03.06.2024, 15:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2024, 22:18 przez Cathal Shafiq.)
Koło fortuny, kręci i odchodzi
Cathal nie przepadał za jarmarkami.
Nie chodziło o to, że miał coś przeciwko Lammas samemu w sobie albo sabatom w ogólności. Sabaty miały jednak to do siebie, że były głośne, tłoczne i pełne bodźców. Póki odbywały się na Polanie Ogni, odwiedzał je co jakiś czas nawet chętnie – tam łatwo było odbić od tłumu pomiędzy drzewa, a sam fakt rozgrywania się imprezy w plenerze czynił atmosferę mniej klaustrofobiczną. Targowisko było jednak czymś innym i Shafiq pewnie normalnie by się tu nie pojawił, zwłaszcza że zniknięcie Lety Crouch i brak klątwołamaczki w ekipie (a do cholery, potrzebowali klątwołamacza, w ich pracy było to wręcz coś podstawowego), wciąż psuło mi humor.
Skoro jednak Cathal nie przyszedł do targowiska, to targowisko przyszło do Cathala.
Na całe szczęście nie zablokowano kamienicy, w której znajdowało się jego mieszkanie i mógł się wydostać z niej bez większych problemów. Wciąż nie było tu tak tłocznie i głośno jak na egipskich bazarach, chociaż więcej dość ciężko było mu utrzymać w ryzach myśli, nie odpływać wspomnieniami w przeszłość, dawał jako tako radę utrzymać skupienie. Rozglądał się po okolicy bez większego zainteresowania – na razie nie dostrzegł niczego, co przyciągnęłoby jego uwagę na dłużej, co byłoby nowe czy intrygujące, ale na takich zabawach łatwo było napotkać kogoś znajomego, lustrował więc mijanych ludzi spojrzeniem, w poszukiwaniu znanych sobie twarzy.
Przy południowych straganach zaczęło się jakieś zamieszanie, ruszył więc w stronę przeciwną. A skoro już znalazł się przy kole fortuny, poczekał aż osoba przed nim wykorzysta losy – i sam również kupił ich kilka.
Cathal nie przepadał za jarmarkami.
Nie chodziło o to, że miał coś przeciwko Lammas samemu w sobie albo sabatom w ogólności. Sabaty miały jednak to do siebie, że były głośne, tłoczne i pełne bodźców. Póki odbywały się na Polanie Ogni, odwiedzał je co jakiś czas nawet chętnie – tam łatwo było odbić od tłumu pomiędzy drzewa, a sam fakt rozgrywania się imprezy w plenerze czynił atmosferę mniej klaustrofobiczną. Targowisko było jednak czymś innym i Shafiq pewnie normalnie by się tu nie pojawił, zwłaszcza że zniknięcie Lety Crouch i brak klątwołamaczki w ekipie (a do cholery, potrzebowali klątwołamacza, w ich pracy było to wręcz coś podstawowego), wciąż psuło mi humor.
Skoro jednak Cathal nie przyszedł do targowiska, to targowisko przyszło do Cathala.
Na całe szczęście nie zablokowano kamienicy, w której znajdowało się jego mieszkanie i mógł się wydostać z niej bez większych problemów. Wciąż nie było tu tak tłocznie i głośno jak na egipskich bazarach, chociaż więcej dość ciężko było mu utrzymać w ryzach myśli, nie odpływać wspomnieniami w przeszłość, dawał jako tako radę utrzymać skupienie. Rozglądał się po okolicy bez większego zainteresowania – na razie nie dostrzegł niczego, co przyciągnęłoby jego uwagę na dłużej, co byłoby nowe czy intrygujące, ale na takich zabawach łatwo było napotkać kogoś znajomego, lustrował więc mijanych ludzi spojrzeniem, w poszukiwaniu znanych sobie twarzy.
Przy południowych straganach zaczęło się jakieś zamieszanie, ruszył więc w stronę przeciwną. A skoro już znalazł się przy kole fortuny, poczekał aż osoba przed nim wykorzysta losy – i sam również kupił ich kilka.