03.06.2024, 11:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2024, 10:57 przez Rodolphus Lestrange.)
- Annaleigh - Rodolphus drgnął, gdy usłyszał znajomy głos. Sam usiadł tutaj, by chwilę odpocząć, bo to, co działo się na tym weselu, było... Zaskakujące. Kapibary, bójki, jakieś krzyki ze strony wejścia - nie tego się spodziewał. Chociaż w zasadzie sam nie był pewien, czego powinien się spodziewać po weselu, na którym łączyły się rody Black oraz Rookwood. W zasadzie to brakowało tylko iskier, ognia i prawdziwego chaosu, no i może odrobiny krwi, chociaż nie był pewien, czy Rosierowi nie rozwalili nosa, więc krew może można było odhaczyć. Młody Lestrange wstał, gdy Anna podeszła do stolika. Nawet zdobył się na lekki, choć zauważalnie zmęczony uśmiech. Zupełnie jakby od rana latał tutaj i doglądał wszystkiego, a przecież każde z nich wiedziało, że to nie była prawda. - Ciebie również. Usiądź, wyglądasz na zmęczoną.
Odsunął jej krzesło niczym prawdziwy gentelman, którym w zasadzie był. Matka dobrze go wychowała i jeżeli chodzi o maniery, to były nienaganne, niezależnie od osoby, z którą rozmawiał. Ba - na pytanie czy dobrze się bawi po jego twarzy nie przemknął nawet cień grymasu, chociaż w stalowoszarych oczach nie było widać ani ulgi, ani wesołości. Z tego co Anna mogła się orientować, u Rodolphusa to była norma, zwykle chłopak był dość chłodny w obyciu i nieszczególnie pokazywał swoje emocje, szczególnie te pozytywne.
- Można tak powiedzieć - przytaknął, chociaż niezbyt szczerze. Jego odpowiedź nie wskazywała na to, żeby był zachwycony faktem, że musiał tu być. Z drugiej jednak strony nie słychać w niej było żadnego wyrzutu czy niezadowolenia, więc też ciężko było określić, jak bardzo niedobrze się bawił. - Chociaż patrząc na zamieszanie, które robią goście i co wyprawia się na parkiecie, ktoś mógłby stwierdzić, że nie bawimy się aż tak dobrze.
Cień złośliwości przemknął po jego twarzy, bo było jasne, że nie zapomni ani tej owłosionej świni, w którą zmienił się Atreus, ani bójki, która zakończyła się wywaleniem jego i Rosiera do ogrodu. O co im w ogóle poszło? Nie wiedział i w sumie to nawet go to nie interesowało.
Usiadł dopiero, gdy zrobiła to kuzynka. Wbił w nią pytające spojrzenie.
- Wydajesz się lekko nieobecna - zauważył, kompletnie ignorując kelnera, który starał się nadążyć ze zmianą brudnych talerzy na czyste i wymijaniem gości, którzy kręcili się obok stolików. Nie zwykł przywiązywać uwagi do otoczenia, a osoby zatrudnione do obsługi traktował jako element wystroju.