03.06.2024, 20:18 ✶
Południowe stragany- okolice loterii fantowej
Rozmawiam z Heather i czekam, aż pomoże numerologowi, abyśmy mogli pójść pod scenę
— Na to wygląda. Może to i lepiej. Tamtego goblina chyba aresztowali twoi znajomi? — Podrapał się po potylicy, próbując sobie przypomnieć szczegóły z festiwalu z okazji Ostary. Cholercia, to niby było ledwie kilka miesięcy temu, a miał wrażenie, że to było inne życie. — Nie dziwię się. To na sto procent był jakiś przekręt. Kto normalny organizuje płatną loterię, w której można w ogóle nic nie wygrać lub wręcz przegrać w zależności od wyniku?
Pokręcił podirytowany głową. Może, teraz gdy był starszy, miał więcej środków, aby przeznaczyć parę monet na takie zabawy, jednak za każdym razem, gdy miał do czynienia z takimi drobnymi cwaniaczkami, to nóż mu się w kieszeni otwierał. Chociaż Lupinowie prowadzili całkiem dochodowy biznes, tak większość zarobionych pieniędzy szła na utrzymanie lokalu i sprowadzanie do pracowni aptekarskiej egzotycznych składników, jakich nie sposób było pozyskać w okolicy Londynu czy w ościennych wioskach czarodziejów.
Tym razem organizatorzy go chyba jednak nie oszukali. W gruncie rzeczy sam był zaskoczony tym, jaki łup udało mu się zdobyć. Niewidzialny płaszcz, fiolki z eliksirem wielosokowym i magiczna taśma. W sam raz, żeby zakleić komuś usta, pomyślał z krzywym uśmiechem na twarzy, odsuwając się z Heather na bok, aby dopuścić do koła kolejne chętne osoby. Zanim przeszli dalej, Cameron obejrzał się jeszcze na koło fortuny; zdecydowanie będzie musiał tu jeszcze wrócić pod koniec festynu. Kto wie, co jeszcze uda mu się wylosować?
— Mogło być gorzej — przyznał, unosząc fiolkę z eliksirem w górę ku słońcu, aby lepiej przyjrzeć się zawartości. Ech, tak na oko trudno było stwierdzić, czy to przypadkiem nie była tania bazarowa podróba. Będzie musiał przyjrzeć się temu na spokojnie po powrocie do domu. — Widzę, że ty też całkiem nieźle wylosowałaś. Chociaż ty zawsze masz takie dziwne szczęście.
Było idealnie. I stan ten na pewno utrzymałby się przez następne kilka godzin, gdyby nie... Zamieszanie. Bójka, a może raczej awantura w okolicy stanowiska ze świecami Mulciberów. Lupin nie wiedział do końca co się dzieje, toteż machinalnie chwycił Heather za rękę. Nagle nawiedziły go wspomnienia z Beltane, gdy Ruda kazała mu się zmywać. Nie chciał powtórki z rozrywki, nienienienienieninie.
— Może po prostu cho...
Nie zdołał dokończyć, bo instynkt brygadzistki jego dziewczyny zareagował pierwszy i ogłosił wszem wobec, że Heather była skłonna do pomocy każdemu, kto takowego wsparcia wymagał. A na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, co się dzieje. Czy tego uczyła ją Brenna? Żeby bez przygotowania rzucać się w czysty chaos tylko dlatego, że miało się dobre intencje. Oczami wyobraźni Cameron widział skrzywienie na twarzy Florence, gdyby była świadkiem tej sytuacji. Ugh, przerażające.
Nagle znalazł się przy nich jakiś grubasek, który zaczął wymachiwać Rudej przed twarzą jakimś świstkiem. Cameron otaksował go uważnym wzrokiem od stóp do głów. Czy tak kończyli historycy i badacze? Na Merlina, aktywne uzdrawianie chyba jednak nie jest takie złe, pomyślał, wzdrygając się na samą myśl, że kiedyś mógłby się aż tak zapuścić.
— Pomóż mu, a potem idziemy pod scenę — rzucił Cameron z ciężkim westchnieniem. — Nie chcę przegapić kolejnego występu!