Peppa zgłasza się jako śmiałek.
Święto żniw nie było dla niej. Nie interesowała się takimi plebejskimi wydarzeniami. Niby czemu miała cieszyć się z tego, że rolnicy zebrali plony? To się działo [*]co roku[*]. Jasne, niech świętują koniec roboty w sezonie, ale może nie na ulicach miast? I nie tuż przed JEJ domem? Od początku stawiania straganów, Peppa z przewrażliwieniem reagowała na każdy dźwięk dochodzący z zewnątrz. Jak oni śmieli zakłócać jej spokój! I teraz nawet nie może wyjść, bo ktoś pomyśli, że bierze w tym udział.
Niestety wyjść musiała. Tak się złożyło, że poprzedni dzień spędziła w domu i po prostu nie mogła dłużej siedzieć w zamknięciu. Ubrała swoją niemal najlepszą suknię z białej koronki, a na idealnie uczesane włosy ułożyła farbowany na perłowo pleciony kapelusik przygnieciony ciężarem sztucznych kwiatów i innych ozdóbek.
Słońce się schowało, więc zrezygnowała z obnoszenia się z koronkową przeciwsłonką. Opuściła kamienicę z zadartą lekko głową, by dobitnie ukazać światu swoją wyższość nad tym prostackim festiwalem.
Po czym poszła na loterię, bo ojciec zostawił jej i Jamesowi po losie. Wepchnęła się w kolejkę, bo jakby inaczej, po czym odebrała swoją nagrodę.
Tymczasem do jej uszu doszedł głos prezentera ze sceny. Akrobaci z cyrku? Och, to akurat mogła zobaczyć. Miarowym tempem ruszyła w stronę widowni, by wepchnąć się na sam przód. I co tam zobaczyła? Przepiękne białe róże. Idealne do jej dzisiejszego stroju oraz wystroju sypialni. Musiała je mieć.
Nie spuszczając wzroku z cennego fanta, wystrzeliła w górę zakoronkowaną dłoń, nim ktokolwiek inny wszedłby jej w drogę. Po chwili posłała w stronę prezentera jeden ze swoich najbardziej uroczych uśmiechów. Niech tylko śmie jej nie wybrać.