03.06.2024, 18:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2024, 17:58 przez Hades McKinnon.)
Południowe stragany - pobliże stoiska ze świecami Mulciberów
Dobra, jednak dalej byłem wkurwiony. Atreus mnie zignorował. Nic nie powiedział, w dalszym ciągu trzymając w silnym uścisku. Miałem ochotę mu przyjebać, ale nie mogłem się uwolnić poprzez szarpnięcie. Może jednak do Aurolandii nie przyjmowano jedynie doskonałych mineciarzy oraz Szanownej Rodziny Pani Szefowej Harper Moody. Kto by pomyślał, że to chuchro miało tyle siły w ramionach... Ale ciekawe, co powie, kiedy mu zmiażdżę stópkę. Zapamięta sobie moje tąpnięcie doskonale.
- Alastorze Moody, kto tu jest durniem? - zapytałem się go, śmiejąc się pod nosem i spluwając na ziemię. Gdyby nie był idiotą, to nie rozmawiałby ze mną, tylko jebnąłby mi w łeb. Te groźby o zabieraniu do Ministerstwa mógł sobie włożyć głęboko w rzyć. Wyjdę z tego cało niczym karaluch, a jak nie wyjdę, to obudzę się w jebanym grobie i dobrze sobie zapamiętam jego nazwisko. - Mojego partnera szukaj w czarnej dziurze. Nie mogłem patrzeć jak się mizdrzył do jakichś nastolat, gdzieś na początku północnych straganów. Jeśli się pospieszysz, zdążysz popatrzeć na ten żenujący trójkąt. Lepiej je wylegitymuj, zanim zajrzy którejś w majtki, żeby nie było z tego skandalu - poradziłem, wcale nie zniżając głosu. Niech ludzie słyszą, jakie pierdoły przyjmują do BUMu czy na aurorów.
- Tak, składajcie tego idiotę, to mu poprawię. On to lubi - odparłem odważniej przez te pogróżki o Ministerstwie Magii. To mnie zdecydowanie napędzało, podobnie jak widok ludzi litujących się nad tym skurwielem. Tak, ktoś tu mnie prowokował, ktoś kusił do parcia przed siebie niczym meteor. Tak, będę jebanym meteorem. Zrobię, co mi się żywnie będzie chciało, co tylko mi się spodoba, choćbym miał rozjebać cały ten cyrk. Tych kurwiów małych na scenie nawet nie widziałem, ale w głębokim poważaniu je miałem, te dzieciaki wszystkie. Jedynym dzieckiem zasługującym na moją uwagę była Megarka; reszta to małe, parszywe robaki.
- Atreusku, zabierasz mnie w tę podróż życia czy wolisz dostać w mordę? - zdążyłem go zapytać, ale wtedy Alexander prawdopodobnie zwymiotował na moje buty, więc właściwie moje pytanie straciło ważność. - Ooo... - zrobiłem jedynie, bo ta Florence to jednak dobra kobieta była, że mi się nasunęła. Szkoda aby że nie wysłała Alexandra w nicość nim zdążył na mnie haftnąć. Jednakowoż, nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz miałem lepszy widok na tę mordę i lepszy do niej dostęp, a że Atreus trzymał mnie w kleszczach, to niech trzyma. Mogłem go wykorzystać jako podporę by nie utracić równowagi, dając solidnego kopa w mordę Alexandra Mulcibera, a jeśli aż tak nisko tej mordy nie miał, to w jego jaja. Wal do piekła! Miałem nadzieję, że obudzi się po tym za co najmniej pół roku.
Rzut AF na kopnięcie Alexandra w twarz, a jak nie mam jej w odpowiednim zasięgu, to wybieram jego krocze jako cel. W razie wątpliwości, krzywdzenie Atreusa jest dopiero planowane na przyszłość.
Rzut PO 1d100 - 44
Sukces!
Sukces!