-mi-się można było zostawić tym, którzy nie mogli się poszczycić szlachetnym rodowodem. A nawet i w takich rodzinach różnie bywało z małżeństwami. Bo w końcu nie chodziło tylko o krew. To była polityka, to były pieniądze, to były marzenia rodziców przelewane na córki i synów. Było bardzo wiele elementów, które decydowały o naszym życiu, zanim my w ogóle mieliśmy szansę zadecydować, kim chcemy być. Jedni mieli przy tym pecha, inni - odrobinę szczęścia. Sauriel też wiedział, że przyjdzie mu ożenić się z kobietą, której nie będzie kochał, bo tak trzeba. I kiedyś się przeciwko temu buntował, potem już zaczynał mieć na to wylane. Głównie dlatego, że wcale nie planował zostawać ze swoją rodziną. Chciał zobaczyć świat, w swoim małym marzeniu. Marzył o legendarnych drogach amerykańskich, pełnych wolności i rocka. Chciał łapać stopa i włóczyć się grając za grosze, od dnia do dnia. Nie chciał żadnej kariery, nie chciał wspaniałej willi ani gromadki dzieci. Chciał być wolny. Marzył o bezgranicznych łąkach, które łączyły się z niebem i wiatrem we włosach, który napełniał płuca poczuciem, że nie ma tu nic, co cię ograniczy. Tymczasem był psem na smyczy, z kagańcem. Żyjącym z ludźmi, których już chyba nawet nie nienawidził. Z krótkimi przebłyskami emocji, które wydwały się cenne, nawet kiedy były negatywne. Bo budziły z letargu. A przecież miał dopiero 25 lat.
- Ouch. Przykro mi. Znam ten ból. - Czy prawdziwej bezsenności? Niee, chyba nie. Ale znał ból nieprzespanych nocy, kiedy wszystko zwalało się na głowę, chociaż chciałeś zamknąć oczy to trzymałeś je szeroko rozwarte. I nie wiedziałeś, co ze sobą zrobić. Organizm mówi ci, że potrzebuje snu, ale ty spać nie mogłeś.
- Yhym… może skorzystasz z kominka? U mnie? - Tak przez moment na nią popatrzył, ocenił… i sam stwierdził w swojej głowie, że rzeczywiście teleportowanie się byłoby bardzo kiepskim pomysłem. - Aha! Czyli jednak czegoś się boisz! Mówiłem, teleportacje są straszne… - Uderzył pięścią w otwartą dłoń, czując moment triumfu, kiedy dodał dwa do dwa (a chwilę to zajęło) i uzmysłowił sobie, że kobieta, która diabła się nie boi, nie chce się teleportować! To było czysto trzeźwe myślenie. Teleportacja przy takiej ilości procentów była głupotą.
Dotarli spokojnie do posiadłości Rookwoodów, gdzie panowała grobowa cisza. Dom spał. Sauriel niespecjalnie starał się przy tym skradać czy cichutko zachowywać, chociaż ściszył głos i nie tupał jak słoń. W ogóle miał bardzo cichy chód, nawet po alkoholu. Poprowadził ją do kominka, z którego mogła się przenieść. Prawdopodobnie nie do własnego domu, bo przecież nie były połączone, ale w okolice, z których mogła już spokojnie do domu trafić.
- To śpij jak bejbik. - Bo skoro cierpiała na bezsenność, to prawdziwie niemowlęcy sen był najlepszym, czego mógł jej życzyć w tym momencie. Przynajmniej w jego mniemaniu.
I dopiero jutro przyjdzie faktyczna realizacja tego, co zostało tu dziś powiedziane i co się wydarzyło.
- Ouch. Przykro mi. Znam ten ból. - Czy prawdziwej bezsenności? Niee, chyba nie. Ale znał ból nieprzespanych nocy, kiedy wszystko zwalało się na głowę, chociaż chciałeś zamknąć oczy to trzymałeś je szeroko rozwarte. I nie wiedziałeś, co ze sobą zrobić. Organizm mówi ci, że potrzebuje snu, ale ty spać nie mogłeś.
- Yhym… może skorzystasz z kominka? U mnie? - Tak przez moment na nią popatrzył, ocenił… i sam stwierdził w swojej głowie, że rzeczywiście teleportowanie się byłoby bardzo kiepskim pomysłem. - Aha! Czyli jednak czegoś się boisz! Mówiłem, teleportacje są straszne… - Uderzył pięścią w otwartą dłoń, czując moment triumfu, kiedy dodał dwa do dwa (a chwilę to zajęło) i uzmysłowił sobie, że kobieta, która diabła się nie boi, nie chce się teleportować! To było czysto trzeźwe myślenie. Teleportacja przy takiej ilości procentów była głupotą.
Dotarli spokojnie do posiadłości Rookwoodów, gdzie panowała grobowa cisza. Dom spał. Sauriel niespecjalnie starał się przy tym skradać czy cichutko zachowywać, chociaż ściszył głos i nie tupał jak słoń. W ogóle miał bardzo cichy chód, nawet po alkoholu. Poprowadził ją do kominka, z którego mogła się przenieść. Prawdopodobnie nie do własnego domu, bo przecież nie były połączone, ale w okolice, z których mogła już spokojnie do domu trafić.
- To śpij jak bejbik. - Bo skoro cierpiała na bezsenność, to prawdziwie niemowlęcy sen był najlepszym, czego mógł jej życzyć w tym momencie. Przynajmniej w jego mniemaniu.
I dopiero jutro przyjdzie faktyczna realizacja tego, co zostało tu dziś powiedziane i co się wydarzyło.
Koniec sesji
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.