Nie zawsze trzeba mieć coś bezpośrednio wspólnego sprawą, żeby się nią zajmować czy przejmować. Tym nie mniej nie było zapewniania, że tak, tak, no ma za co przepraszać! Jak najbardziej, jeszcze jak! Nie. Bo nie było potrzeby, swoje powiedział, Black na szczęście nie czuła się też zrażona - można było na nią liczyć. I balować dalej nie myśląc o tym, że twój kumpel może właśnie jest wynoszony poza teren imprezy. Sam nie chciał być z nim wyniesiony. Atreus chyba trochę za dużo popił. W razie czego wróci tutaj pod postacią kapibary, wierzył w to całym swoim czarnym sercem...
Obrót, złapanie partnerki, przyciągnięcie do siebie i sztywna rama z ramion. Sztywna, a jednocześnie dopasowana do samej Belli. W takich chwilach świat mógł naprawdę nie istnieć, przecież sztuka, nawet niezrozumiała, dotyczyła każdego artysty w każdym wymiarze. W każdym sensie potrafiła zachwycać i odrzucać - którą emocje wywołuje też nie ma znaczenia. Nawet jak w obrocie na moment puścił Belle, żeby zakręcić ją na jej paluszkach, to już zaraz był przy niej, łapał ją i prowadził dalej. Trochę szybciej niż w zasadzie muzyka sugerowała, ale Sauriel miał to w piździe. Jego kuzynka wyszła za mąż, to był kurwa dobry dzień, a on był tak kurewsko trzeźwy, że chyba aż za bardzo.
- Właśnie, Niegrzeczna Dziewczynko. - Rasowy smirk ozdobił jego twarz w ramach zaczepki, bo przecież z Bellatrix nie była żadna dziewczyna - była kobietą i nie pozostawiała co do tego żadnych wątpliwości ani w swoim zachowaniu ani swoim wyglądem. - Piękna, Niegrzeczna Damo. - Poprawił się, ale dopiero po chwili, bez względu na to, czy dostał od niej jakąś reakcję zwrotną czy nie.
Przetańczył z nią następne dwa utwory, nim się odsunął i pokłonił, jak to maniery dworu wymagały. Przy czym nie dało się nie zauważyć w tym ruchu cynicznego przerysowania. A przynajmniej ktoś go znający mógł wiedzieć, że to było to.
- Dzięki Gwiazdeczko za taniec. Idę się trochę najebać. - Ale tylko trochę! Zaprosił Bellatrix ze sobą, jeśli tylko miała ochotę, albo obserwował, jak odeszła szukać innego partnera do tańca. Takim sposobem "tylko trochę" podszedł do baru i złapał za drinka, szukając wzrokiem Victorii, a potem namierzając Erika. Czy nadal znajdował się w tym samym miejscu? Mignęła mu Lorraine więc wyszczerzył się do niej paskudnie i wzniósł w jej kierunku szklankę whiskey, ale na razie skierował się do swojego staruszka. Chuj niech zdycha i niech najlepiej zakrztusi się krwią, ale może nie na weselu ich krewnej? Wybrał sobie kiepski czas na umieranie. Wypił haustem drina, domówił kolejnego, wypił, zamówił kolejnego... i skierował się do ojca z nim w łapie.
- Starcze... musisz zdychać tutaj? Nie możesz w domu? - Mruknął, spoglądając na Erika, który w jego oczach wyglądał tak, jakby zaraz miał się wyjebać na ten swój głupi ryj. Krytyka krytyką, frustracja frustracją, ale... no właśnie, ale. To "ale" wkurwiało go najbardziej, bo sugerowało, że w zasadzie to się martwił. - Chodź do stołu, walniesz kielona, będzie ci lepiej... - Wyciągnął do Erika rękę chcąc wziąć go pod ramię i zaprowadzić rzeczywiście do stołu tak, żeby nie wyglądało to jakby prowadził kalekę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.